Strona główna
Nie każda pomidorowa smakuje tak samo. Polemika z Dariuszem Chętkowskim
Dariusz Chętkowski w swoim wpisie na BelferBlogu zatytułowanym „Religia jak zupa pomidorowa. Młodzież już tego nie przełknie” stawia tezę, że uczniowie pierwszych klas masowo rezygnują z religii, ponieważ „nie lubią” tego przedmiotu, a jednym z powodów ma być brak atrakcyjności katechetów. Autor proponuje więc, aby Kościół posyłał do szkół „nowych katechetów” – odpowiednio wyszkolonych do „pozyskiwania młodzieży” i bardziej „niebanalnych”.
Problem w tym, że z przytoczonych obserwacji nie wynika tak jednoznaczny wniosek.
Nie wiem, jakich młodych ludzi zna Dariusz Chętkowski, ale ci, których znam, lubią zupę pomidorową. I nie jest to wyłącznie żartobliwa riposta. W jednym z badań dotyczących preferencji żywieniowych dzieci i młodzieży zupa pomidorowa znalazła się w pierwszej dziesiątce najczęściej wskazywanych produktów i potraw.
Nie rozstrzyga to oczywiście niczego w sprawie religii. Pokazuje jednak coś prostego: upodobania młodych ludzi są bardziej zróżnicowane, niż sugeruje autor blogu.
Uczeń to nie konsument
Największy problem widzę jednak w samej metaforze.
Lekcja religii nie jest produktem, który trzeba sprzedać uczniowi. Katecheta nie jest sprzedawcą, a uczeń nie jest klientem, którego należy „pozyskać”. Oczywiście dobry nauczyciel powinien umieć zainteresować uczniów, rozmawiać z nimi ich językiem, rozumieć ich świat i korzystać ze współczesnych metod dydaktycznych. Kompetencje pedagogiczne i dobry kontakt z młodzieżą są bardzo ważne.
Ale atrakcyjność nauczyciela nie może być jedynym wyjaśnieniem obecności albo nieobecności ucznia na lekcji religii.
W przeciwnym razie bardzo łatwo przejść od pytania: „Jak poprawiać jakość katechezy?” do krzywdzącego uproszczenia: „Młodzi nie chodzą na religię, bo katecheci są nieatrakcyjni”.
To dwie zupełnie różne tezy.
Dlaczego uczniowie rezygnują?
Jeżeli chcemy poważnie odpowiedzieć na to pytanie, potrzebujemy czegoś więcej niż obserwacji nauczyciela czy anegdoty z jednej szkoły.
Trzeba pytać samych uczniów.
Dlaczego ktoś wybiera religię? Dlaczego ktoś z niej rezygnuje? Jakie znaczenie ma dla niego rodzina? Jak postrzega Kościół? Jak ocenia konkretnego katechetę? Czy znaczenie ma organizacja lekcji? Czy ważne są poglądy rówieśników? Czy religia jest dla niego przestrzenią rozmowy o współczesnych problemach, czy tylko kolejnym przedmiotem?
Dopiero zestawienie takich odpowiedzi pozwala mówić o przyczynach.
Tym bardziej że obecne warunki organizacyjne nie są neutralne. Jak wiadomo od 1 września 2025 r. religia lub etyka są organizowane w wymiarze jednej godziny tygodniowo, zasadniczo bezpośrednio przed obowiązkowymi zajęciami edukacyjnymi albo po nich. Takie rozwiązanie zostało wprowadzone rozporządzeniem ministra edukacji.
Można dyskutować, czy taki model jest dobry, czy zły. Nie można jednak udawać, że miejsce i wymiar lekcji w planie nie mają żadnego znaczenia dla doświadczenia ucznia.
Jeżeli religia odbywa się na pierwszej albo ostatniej godzinie, jej status w codziennym rytmie szkoły jest inny niż wtedy, gdy stanowi część zwykłego środka planu zajęć. To jeden z czynników, które należy brać pod uwagę – obok osoby nauczyciela, programu, relacji z uczniami, rodziny i szerszego kontekstu społecznego.
Nowi katecheci nie rozwiążą automatycznie problemu
Postulat lepszego przygotowania katechetów jest czymś, o czym środowisko katechetów powinno rozmawiać samo ze sobą bardzo poważnie.
Także świeccy katecheci nie powinni mieć problemu z pytaniem o własne kompetencje.
Czy potrafimy słuchać młodzieży?
Czy umiemy rozmawiać o problemach, z którymi się boryka?
Czy nasze lekcje są angażujące?
Czy potrafimy wykorzystać nowe technologie i współczesne metody dydaktyczne?
Czy umiemy prowadzić rozmowę również wtedy, gdy uczeń nie podziela naszej wiary?
To są uczciwe pytania.
Ale odpowiedzią nie musi być wymiana „starych” katechetów na „nowych, atrakcyjniejszych”.
Bo nawet najlepszy, najbardziej medialny i świetnie przygotowany nauczyciel nie sprawi automatycznie, że uczeń uzna religię za potrzebną. I odwrotnie: nauczyciel, który nie przypomina bohatera kampanii reklamowej, może zbudować z młodzieżą relację opartą na zaufaniu i prowadzić bardzo dobrą katechezę.
Dobrego nauczyciela nie mierzy się przecież wyglądem ani marketingową atrakcyjnością.
A może problem leży również gdzie indziej?
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element tekstu Dariusza Chętkowskiego.
Autor pisze o pierwszej lekcji jako o „pokazowej” i zakłada, że pierwszoklasista przychodzi sprawdzić, „czy nauczyciel tego przedmiotu jest fajny”.
Być może część uczniów rzeczywiście tak robi.
Ale czy naprawdę możemy powiedzieć, że większość uczniów podejmuje decyzję o religii właśnie w taki sposób?
Jeżeli tak, potrzebujemy na to danych.
Jeżeli nie – pozostaje nam hipoteza.
A hipoteza jest dobrym początkiem dyskusji, ale nie powinna być przedstawiana jako diagnoza całego pokolenia.
Zupa pomidorowa ma jeszcze jedną zaletę
Skoro już posługujemy się kulinarną metaforą, warto jej nieco nieoczekiwanie bronić.
Zupa pomidorowa jest prosta, znana i dla wielu osób zwyczajnie dobra. Pomidory są źródłem m.in. likopenu, a badania wskazują, że zupa pomidorowa cieszy się znaczną popularnością wśród dzieci i młodzieży.
Ale przecież nie każdy lubi pomidorową.
I właśnie dlatego nie budujemy teorii żywienia na podstawie jednego ucznia, który zostawił talerz.
Z religią jest podobnie.
Nie każdy uczeń będzie chciał w niej uczestniczyć. Religia w szkole jest przedmiotem nieobowiązkowym. Uczeń i jego rodzice mają prawo podjąć decyzję o uczestnictwie zgodnie z obowiązującymi zasadami.
Rolą katechety jest jednak zrobić wszystko, aby uczeń, który przychodzi na lekcję, znalazł tam coś więcej niż „atrakcyjny produkt”.
Może znaleźć wiedzę.
Może znaleźć przestrzeń do rozmowy.
Może spotkać człowieka, któremu może zaufać.
Może skonfrontować swoje pytania z chrześcijaństwem.
Może również się nie zgodzić.
I to ostatnie również jest częścią edukacji.
Dlatego zamiast pytać wyłącznie, czy katecheta jest „fajny”, warto postawić pytanie znacznie trudniejsze:
czy lekcja religii jest dla młodego człowieka przestrzenią, w której może poważnie rozmawiać o tym, co naprawdę jest dla niego ważne?
Jeśli nie – mamy problem, który trzeba uczciwie nazwać.
Ale jeśli tak – nie przekreślajmy całego środowiska katechetów tylko dlatego, że nie wszyscy wyglądają jak „nowy, niebanalny produkt”.
Bo – jak z pomidorową – nie każdy musi ją lubić. Nie znaczy to jednak, że problemem jest sama zupa.
Tomasz Sypniewski,
nauczyciel religii i informatyki
IX LO w Warszawie












