Blog TB

Adam Nowosad - świadectwa świadka ws męczeństwa bł.ks.Jerzego

Adam Nowosad

świadek w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki                                                                                    

 

                                                                                       Wiosna 2026 r.

                                  O co chodzi…?

   Od męczeńskiej śmierci bł. Księdza Jerzego minęło już ponad 41 lat, nadal jednak obserwujemy cykliczny wysyp sensacyjnych rewelacji. Zwykle oparte są one na bazie przecieków ze śledztwa prowadzonego onegdaj przez oszlifowanego w PRL prokuratora Witkowskiego. Obecnie dołączają do niego nowi, chętni sławy propagatorzy wielu takich, prawdopodobnych, ale ciągle nieudokumentowanych procesowo faktów. Dla mnie to nic nadzwyczajnego - przywykłem by nie powiedzieć, nie zwracam już na to większej uwagi. Kiedy jednak poproszono mnie o skomentowanie wystąpień bohaterów z okolic Kazunia,  postanowiłem przyjrzeć się sprawie.

   Nie znajduję wprawdzie żadnych istotnych nowości w tych, zwykle internetowych projekcjach. Nadal słyszę, że: ksiądz zginął w bunkrze pod Kazuniem, a nie na tamie, nie 19 października, a 25… czyli w kółko to samo. Z wieloma tezami głoszonymi przez tych ludzi się zgadzam. Już sam widok umęczonego oblicza bł. ks. Jerzego, jest dostatecznym powodem, żeby w kwestii daty i okoliczności śmierci uwierzyć prokuratorowi. Podpisuję się też pod śmiałym i trafnym spostrzeżeniem tego śledczego, że zbrodnia na księdzu Jerzym była zbrodnią założycielską III RP. Niestety, to chyba wszystko za co mogę tego pana pochwalić. Cała reszta jego działaności, to już tylko mnożenie komplikacji.

   Po raz kolejny, tym razem i w Kazuniu odgrzewany jest wątek związany z nazwiskiem Waldemara Chrostowskiego, zaufanego przyjaciela księdza Jerzego. Kiedyś miało to posłużyć do wywołania sensacji i wymuszenia na władzy zgody na wznowienie toruńskiego procesu i prawie się to udało… Dziś zastanawia, dlaczego pomimo niepowodzenia tego pomysłu apologeci prokuratora, mimo przegranych procesów z nieżyjącym już Chrostowskim, nadal lansują bezsensowną teorię o jego rzekomej zdradzie. Każdy z prezentowanych przez nich w tej sprawie zarzutów, to dyletanctwo. W swoich publikacjach obalam każdy z tych absurdów. Bez trudu wiele z nich dyskredytują też w swoich książkach, znakomici znawcy zagadnienia: Zbigniew Branach i Krzysztof Kąkolewski. Zewsząd płyną jednak potoki nowych pomysłów, tez i hipotez, ale nikt nie odważa się pisać konkretnie o ludziach walczących wtedy i dziś - no właśnie, o zmianę porządku i oblicza świata. Być może to z tego powodu mamy tak wiele różnych wersji tej historii. A od tego właśnie, od nazwania rzeczy po imieniu należy zaczynać wszelkie analizy. Trzeba konkretnie zdefiniować osoby i grupy zainteresowane rozegraniem dramatu tej męczeńskiej śmierci. Trzeba poznać historyczne tła tej sprawy. 

   Odniosę się tu jeszcze do kilku zarzutów skierowanych do mnie z Kazunia: Poza zarzutem obrony dobrego imienia Chrostowskiego słyszę jeszcze, że pisząc o tym, że ksiądz Jerzy zgodził się na wykonanie polecenia opuszczenia kraju robię z niego uciekiniera. Zarzuca się mi również, że głoszę jakoby ksiądz nawoływał do porozumienia z władzami, co miało by świadczyć o zdradzie robotników. Tymczasem w jednej i drugiej sprawie posługuję się wyłącznie faktami.

    O zgodzie na wyjazd z kraju wiem, ponieważ jako jednej z najbardziej zaufanych osób, ksiądz Jerzy powierzył mi na przechowanie i zakonspirowanie całego swojego archiwum, które miał w parafialnym żoliborskim mieszkaniu. O tym pisałem już w wielu publikacjach oraz zeznawałem w prowadzonym aktualnie śledztwie. Wspomnę tylko, że kiedy ksiądz poprosił mnie o zwrot tych zbiorów, wyjaśnił mi, że wyjeżdża z Polski i chce zabrać ze sobą tylko najważniejsze dokumenty. Dodatkowym potwierdzeniem, zamiaru wyjazdu księdza jest świadectwo doktora Wojciecha Bąkowskiego, któremu ksiądz powierzył klucze do mieszkania na ul. chłodnej z prośbą zaopiekowania się nim podczas Jego nieobecności.Takim kolejnym argumentem jest sprzedaż swojego samochodu Chrostowskiemu, która została dokonana w mojej obecności. 

   O czym to świadczy - no nie o ucieczce księdza, a wprost przeciwnie o akcie posłuszeństwa wobec swoich przełożonych, konkretnie prymasa Glempa, który tym uprawnionym poleceniem chciał uchronić życie księdza Jerzego.

   Podobnie, jeśli idzie o nawoływanie księdza do porozumienia z władzą - to prawda. W swoim ostatnim kazaniu wygłoszonym na Mszy za Ojczyznę w sierpniu 1984 roku zaapelował On o takie rozmowy władzy z ludźmi, którzy cieszą się autentycznym zaufaniem narodu. Łatwo to można sprawdzić w autoryzowanych kazaniach. Na swoich spotkaniach, dokładnie opowiadam o okolicznościach tej sprawy. Rozwinięcie można znaleźć w dołączonym poniżej tekście. Taka postawa księdza nie świadczy o zdradzie ideałów, a wprost przeciwnie o trosce Kościoła o dobro umęczonej wspólnoty, naszej Ojczyzny. Jeśli ktoś tego nie rozumie - ma problem. Ja nie mam żadnych wątpliwości, że w każdej z tych spraw ksiądz Jerzy zachował się wzorowo i nie ma żadnego powodu, żeby o tym nie mówić głośno…

    Niestety, za przyczyną konferencji prasowej jaką zorganizowała tzw. Rada Naukowa przy Muzeum bł. ks. Jerzego zrobiło się głośno o okolicznościach męczeńskiej, a właściwie zwyczajnej śmierci ks. Jerzego. Jeden z naukowców na życzenie tej Rady przeanalizował ponownie zapis filmowy z sekcji zwłok księdza Jerzego, przeprowadzonej w Zakładzie Medycyny Sądowej w Białymstoku. Z opinii tego specjalisty wynika, że sekcja była przeprowadzona tak, jak należy i wszystkie jej wyniki trzeba uznać za wiarygodne. Potwierdzono więc, że ksiądz Jerzy zginął wieczorem 19 października 1984 r. od uderzenia w głowę i uduszenia kneblem. Nie ma nic szczególnego w tym, że Rada w porozumieniu z władzą kościelną, zabrała głos w czasie w którym jakaś grupa amatorów z Kazunia sieje ferment w sprawie o której nie ma głębszego pojęcia. Być może to wystąpienie miało przeciąć raz na zawsze spekulacje oparte na przeciekach z śledztwa prowadzonego niegdyś przez prokuratora Witkowskiego. Być może - stało się jednak inaczej i chyba niepotrzebnie wątpliwości pojawiające się po tej konferencji dostarczyły kontrargumentów zwolennikom nieudokumentowanych teorii. Poza wszystkim można odnieść wrażenie, że uznanego i znanego na całym świecie Męczennika pozbawiono atrybutów męczeństwa.  Fatalnym pomysłem było komentowanie po latach zapisu filmowego z sekcji zwłok. Każdy kto wie czym była zorganizowana grupa przestępcza, jaką była junta generałów PRL, wie też, że taki zapis filmowy realizowany pod czujnym okiem obecnych na sali służb resortu Kiszczaka, był odpowiednio skonstruowany. Sekcja zwłok w Białymstoku, to długa historia wymagająca szerokiego omówienia - nie na tem moment. Od dawna uważam, że jedynym skutecznym sposobem na wyeliminowanie lub potwierdzenie wersji męczeństwa w bunkrze w Kazuniu jest poddanie analizom na obecność śladów ziem i pyłków roślin, zachowanej w bardzo dobrym stanie sutanny księdza Jerzego. Dlaczego moje apele są przemilczane - nie wiem, widocznie komuś z decydentów potrzeba czasu na refleksję. W tym miejscu dodam jeszcze, że w Radzie Naukowej, powołanej przez kardynała Nycza opuszczającego urząd metropolity, nie ma fachowców którzy kompetentnie mogą się wypowiadać w sprawach o których też niewiele wiedzą. Poza dziennikarzem pracującym kiedyś dla Superwizjera  w TVN jest kilka osób z tytułami naukowymi, ale nie ma żadnego świadka księdza Jerzego i tak naprawdę zadaniem takiej rady wydaje się być negacja wielu niewygodnych dla uzgodnionych w Toruniu świadectw. 

   Jestem świadkiem w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego. wspierałem go w licznych dziełach. Jestem też świadkiem w trwającym wciąż śledztwie kryminalnym, mającym wyjaśnić wszelkie wątpliwości dotyczące zamordowania księdza. Moja empiryczna, by nie powiedzieć oparta na autopsji wiedza, nie jest jednak godna uznania w zacnym gronie rady. Sporo osób z tego grona zna wiele z moich licznych tekstów i świadectw, jednak nikt nawet nie próbował wysłuchać moich argumentów - nigdy nie byłem zaproszony na spotkanie Rady. Zainteresowanych zrozumieniem szerszego tła w jakim rozegrywały się tamte wydarzenia, zapraszam do lektury poniższego, z różnych powodów dość trudnego tekstu. Trudnego, bo po pierwsze jestem świadkiem nie pisarzem. Po drugie tekst powstał w czasie, kiedy jeszcze nie znaliśmy wielu sensacji wyciekających po dziś dzień z prowadzonych niegdyś śledztw. Pomimo upływu czasu, analizując konteksty tamtych wydarzeń można jeszcze odnaleźć tu sporo podpowiedzi. 

Adam Nowosad 

           To, o co tu chodzi…?  Warszawa, czerwiec 2022 roku

   Z tym pytaniem spotykam się często po prelekcjach i lekturze moich tekstów. Ludzie oczekując jasnych konkretów, patrzą na mnie bezradnie rozkładając ręce, kiedy ich nie otrzymują. Nie ma niestety jednej krótkiej odpowiedzi w tych sprawach. W powszechnej opinii, jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o… Ale nie - nie w tym przypadku. Owszem jakieś pieniądze też wchodzą w grę, ale nie tu jest meritum, one pojawiają się w tle. Wielu zawodowców zarabia dziś na zaciemnianiu spraw związanych z zabójstwem ks. Jerzego. Podobno zyski z książek, filmów i tzw. spotkań autorskich, przynoszą tym „twórcom” już milionowe kwoty… 

   Odpowiedzi należy szukać raczej na płaszczyźnie polityki, a szerzej - geopolityki. Oczywiście wiemy, że ksiądz Jerzy stronił od politykowania, że w swojej działalności koncentrował się na Ewangelii i katolickiej nauce społecznej. Był gorliwym uczniem błogosławionego kardynała Wyszyńskiego, wybitnego uczonego i w tej dziedzinie. Przeciwnik, co należy rozumieć konkretnie - szatan, dobrze wie o jakie nauczanie prymasa chodzi i robi wszystko, żeby księdza Jerzego w uprawianie polityki uwikłać. Pamiętamy ziejące nienawiścią artykuły niejakiego Rema (Jerzy Urban). Zastanawia, że i dziś konkretni ludzie, rywalizując o własne korzyści, bez wahania sięgają po te same argumenty. W tym miejscu, należy już podjąć próbę odpowiedzi na postawione na wstępie pytanie. 

   Jeśli zleceniodawcom porwania księdza nie chodziło o pieniądze, to może komuś zależało na przejęciu rządów w Polsce. Przypomnijmy - w roku 1984 niepodzielną władzę dzierżyła junta generałów, która przy pomocy służb zapewniała sobie bezpieczeństwo i nienaruszalność układu. Jego głównym beneficjentem był wyposażony we wszystkie dyktatorskie funkcje generał Jaruzelski. Po przetoczeniu się przez świat w 1968 roku fali lewackiej rewolty, w Polsce natrafiła ona na niespodziewany opór. Jaruzelski konsekwentnie umacniał tu swoją prosowiecką pozycję. Do funkcji szefa wojsk dodał on jeszcze przewodniczenie Patriotycznemu Ruchowi Ocalenia Narodowego. By w 1981 roku stanąć też na czele Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Można powiedzieć - narodowiec. Z ujawnionych nagrań ze spotkania Jaruzelskiego z redaktorem GW Michnikiem, podczas którego wymieniono się deklaracjami miłości, wyłania się jednak pytanie; o jaki (czyj) naród tu chodziło? Warto te związki przeanalizować mniej więcej od czasów niesławnej, zwanej kulturową, „rewolucji 68”. Zasadnym jest przyjęcie, że te dwie osobowości miały znaczący wpływ na dwa dziesięciolecia zamykające się okrągłostołowym, a raczej „magdalenkowym” układem. To jest historia, którą każdy może sobie sam poukładać, pod warunkiem, że będzie umiał korzystać z nieocenzurowanych źródeł. 

   Warto może jeszcze zauważyć, że obaj przywołani powyżej panowie, reprezentując lewicowe nurty, wyraźnie różnili się w pojmowaniu lewicowości. Jaruzelski, przynajmniej oficjalnie był częścią komunistycznego betonu, który miał dożywotnio zapewnić bezpieczeństwo jemu i jego juncie, a Michnik i jego koledzy z PZPR należeli do ugrupowania, które miało rozbić ten układ, by zastąpić go nowoczesną formą marksizmu.

  W tym celu, jeszcze w latach 60. zwolennicy transformacji betonowej komuny, gromadzili potrzebne im siły. Tworzono ugrupowania nazwane przez historyków komandosami. Nie brak relacji i świadectw dotyczących tego ruchu. Polecam opublikowany w Teologii Politycznej wywiad z prof. Gawinem. Zacytuję tu kilka akapitów (patrz p. 4).

  „Komandosi byli grupą lewicy antysystemowej, która wyrastała z samego rdzenia Polski Ludowej. To byli ludzie, których rodzice w PRL-u zajmowali wysokie stanowiska; pracowali w ministerstwach, urzędach centralnych. Często mieli też dziadków czy rodziców w Komunistycznej Partii Polski, a więc wyrastali z samego jądra ideowego komunizmu. Dla nich antysystemowość sprowadzała się do tego, że byli krytyczni wobec Polski Gomułki. Nie dlatego, że była ona komunistyczna, ale dlatego, że nie była prawdziwie komunistyczna. Wyrastali z doświadczeń „Października 56 r”. W takiej mierze, w jakiej cały ruch, który się zrodził po “październiku”, był ruchem radykalnie lewicowym. W „październiku” młodzież odwoływała się do wizji rewolucji, jaką skradła im stalinowska biurokracja. Dla nich stalinizm nie był zły, bo stosował terror. Był zły, bo zrodził biurokrację, jaka ukradła prawdziwą, żywą ideę rewolucji. Z niej rodził się rewizjonizm filozoficzny Kołakowskiego, a później polityczny Kuronia i Modzelewskiego; ludzi, którzy tak czy inaczej byli zaangażowani w „październik” i uważali, że potem Gomułka go zdradził. Ta legenda przygotowała wejście na scenę pokolenia młodszego, dla którego „październik” był już historią... To oni na początku lat 60. przychodzą na Uniwersytet. To oni są grupą Adama Michnika. Grupą związaną z tzw. czerwonym harcerstwem, czyli Walterowcami, a jednym z wychowawców staje się Kuroń. Ta formacja musiała się narodzić, bo głęboko komunistyczne rodziny w Warszawie nie akceptowały „zwrotu na prawo” Gomułki. Przywrócenia do szkół religii oraz zezwolenia ludziom typu Aleksandra Kamińskiego odbudować po 56 roku prawdziwe Harcerstwo, odwołujące się i do tradycji przedwojennej, i do Szarych Szeregów.” Mocne, nieprawdaż… Postanowili obalić Gomułkę, bo przywrócił religię do szkół – to znamienne dla nich i ich ruchu, by nie powiedzieć ideologii, bo ideologia to dziś zakazane słowo.

   Na potrzeby tego opracowania trzeba przywołać kilka nazwisk tych, którzy w 1983 i 84 roku tak ochoczo fotografowali się z księdzem Jerzym, kiedy ten był już najbardziej rozpoznawalnym księdzem w Polsce, Europie, ale i za oceanem. Chodzi o Jacka Kuronia, Adama Michnika, i Antoniego Macierewicza. Wspomnieć trzeba i o wszędobylskim, balansującym do dziś na granicy sekularyzacji, nieformalnym kapelanie komandosów, księdzu Małkowskim. (o tą, wprawdzie nieformalną funkcję rywalizował on z ks. Zieją) Przywołane nazwiska są ledwie kilkoma z wiodących postaci tego układu. Ważnymi dla tych rozważań są jeszcze takie osoby, jak Jan Lityński i Jan Józef Lipski. Powszechnie znane związki J.J. Lipskiego z wieloma wiodącymi politykami, są niejako zwornikiem dla wielu relacji towarzyskich „buntowników 68”. Wszystkie one są ważne, ale trzeba by kilkudziesięciu stron, aby choć dotknąć tego fragmentu naszej rzeczywistości. 

   Losy księdza Jerzego, zwłaszcza 12 lat Jego kapłaństwa opisałem, wprawdzie pobieżnie, ale i wystarczająco konkretnie w wielu swoich pracach (które, jak zawsze udostępniam na życzenie). Tu skoncentrujmy się na momencie, kiedy ksiądz został „wykluczony” z wikariatu kościoła pw. Dzieciątka Jezus. Działało tam pod przykrywką ośrodka „międzywyznaniowego” ugrupowanie dawnych komandosów, wzmocnione przez innych wpływowych działaczy antykomunistycznej, nadal jednak lewicowej opozycji. Było to szerokie grono ludzi, pośród których była plejada prawników, uchodzących za obrońców opozycji. Po okrągłym stole wielu z nich współrządziło w tzw. III RP. Odnajdujemy tam sporo osób kojarzonych z masonerią. Na szczególną uwagę zasługuje postać mec. Olszewskiego, o którym Jarosław Kaczyński powiedział przed jego pogrzebem, że należał on do masonerii. Kaczyński wspomniał wtedy o Klubie Krzywego Koła, ale ta historia była dużo bardziej złożona. W zamieszczonym na YT własnym serialu dr. Pietrzak przypomniał, że mecenas Olszewski był kojarzony z lożą Kopernik, mającą ścisłe związki z Klubem Krzywego Koła. Nie jest więc tak, jak słyszeliśmy, że Klub K.K. to była tak zabawa na niby. Masoneria była licznie reprezentowana w ścisłym środowisku księdza Jerzego i z pewnością odegrała w nim znaczącą rolę.

  W jednym z tekstów, przedstawiłem strony zaangażowane w sprawę bestialskiego mordu na księdzu Jerzym. Pisałem wtedy: „Sugestie, jakoby sprawa „buntu twardogłowych” (nawiązanie do rozgrywek między generałami Kiszczakiem i Milewskim), była jakimś zasadniczym wątkiem zabójstwa księdza - jest tylko jednym ze sposobów sprowadzenia opinii publicznej na boczny tor. Owszem, ten konflikt odegrał w tej sprawie ważną rolę, ale porwania i zamordowania księdza w żadnym razie nie należy rozpatrywać tylko w tym kontekście. Ci, którzy jako ostatni zajmowali się księdzem z pewnością reprezentowali kogoś, kto miał umocowanie daleko ważniejsze niż polski czy radziecki wywiad. Można założyć, że Milewski i ludzie z IV departamentu (d/s Kościoła i mniejszości narodowych) z całą pewnością mieli dobry kontakt z tymi ludźmi.”

Komu więc jeszcze zależało, cd. cytat:

Czy były powody do uprowadzenia i uwięzienia księdza Jerzego? Owszem, rozliczne… Kiedy rozeszła się wieść o Jego wyjeździe do Rzymu, dla wielu graczy stało się jasne, że jeśli chcą realizować swoje cele, np. wywołanie wzburzenia społecznego i sprowokowanie zamieszek, to była ku temu ostatnia już okazja. W tym czasie ksiądz Jerzy był jedyną chyba osobą zdolną poruszyć tłumy - gdyby stała się mu krzywda. Jego nazwisko gwarantowało zainteresowanie szerokiej, w tym i światowej opinii publicznej. Był znanym księdzem i ta okoliczność zachęcała do przeprowadzenia spektakularnej akcji.”

Kto mógł być zainteresowany takim rozwiązaniem

   Przypomnę – co najmniej kilka stron. Podzielona rządowa - podzielona, ponieważ wewnątrz tego środowiska rozgrywała się walka między generałami broniącymi swoich dotychczasowych pozycji, a tymi, którzy chcieli, wyrównując przy okazji dawne porachunki, ugrać coś na przygotowywaniu partii (PZPR) do nadchodzącej polskiej pierestrojki. Generałowie z kręgu Jaruzelskiego mówili o potrzebie „uciszenia tego księdza”. Pertraktowali nawet w tej sprawie ze stroną kościelną. Żywotnie była tym zainteresowana również ta nazywana dziś, lewacka część opozycji. Czuli się oni zagrożeni wyeliminowaniem ze spodziewanego dialogu generałów z pozostałą częścią opozycji. Przypominam - w sierpniu 1984 roku ksiądz Jerzy w swoim ostatnim kazaniu wygłoszonym na Żoliborzu podczas Mszy za Ojczyznę, wezwał władzę do rozmów z ludźmi cieszącymi się autentycznym zaufaniem narodu. Kim mieli być ci reprezentanci narodu, zaproponowała księdzu Anna Walentynowicz. Jest i trzecia strona, jeszcze tu nie nazwana wprost, która swoje cele rozgrywała i rozgrywa nadal w globalnej skali…” Wszystko wskazuje na to, że mieli oni ścisłe związki ze wspomnianą lewicową częścią opozycji antykomunistycznej. Tak, tak, lewica antykomunistyczna… (post marksiści). 

   Znaczące dla zrozumienia powyższego, są opublikowane fragmenty wywiadu (w Sieci nr. 43 z 2014 r.) z nieżyjącym już senatorem Zbigniewem Romaszewskim. W tym artykule szczegółowo opisuje on swój udział w spotkaniu w mieszkaniu Jacka Kuronia, które miało miejsce po ogłoszeniu wydobycia zwłok księdza z wód Wisły. Panowie - Lipski, Michnik, Mazowiecki, Moczulski oraz kilka innych osób, spotkało się tam, żeby powołać organizację, która zareaguje politycznie na akt porwania księdza. Na jej czele, po odrzuceniu  propozycji przywództwa przez Romaszewskiego, stanął Jan Józef Lipski. Jeszcze w trakcie zawiązywania się tej specyficznej agendy, uczestnicy spotkania wydelegowali Geremka i Mazowieckiego na rozmowy z Kiszczakiem I Rakowskim. Co było przedmiotem tych rozmów, możemy się tylko domyślać, choć ostatnio dociera coraz więcej informacji na ten temat. Czy wymienieni przez senatora Romaszewskiego działacze mieli kontakty z tą trzecią - globalistyczną stroną, pozostanie jeszcze jakiś czas tylko w sferze domysłów. (…?) Jak wiemy, między innymi z ustaleń prokuratora Witkowskiego, strona rządowa natychmiast po zabójstwie księdza wszczęła bezprecedensowe w dziejach służb, zakrojone na szeroką skalę śledztwo. Celem tego dochodzenia nie było, jak by się mogło wydawać, dowodzenie winy oddelegowanych do roli kozłów ofiarnych sprawców porwania. Ci bardzo szybko do wszystkiego się przyznali. Smaczku tej postawie porywaczy dodaje rozpowszechniona ostatnio pogłoska, jakoby Piotrowski nagrywał na magnetofon całą akcję porwania i… ma te taśmy. W wyniku tego śledztwa doszło również do zdemaskowania roli i w następstwie wyeliminowania z życia politycznego gen. Milewskiego i jego stronników. Czy potraktowano ich tak łagodnie dlatego, że „żelazny” generał (afera żelazo) współpracując z porywaczami księdza, zabezpieczył swój los przekazując go komuś mocniejszemu od rodzimej czerezwyczajki - nie wiemy. Na potrzeby zachowania dobrostanu rządzących generałów, w błyskawicznym tempie zainscenizowano proces w Toruniu. Miał on wykazać, że władze wojskowe osobiście nie mają nic wspólnego z tą zbrodnią. I ten cel osiągnięto…

   Choć może to tylko zbieg okoliczności, mec. Olszewski - Loża Kopernik, mec. Wende z Rotary, ewangelik i honorowy konsul Szwajcarii, mec. Piesiewicz… itd, byli bardzo ważnymi uczestnikami tej, jak wielu dziś twierdzi inscenizacji. Trzeba przyznać, że służby pracujące dla generałów, znakomicie zorganizowały całą tę prezentację sprawiedliwości sądowej PRL, którą strach nazwać cyrkiem. Za takie określenie mec. Wende postawił zarzut jednemu z porywaczy, a sąd skazał go na dodatkowe dwa lata więzienia. Był to wyraźny sygnał, że wszyscy mamy poważnie traktować to, co władza zademonstrowała w Toruniu. Spodziewam się, że podobnym zakazem jest objęte podważanie autorytetów takich jak prof. Byrdy, która ze swoim zespołem nijak nie potrafiła podać przyczyny i daty zgonu ks. Jerzego. (patrz, Kąkolewski „Popiełuszko będziesz ukrzyżowany”). 

   Z perspektywy czasu widać, że bezceremonialne wykorzystanie charyzmatycznego księdza, poruszającego sumienia milionów, leżało również w interesie osób działających w niejawnych związkach. Dążąc do rozbicia polskiego status quo - realizowali oni globalne interesy twórców „nowego lepszego świata”. Kim oni byli, kim są dziś… ? 

   Dla porządku należy wspomnieć jeszcze i o czwartej stronie „interesantów” - o Kościele. Moim zdaniem Kościół niestety dał się wplątać w rozgrywki, w których nigdy nie powinien brać udziału. Stał się ofiarą spisku, jaki co do istoty był uknuty i przeciwko niemu. Jako memento powinny zabrzmieć słowa księdza Jerzego: „Abp. (Bronisław Dąbrowski) zapomniał, że paktować z diabłem nie wolno”. Pisał on je wtedy jako zwykły ksiądz i wielu hierarchów te słowa bulwersowały. Czy odczytane dziś, jako upomnienie od męczennika, nie powinny budzić najgłębszych refleksji? (…) Ten sam arcybiskup w 1985 roku w rozmowach z władzami PRL (...min. Łopatka) deklarował, że i stronie kościelnej zależy na tym, aby było ciszej nad tą (księdza Jerzego) trumną. Zapewniał, że episkopat nawet nie myśli o beatyfikacji, bo „nie wolno mieszać wiary z polityką”! A jak dziś należy rozumieć głosy niektórych dostojników kościelnych, którzy apelują o ciszę nad cudami księdza Jerzego i wzywają do zamilknięcia w kwestiach nieścisłości w Jego życiorysie - bo podobno nie ma to większego znaczenia ?! (…) Wiem, że w wyniku pertraktacji między Episkopatem a generałami, zapewniono księdzu nietykalność do czasu wyjazdu do Rzymu. To zapewne sprawiło, że ksiądz i my również byliśmy spokojniejsi o Jego los.

   Warto poświęcić też nieco więcej uwagi zrozumieniu czym jest ten „ruch 68” w aspekcie globalnym, a raczej kim są w Polsce, wspomniani budowniczowie „lepszego nowego świata”. Zacznę od przypomnienia, że w tradycji PRL zakorzeniony był zwyczaj wymuszania zmiany władzy przy pomocy prowokacji, które wyprowadzą lud na ulice. Po spacyfikowaniu wywołanych zamieszek, stawało się to argumentem przetargowym do zmian. Tak było zawsze w historii sowieckiego systemu - również w Polsce. Spójrzmy choćby na poznański czerwiec, czy grudzień 1970 r.. Zawsze wtedy stosowano mniej, lub bardziej wyrafinowaną prowokację. Nie inaczej było i w 1984. Władza generałów była jednak na tyle brutalna i bezwzględna, że zwykłe prowokacje nie gwarantowały zamierzonego efektu. Generałowie udowodnili to wyprowadzeniem wojsk na ulice w 1981 roku. Udało się im tym sposobem osłabić działania konkurentów na kilka lat.

   Po stanie wojennym zmalały szanse rozbicia układu przy pomocy zbuntowania rozbrojonej już Solidarności. Lepszym pomysłem wydało się być wpływanie na lokalną i światową opinię publiczną, oskarżaniem generałów o brutalizację życia społecznego. Nagłaśniano drastyczne zachowania bezpieki wobec odważnych kapłanów, jak np. bp. Franciszek Musiel, czy biskup Jeż. Nagłaśniano też takie spektakularne zachowania junty, jak skazanie na trzy i pół roku więzienia ks. Bolesława Jewulskiego za treść wygłoszonego kazania. Takich przypadków było dużo więcej i działacze z grupy komandosów, dość skutecznie nastawiali ludzi przeciw kacykom aktualnie sprawującym rządy. Kiedy jednak i to nie starczyło aby wyprowadzić lud na ulice, ktoś decydował o bardziej drastycznych rozwiązaniach. Zaczęli ginąć księża. Pora więc na kolejne pytanie: a co jeśli to ksiądz Jerzy miał się stać detonatorem wzniecającym bunt przeciw juncie? Sporo na to wskazuje  wspomniana relacja senatora Romaszewskiego ze spotkania w mieszkaniu Kuronia. 

   Zastrzegam, że nie oskarżam całej dawnej opozycji, nawet tej lewicującej. W obecnym układzie rządzącym, na pozytywną ocenę zasługuje też sporo osób z grupy komandosów i KOR. Jednak sugestii o podziałach w ówczesnej opozycji, nie należy wrzucać do kosza. Na portalu „wPolityce” ukazał się znamienny tekst Marcina Wikło - (patrz pkt. 3). Już sam tytuł wyjaśnia istotę: „Tyle lat minęło, a oni wciąż siedzą przy tym samym stoliku”. Można powiedzieć - minęło tyle lat, a część, jak się wtedy wydawało zjednoczonej opozycji, nadal marzy o kolejnym zamachu na władzę. Tym razem skierowanym przeciwko tym, którzy w wyniku różnych, jednak już demokratycznych roszad, odsunęli od władzy znaczną część działaczy ekipy komandosów. Znaczną, ale przecież nie całą… W tym właśnie rozróżnieniu podziałów obecnej sceny politycznej należy poszukać odpowiedzi na kolejne pytanie - a co jeśli…? Właśnie - co jeśli miałoby się okazać, że część dawnych opozycjonistów, skupiona wokół rozżalonej odsunięciem od władzy grupy komandosów i ich przyjaciół, inspirowana lożami masońskimi i szkołą frankfurcką, konsekwentnie i dziś realizuje swój plan z 1984 roku…?       

   Jeśli tak, to kim oni są?

  ks JP plakat Na potrzeby głębszej refleksji i zrozumienia zachodzących wtedy i dziś procesów oraz rozpoznania ich uczestników (również z otoczenia księdza Jerzego), warto przytoczyć fragment wywiadu jakiego „wPolityce” udzielił ks. dr. Skrzypczak (pkt.1). Odnosząc się do idei i skutków „rewolucji 68” powiedział on: „Obowiązywało hasło „zakazywane jest zakazywać” i postawa „stłucz lustro”, czyli nie kieruj się kategoriami dobra i zła. Sięgano pełnymi garściami po inspiracje marksistowskie i neopsychoanalityczne; uważano, że trzeba odblokować całkowicie instynkt seksualny. Ze studentami z Sorbony, czy Berlina, wychodziła na barykady również młodzież z duszpasterstw wraz ze swoimi duszpasterzami. Te „wolnościowe” idee ukształtowały umysły ludzi, którzy dzisiaj rządzą. Ale zainfekowani wirusem 68 to także ludzie, którzy przejęli wiele katedr teologicznych, czy nawet sięgnęli po najwyższe godności w Kościele” ! Szok - prawda…

   Do tych procesów będących w istocie realizacją kolejnego etapu programu tzw. „szkoły frankfurckiej” odniósł się też ks. Karol Wojtyła, kiedy był jeszcze kardynałem. Przypomniał o tym o. Rydzyk (26, X 2019r.). Powołał się na zapis z Encyklopedii Nauczania Społecznego pod red. prof. Zwolińskiego. Zacytował wyjątek z którego wynika, że „JP II w wielu wypowiedziach dał wyraz troski o zachowanie czystości nauki i teologii, by chronić je od ideologii masońskiej”. JP II od dawna był świadom zagrożenia Kościoła. We wstrząsających słowach opisał kryzys Kościoła i świata. W sierpniu 1976 roku, kiedy odwiedził Kościół w USA powiedział: „Stoimy dziś w obliczu największej konfrontacji, jaką kiedykolwiek przeżyła ludzkość. Nie przypuszczam, by szerokie kręgi wspólnot chrześcijańskich zdawały sobie w pełni z tego sprawę. Stoimy w obliczu ostatecznej konfrontacji między Kościołem, a antykościołem. Ewangelizacją i jej zaprzeczeniem. Ta konfrontacja jest wpisana w plany Bożej opatrzności. Jest to czas próby w który musi wejść kościół powszechny, a kościół w Polsce w szczególności. Jest to próba nie tylko naszego Narodu i Kościoła. Jest to w pewnym sensie test na dwutysiącletnią cywilizację chrześcijańską i jej kulturę, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Z degradacją ludzkiej godności, prawami osoby, społeczeństw i narodów.” Ojciec Rydzyk dodał jeszcze: „JP II widział to zagrożenie jako następstwo postmarksistowskiej rewolucji z 1968 roku, która zaatakowała społeczeństwa tzw. zachodu. Obecnie widzimy, jak ta ideologia atakuje nasze państwo i społeczeństwo. Trzeba to widzieć i przeciwdziałać, póki jeszcze nie jest za późno. Ta ideologia uczyni ludziom i narodom więcej szkód niż komunizm”. 

   Do cytowanej wypowiedzi JP II odniósł się też Adam Sosnowski w artykule publikowanym „wPolityce” (pkt. 2). Stwierdził tam, iż „mimo doniosłości przestróg Jana Pawła II, sam Watykan wymazuje znaczenie niektórych Jego słów. Czytamy, że wszystko to co dzieje się obecnie, można „sprowadzić do wspólnego mianownika, a więc do walki z prawdą. Relatywizm, post prawda czy fake news są różnymi opisami tego samego zjawiska, które jest wyznacznikiem społeczeństwa postmodernistycznego i wkrada się to także do Kościoła. Św. Jan Paweł II rozumiał to i już w latach 60. ub. wieku miał świadomość jakie są tego przyczyny. Dlatego prawda już od czasów krakowskich stała w centrum jego nauki, w pełni pojmował słowa Chrystusa, że „tylko prawda was wyzwoli”. To podmywanie fundamentów poprzez poddanie prawdy w wątpliwość i wystawianie na szyderstwo, stoi u podstaw każdego z omawianych problemów. Jeżeli nie ma już jednej prawdy, to nie ma także jednej rodziny, jednej definicji małżeństwa, jednych sakramentów czy jednej nauki. Wygrywa Nietzsche, a przed nami jawi się mnogość interpretacji”.

   I właśnie o taką swoistą mnogość chodzi tym, którzy usiłują zamazać i zmarginalizować sens ofiary księdza Jerzego. Ma On bowiem być kimś, kto politykował i zasłużył na zemstę junty generałów. Mnożenie takich interpretacji, być może przyświecało też śledczemu Witkowskiemu, działającemu mniej lub bardziej świadomie na rzecz komandosów. Zapewne też w takim celu oskarżył on Chrostowskiego, choć ten nie był znaczącą postacią przemian ustrojowych. Piszę - nie znaczącą, ale nie można nie docenić jego roli w zdemaskowaniu i w rezultacie skazaniu bezpośrednich sprawców porwania. Ryzykując życiem, skokiem z auta, być może pokrzyżował plany porywaczy oraz ich zleceniodawców. Oskarżając go o udział w ciężkiej zbrodni jednego z niewielu przyjaciół księdza Jerzego, Witkowski postawił w  niekorzystnym świetle też inne osoby z bliskiego otoczenia księdza. Tym samym z góry dezawuując ich świadectwa niekorzystne dla jego wersji. Tak zbudowana możliwość różnorodnej interpretacji zdarzeń i zachowań, umożliwiła blokowanie wielu nie znanych jeszcze, a być może  ważnych zeznań. Jestem przekonany, że wszystkie te zabiegi służą jedynie ukryciu prawdy o prawdziwych zleceniodawcach, a w końcu i o bezpośrednich wykonawcach tej zbrodni. 

   Zapytam jeszcze - czy dla wyjaśnienia zabójstwa księdza Jerzego ważne są opisane powyżej globalne procesy, czy może wystarczy jednak domknąć to dochodzenie na etapie ustaleń komunistycznych wywiadów i ich pomniejszych donosicieli? Moje sumienie świadka - również świadka w procesie beatyfikacyjnym bł. ks. Jerzego na takie uproszczenie sprawy nie pozwala! Przypomnę raz jeszcze definicję podaną przez papieża Franciszka: „Świadek to ten, który widział, który pamięta i opowiada. Zobaczyć, pamiętać i opowiadać, to trzy czasowniki opisujące tożsamość i misję. Świadek to ten, który widział, ale nie obojętnym okiem; on zobaczył i zaangażował się w to wydarzenie. Dlatego pamięta, nie tylko dlatego, że potrafi dokładnie zrekonstruować wydarzenia, ale dlatego, że te fakty przemówiły do niego, a on zrozumiał ich głęboki sens.”

   Tak - twierdzę, że zrozumiałem sens wydarzeń dziejących się zarówno wtedy, jak i dziś. Dlatego mogę pytać, czy wolno nam odrzucić wszystkie opracowania związane z globalnymi ideologiami, opisane przez wybitnych badaczy dziejów Kościoła i antykościoła. Przez takich tuzów nauki, jak ks. prof. Guz, czy ks. Oko i choćby ks. Bortkiewicz? Piszą oni i mówią w licznych wystąpieniach, o zagrożeniu ze strony masonerii i frankfurtczyków. O ich zgubnej ideologii, o marszu przez instytucje… Czyż nie mają racji znawcy tych zagadnień ?Czy aby na pewno możemy uznać, że przesadzają, kiedy wieszczą upadek chrześcijańskiej cywilizacji ? Może mylił się też i św. Maksymilian Kolbe i tak naprawdę nie istnieje nic takiego, jak masoneria z jej frankfurcką szkołą. Może też nie ma i nigdy nie było sławetnego długiego marszu przez instytucje. Może nie ma żadnej rewolucji kulturowej i tylko my katolicy, jesteśmy malkontentami z zapyziałego ciemnogrodu. Może… 

   Ale co, jeśli jednak tak nie jest??? Co, jeśli ksiądz Jerzy stał się ofiarą tego globalnego zła - złożoną właśnie na pogańskim ołtarzu walki z katolicyzmem… Pytanie szokuje? A może to dlatego tak skrzętnie maskuje się przed opinią publiczną takie skojarzenie…?

   Zapytam jeszcze - czy, jeśli zanegujemy wszystko to co napisano o masonerii, antykościele, o światowych służbach specjalnych, to czy kiedykolwiek poznamy prawdę o zbrodni założycielskiej III RP, dokonanej przecież też na potrzeby tego nowego światowego porządku ? Myślę, że mnożenie interpretacji i faktów wcześniej czy później doprowadzi do sytuacji, jak to jest w przypadku śmierci Kennedy’ego. - Wszyscy niby wiedzą, o co chodzi, ale zawsze będą mieli do wyboru kilka wersji. Jeśli ktoś zechce przybliżyć sobie zarysowane tu zagadnienia, to pomocne będą dwie wartościowe książki. Zbigniewa Branacha – „Zlecenie na Popiełuszkę” i Krzysztofa Kąkolewskiego – „Popiełuszko będziesz ukrzyżowany”. Obaj autorzy rzetelnie opisali rolę kozła ofiarnego, jakim stał się Waldemar Chrostowski. Niestety błądzą oni traktując serio inscenizację zwaną procesem toruńskim przyjmując, że tylko strona władzy była zakontraktowana do odegrania przypisanych im ról. 

   Przez lata czytałem wiele takich książek, ale to nie one są dla mnie głównym źródłem wiedzy. Od następnego dnia po tym, jak ksiądz nie powrócił z wyjazdu do Bydgoszczy, prowadziłem swoiste „białe śledztwo”. 19 października 1984 roku miałem jechać z księdzem i Waldemarem Chrostowskim do Bydgoszczy. Wieczorem 18 października zostałem poinformowany, że niestety nie będzie dla mnie miejsca w małym samochodzie, jakim był Volkswagen Golf. Usłyszałem, że nie mogę się dowiedzieć kto pojedzie zamiast mnie, ponieważ telefon księdza ”ma uszy”. Ksiądz zaprosił mnie na poranną herbatę obiecując, że wszystko opowie. Przyjechałem więc ok g. 10 rano i dowiedziałem się, że ksiądz nie wrócił do domu. Przez kolejne dni, tygodnie, miesiące i lata, spotykałem się z ludźmi, którzy mieli cokolwiek wspólnego z szeroko pojętym otoczeniem księdza Jerzego. Próbowałem się dowiedzieć, dlaczego ci, którzy mieli jechać zamiast mnie, nie stawili się na miejsce spotkania przed wyjazdem w tę, jak się okazało ostatnią drogę Męczennika. Dziś wiem, że jeden z nich wkrótce po zamordowaniu księdza został mistrzem loży Wielkiego Wschodu Francji w Polsce. Inny do dziś sprawuje bardzo ważne funkcje w obecnym układzie politycznym.

Przypomnę - wszystkie nazwiska potrzebne do poukładania wzajemnych powiązań i ról poszczególnych osób są przywołane w tym i wielu innych moich tekstach. Jeśli chodzi o mnie, pozostały mi czas poświęcam wyłącznie sprawie kultu największego Męczennika naszych czasów - błogosławionego księdza Jerzego. A to jest niestety nie mniej zawikłana sprawa niż samo morderstwo księdza. Do dziś w strukturach hierarchii Kościoła w Polsce obowiązuje reguła obrony rzekomo wystawionego na szwank dobrego imienia Prymasa Glempa, jakoby ktoś taki jak ja chciał je zniesławić. Wycisza się kult księdza Jerzego, tłumacząc to tym, że święty, jeśli nim jest to się sam obroni. Jest też wersja według której, kiedy wygaśnie oddolny kult ludu, to i święty nie będzie wart ołtarzy Kościoła Powszechnego. Jestem przekonany - wiem o tym, że mamy do czynienia z największym świętym mojego pokolenia. Wszystkim, którzy nie dowierzają, że jest to uprawnione twierdzenie przypominam - dwóch swoich wielkich nauczycieli ksiądz Jerzy wyprzedził w drodze na ołtarze, a korona męczeństwa plasuje Go na najwyższym stopniu Ołtarzy Bożego Kościoła. Kult księdza Jerzego rozwija się na wszystkich kontynentach. W tysiącach kaplic są już Jego relikwie. 

 Bóg powołał Go do świętości z centrum Europy, żeby Jego ofiara i przykład życia oddziaływały na wschód i zachód Europy. Do kapłaństwa wzrastał w przykładnej katolickiej rodzinie, a służby Bogu uczył się jako ministrant w kościele w Suchowoli, wybudowanym właśnie w geograficznym centrum Europy. Wiedzę czerpał z Ewangelii, jaką przybliżali Mu - bł. Prymas Tysiąclecia i inny już święty, papież Jan Paweł II. Ksiądz Jerzy był ich pilnym uczniem i najlepiej chyba odpowiedział na papieskie wezwanie do Ducha Świętego, o odmianę oblicza naszej ziemi. Wezwanie to miało miejsce w roku 1979, a już rok później nikomu szerzej nieznany ksiądz Jerzy, przekroczył bramę  zakładu pracy w Hucie Warszawa. Odprawił tam pierwszą w dziejach tego komunistycznego kombinatu Mszę Świętą. To, co wtedy tam się zaczęło, zaowocowało mszami „Za Ojczyznę i Tych, którzy dla Niej cierpią”. Odprawiał je cyklicznie w żoliborskim kościele pod wezwaniem św. Stanisława Kostki aż do sierpnia 1984 r. Znalazło to wielu naśladowców w całym kraju. Wszystkim, którzy nie rozumieją znaczenia tego procesu współczuję. Negacjonistów doniosłości dzieła bł. Księdza Jerzego ostrzegam - kiedyś będzie trzeba zdać z tego sprawę przed samym Męczennikiem, który jest i na zawsze pozostanie, tak jak to zapisał na swoim prymicyjnym obrazku - Bożym Posłańcem. 

   Szczęśliwie, zapewne z inspiracji samego Ducha Świętego, powstają już podwaliny Ośrodka Kultu (muzeum) błogosławionego Jerzego w miejscu Jego narodzin dla świata - w Okopach. Wszystkie siły i środki należy teraz przeznaczyć na realizację tego dzieła. Nie wolno nam jednak zapominać, że tu na warszawskim Żoliborzu złożone są z woli Boga i ludu , doczesne relikwie ciała błogosławionego Męczennika i, że tu na zawsze będzie czekało na nas Jego żywe serce… 

Adam Nowosad - świadek - MKJ.

www.misjonarzeksjerzego.pl                  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

1. https://wpolityce.pl/kosciol/443513-rewolucja-68-roku-i-kryzys-kosciolaksskrzypczak-analizuje

2. https://wpolityce.pl/kosciol/442441-adam-sosnowski-watykan-chce-sie-pozbyc-sw-jana-pawla-

3.https://wpolityce.pl/polityka/601332-tyle-lat-minelo-a-oni-wciaz-siedza-przy-tym-samym-stoliku

4.https://teologiapolityczna.pl/prof-dariusz-gawin-pokolenie-marca-68-stanowi-klucz-do-zrozumienia-iii-rp-3

5. https://www.youtube.com/watch?v=V-v8lMZbLjo

6. https://www.youtube.com/watch?v=fym8Kimo9QI 

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

misyjne

facebook_page_plugin

Logowanie

Aktualności i publicystyka

Profesjonalizm w "rzyganiu miłości…

Kpł 19,18 „Nie mścij się i nie żyw urazy przeciw synom twego ludu, lecz miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Ja jestem Pan!”    Flp 2,3-4: „Niech nic nie dzieje się z przekory...

18-05-2026 Aktualności

Czytaj więcej

15 maja

Dnia 15 maja 2026  Święto Niezapominajki wspomnienie Andrzeja Zalewskiego. Redaktor Polskiego Radia wielki miłośnik Polskiej przyrody autor jedynej w swoim rodzaju prognozy pogody wygłaszanej co rano na eterze, skierowanej do tych...

15-05-2026 Aktualności

Czytaj więcej

...co Pan Twardowski robi na ksiezycu

O tym, co Pan Twardowski robi na księżycu, oraz o dwóch takich co kradli dusze   Pan Twardowski wydaje się bajką dla dzieci, opowieścią fantazy. Można także powiedzieć, że jest to popularny motyw...

09-05-2026 Aktualności

Czytaj więcej

Prezentujemy nowego Autora - Krzysztof Z…

Witamy nowego Autora, zasłużonego działacza "Solidarności", wienego idei "S" , zawsze i stale zaangazowanego dla Dobra Wspólnego jakim jest Polska :  KRZYSZTOF ZIĘBA, Z BIELSKA-BIAŁEJ. Otrzymamy serie felietonów, historia poprzez...

08-05-2026 Publicystyka

Czytaj więcej

Adam Nowosad - świadectwa świadka ws mę…

Adam Nowosad świadek w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki                                              ...

07-05-2026 Aktualności

Czytaj więcej

Przypowieści Salomona [prosto z Londy…

Przypowieści Salomona 11:17  „Mąż dobry samemu sobie czyni dobrze, lecz mąż okrutny kaleczy własne ciało.” Przypowieści Salomona 19:16: „Kto strzeże przykazania, strzeże swojej duszy; kto zaś gardzi swymi drogami, ten umrze.”     Ostatnie kilka dni, premier Polski...

07-05-2026 Aktualności

Czytaj więcej

Nauka potrzebuje etyki.

 Nauka potrzebuje etyki. Fizyka nie zastąpi metafizyki    Czy nauka może odpowiedzieć na wszystkie pytania człowieka? A może – przeciwnie – im więcej wiemy, tym wyraźniej widzimy granice poznania? W rozmowie z...

19-04-2026 Aktualności

Czytaj więcej

Pożegnanie śp dr n.med. Moniki Wójcik - …

https://isnarakm.pl/transmisja-mszy-sw-pogrzebowej-sp-dr-moniki-wojcik-18-kwietnia-2026/     ++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

18-04-2026 Aktualności

Czytaj więcej

Dzieci są darem od Boga i wzorem pokory …

Ewangelia Mateusza 18,6 (podobnie Mk 9,42 i Łk 17,2): „Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej, żeby kamień młyński zawieszono...

16-04-2026 Aktualności

Czytaj więcej

Religia i etyka jako fundament wychowani…

  Religia i etyka jako fundament wychowania. Rozmowa z Andrzejem Wołosewiczem Czy szkoła może wychowywać bez odniesienia do wartości? O potrzebie edukacji moralnej, wrażliwości młodych ludzi oraz miejscu etyki i religii w...

15-04-2026 Aktualności

Czytaj więcej

WIELKANOCNIE Z MEKSYKU 2026 - ALLELUJA…

ALLELUJA ! Z MEKSYKU Katolickie Słowo Dziennikarki ! red. MIRELA WARSZ  Stare powiedzenie mówi: „Wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma”. A może jednak czasem dobrze jest wychylić nos i zobaczyć na...

09-04-2026 Aktualności

Czytaj więcej

Droga Krzyżowa na ul. Rakowieckiej w sto…

--------------------------------------------  

25-03-2026 Aktualności

Czytaj więcej

Ps 101:7 – „Kto mówi kłamstwa, nie będzi…

Przysłów 6:16-19 „Sześć rzeczy ma Pan w nienawiści, a nawet siedem Mu obrzydłych: fałszywy świadek, który szerzy kłamstwa.” Ef 4:25 – „Odrzuciwszy kłamstwo, niech każdy z was...

19-03-2026 Aktualności

Czytaj więcej

5 MARCA 1940 - ROZKAZ STALINA DLA MORDU …

5 marca 1940 r. - rozkaz podpisany przez Stalina ! pamiętajmy !!!! Посольство Республики Польша в Москве ·  Dnia 5 marca 1940 roku zapadła jedna z najtragiczniejszych decyzji w XX wiecznej historii Polski.   Tego...

05-03-2026 Aktualności

Czytaj więcej