Publikacje
...co Pan Twardowski robi na ksiezycu
O tym, co Pan Twardowski robi na księżycu,
oraz o dwóch takich co kradli dusze
Pan Twardowski wydaje się bajką dla dzieci, opowieścią fantazy. Można także powiedzieć, że jest to popularny motyw kultury ludowej. Przyglądając się bliżej tej historii zaczynamy wyraźnie zauważać zawartą tam prawdę o postawie człowieka. Mądrość pokoleń, wzbogacona geniuszem wieszcza, ile ona mówi o naturze ludzkiej. Ukazuje wiele niezwykłych powiązań, od niechcenia snując niby nieprawdziwą historię sprytnego Sarmaty, uciekającemu diabłu sprzed nosa.
Ta historia jest figurą człowieka, który wyrwał się demonom, pomimo podpisania cyrografu na swoją duszę. Pojmujemy aktualność tej opowieści dla każdego pokolenia. Mądrość ludowa w niezwykle jasnych symbolach, będąc pełna podziwu dla sprytu bohatera, wyświetla nam prawdę o człowieku który otwarcie paktuje ze złem. Przedstawia wprost dramat człowieka, który w imię egoistycznie pojmowanego dobra przystaje na kompromisy etycznie niegodziwe. Widzimy w tej opowieści osobę zwlekającą z jednoznacznym wyborem dobra, chwiejną. Osobę usiłującą bezustannie odwlec moment rozliczenia się z własnym sumieniem. Osobę, która nie chce ponieść konsekwencji swoich działań. Zawieszoną pomiędzy niebem a ziemią - jak na księżycu, pomiędzy dobrem i złem.
Ukazuje stan człowieka, który żyje w świecie sprzecznych, nie dających się pogodzić norm. Sumienie i rozum zamiast prowadzić ku temu, co jednoznacznie dobre, wytwarzają wygodne złudzenia. A przecież prawdy ostateczne istnieją i jedną z nich, nieuchronną, jest śmierć.
W chwilach refleksji zaczynamy dostrzegać prawdę o nas, ludziach współczesnych. Człowiek dzisiejszy często odwzorowuje postawę Pana Twardowskiego. Żyje w zawieszeniu pomiędzy niebem i ziemią, czyli można powiedzieć - na księżycu. Jest często niezdolny do wyboru prawdy. Usiłuje trwać za wszelką cenę w nie dających się pogodzić ze sobą normach moralnych. Kwestionuje nakazy sumienia. Uważa, że moralność wynikająca z pobudek religijnych, to niehumanitarne restrykcje do usunięcia.
Pan Twardowski symbolizuje człowieka, który odkłada, negocjuje, oddala od siebie to, co najważniejsze. Który wierzy, że jeszcze zdąży, jeszcze się wymknie, jeszcze znajdzie sposób.
Za swoje postępowanie nie zostaje dopuszczony do pełni życia. Ostatecznym miejscem pobytu bajkowego Sarmaty staje się księżyc, świecący blaskiem odbitym. To metafora życia w zawieszeniu, pomiędzy dobrem a złem, samotności i zimna. Ten jakby nieco przybrudzony, choć świetlisty glob staje się paralelą nie do końca czystego sumienia. Według ludowej mądrości księżyc staje się nie karą, ale konsekwencją życia które prowadził.
W opozycji do alegorycznej postaci Pana Twardowskiego historia stawia nam przed oczy innych bohaterów. Całkowicie realnych, których daty i miejsca narodzin są nam znane.
To święty Jozafat Kuncewicz i święty Andrzej Bobola. To już nie postacie wyimaginowane, ani alegorie pewnego typu postępowania. To święci, którzy żyli i działali w świecie. To Ci, którzy chwytali dusze: dla Boga, dla zbawienia.
Ich portret odsłania się wyraźnie w wezwaniach zawartych w litanii. W przypadku Jozafata słyszymy o „obrońcy prawdy", „pom nożycielu wiary", „zwycięzcy błędów” czy „pilnym dozorcy zbawienia dusz". A także o „filarze jedności”, „czułym przestrzegaczu w uporze trwających” oraz „miłośniku swych nieprzyjaciół”. Jest on przedstawiony jako troskliwy pasterz, który bierze odpowiedzialność za powierzonych sobie ludzi i gotów jest oddać za nich życie. Z kolei w wezwaniach do Andrzeja Boboli pojawiają się określenia: „powołany do jednoczenia", „gorliwy nauczyciel", „apostoł dzieci i ludzi religijnie zaniedbanych”, „apostoł Polesia”, „męczennik za jedność chrześcijan" oraz „modlący się za swoich morderców”.
Już pierwsza analiza pokazuje motyw przewodni towarzyszący ich działaniu. Nawet więcej: należałoby powiedzieć - imperatyw działania, którym jest troska o zbawienie bliźniego. Nie jest nim jedynie gorliwość chrześcijańska, ani nawet sama idea jedności kościoła. Jest nim coś niezwykle głębokiego, o czym człowiek współczesny, nawet chrześcijanin, zapomniał w ogóle.
Jest to duch odpowiedzialności za zbawienie własne i zbawienie bliźniego. Prawda, która każe działać na rzecz zbawienia i nakazuje brać odpowiedzialność za cudzą duszę.
Dla tych świętych dusza ludzka była cenniejsza od wszelkich dóbr tego świata. Była cenniejsza od dobrego imienia, uznania i sławy. Była nawet droższa od własnego życia. Dla nich prawda o nieśmiertelności duszy była tak silna, że nakazywała ciągłą potrzebę apostołowania. Powodowała odnawiający się wciąż zapał misjonarski, uzdalniała do nauczania moralności, do pomagania ludziom w odróżnianiu dobra od zła.
Dwóch świętych, których współcześni nazwali duszochwatami.
Choć nie wiemy na pewno, czy się znali, wiemy, że żyli w tych samych latach: na początku XVII w.. Działali także w tym samym regionie: na terenie dzisiejszej Litwy, Białorusi, i Polski północno- wschodniej. Wezwania z litanii wydobywają z mroku - niby flesze aparatu fotograficznego - ich duchowe portrety. Cechowała ich misja wyjątkowa. Można ją nazwać wyrywaniem dusz z błędów i zaniedbań, wyrywaniem z rąk odwiecznego nieprzyjaciela człowieka.
Obaj święci wychodzili z tego samego fundamentalnego przekonania: że najważniejszą sprawą w życiu człowieka jest zbawienie jego duszy, a wiara nie jest sprawą prywatną. Człowiek w ich rozumieniu nie mógł zostać porzucony. Jego dusza mogła zbłądzić, osłabnąć, odpaść od jedności, utonąć w kłamstwie, właśnie dlatego potrzebowała kogoś, kto ją poprowadzi.
Święty Jozafat i święty Andrzej uważali, że wiara w życiu człowieka, jest jest rzeczywistością obiektywną, nadającą kierunek wyborom etycznym i światopoglądowym. Więc szli troszczyć się o dusze, szli chronić i umacniać. W swoich działaniach ukazywali bliźniemu prawdę, odrywali od błędów herezji i zguby moralnej.
Jozafat Kuncewicz wybrał drogę św Bazylego, mnicha chrześcijaństwa wschodniego. Tam ważna była więź wspólnotowa, posłuszeństwo, oderwanie od świata. Andrzej Bobola natomiast uformowany został w klimacie duchowości jezuickiej, która kładła nacisk na działanie, misyjność i odpowiedzialność za innych. Pomimo, że podstawiono przed nimi różne zadania - Jozafat był arcybiskupem, natomiast Andrzej ojcem zakonnym, misjonarzem, to siłą napędową ich działań była troska o zbawienie człowieka. Troska wynikająca z miłości.
Żyli w epoce wdrażania postanowień Soboru Trydenckiego, który na nowo definiował znaczenie prawd wiary, ustalił sposoby ich jasnego głoszenia i obrony przed błędem herezji. Dodatkowo działali oni na terenach dotkniętych napięciami religijnymi, gdzie trwałość unii brzeskiej, a i nawet kościoła katolickiego nie była przesądzona.
W tym kontekście łatwiej zrozumieć, dlaczego nazywano ich „duszochwatami". Określenie to początkowo było nacechowane wybitnie pejoratywnie. W zasadzie określało złodzieja dusz, nawet należy dodać: piekielnego złodzieja. Ich niezwykły dar wymowy i przekonywania sprawiał, że część ludności prawosławnej i protestanckiej przechodziła na wiarę katolicką lub unicką. Jednocześnie wywoływało to falę niechęci i agresji.
W przypadku Jozafata rozrzucano ulotki przedstawiające go jako diabła w mitrze, który „zagarnia dusze do piekła". Jozafat, mimo oczerniania i jawnej wrogości pewnych kręgów elit, nie wahał się iść dalej drogą głoszenia prawd wiary. Napisał prostym przystępnym językiem pierwszy katechizm dla Rusinów. Sformułowany w postaci pytań i odpowiedzi, wyjaśniał krótko i niezwykle zrozumiale stanowisko kościoła wobec trudnych dylematów teologicznych trapiących ludność owych czasów.
Święty Andrzej miał inny styl pozyskiwania dusz. Po prostu odwiedzał zapadłe wioski, aby przez kontakt osobisty porywać dusze dla Boga. Pomimo, że pierwotne określenie ,,duszochwat,, miało negatywne zabarwienie, jednak trafnie oddawało istotę ich misji: nieustannego prowadzenia ludzi do zbawienia.
Z tego powodu życie św Jozafata i św Andrzeja miało podobny kształt i dlatego zakończyło się w podobny sposób. Ich męczeństwo nie było przypadkiem, lecz konsekwencją tego, jak rozumieli swoje powołanie.
W tym sensie Jozafat Kuncewicz i Andrzej Bobola nie są tylko dwoma świętymi tej samej epoki. Reprezentują takie samo stanowisko wobec człowieka i jego przeznaczenia: pomóc dostąpić zbawienia. Obecnie ta konkretna postawa wydaje się wymagająca. Mało tego, nazwano by ją nietaktem. Niektórzy wręcz mówiliby o narzucaniu swojego światopoglądu, ale dla św Jozafata i św Andrzeja takie postępowanie było wyrazem najczulszej miłości bliźniego.
Dla nich wiara naprawdę była sprawą życia i śmierci.
red Renata Kopeć, założycielka i prezeska fundacji Iskra
w Holandii, 9.05.2026![]()
foto: Autorka, red. Renata Kopeć![]()
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++













