Strona główna
Czy TSUE uszanuje autonomię Kościoła?
„Księga chrztów nie jest listą członków organizacji. Jest świadectwem wydarzenia, które rzeczywiście się dokonało”.
To zdanie dobrze oddaje istotę sprawy, którą zajmuje się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-12/25 Bisdom Gent. Chodzi o pytanie, czy przepisy RODO mogą zobowiązać Kościół katolicki do usunięcia danych dotyczących chrztu z ksiąg parafialnych.
Sprawa zaczęła się od osoby ochrzczonej w dzieciństwie, która po latach wystąpiła z Kościoła i zażądała usunięcia wszystkich informacji o chrzcie. Diecezja nie wykreśliła wpisu, lecz zamieściła adnotację o wystąpieniu z Kościoła.
I tutaj pojawia się pytanie znacznie ważniejsze niż sama kwestia ochrony danych: czy prawo państwowe może nakazać Kościołowi zmianę sposobu, w jaki przechowuje i interpretuje własne świadectwa religijne?
Czy można wymazać fakt?
Chrzest nie jest podpisaniem deklaracji członkowskiej. Jest sakramentem, który w Kościele przyjmuje się raz. Jak przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego, chrzest wyciska w chrześcijaninie niezatarty duchowy znak.
Można odejść od Kościoła. Można publicznie zadeklarować niewiarę. Można nawet zażądać, by odnotowano ten fakt. Nie zmienia to jednak tego, że chrzest rzeczywiście się odbył.
Księga chrztów nie mówi więc wyłącznie: „kto należy do Kościoła”. Przede wszystkim poświadcza: ten człowiek został ochrzczony. A późniejsza adnotacja może wskazywać, że jego droga życiowa potoczyła się inaczej.
Wolność człowieka i wolność Kościoła
Ochrona danych osobowych jest ważnym prawem. Wolność sumienia również. Nie można jednak zapominać o wolności religijnej i autonomii wspólnot wyznaniowych.
Kościół ma prawo sam określać znaczenie swoich sakramentów i sposób dokumentowania ich udzielania. Jeśli państwo uzyskałoby możliwość nakazania usunięcia informacji o chrzcie, nie byłaby to już wyłącznie kwestia technicznego zarządzania danymi. Byłaby to ingerencja w sposób, w jaki Kościół rozumie własną rzeczywistość religijną.
To nie jest tylko sprawa Belgii
Postępowanie przed TSUE może mieć znaczenie znacznie szersze. Trybunał będzie musiał zmierzyć się z pytaniem, gdzie kończy się prawo do ochrony danych, a zaczyna autonomia Kościoła.
Nie chodzi przy tym o odebranie człowiekowi prawa do odejścia od wspólnoty. Chodzi o coś bardziej podstawowego: czy odejście może oznaczać również wymazanie faktu, że ktoś został ochrzczony?
Kościół odpowiada na to pytanie jasno: sakrament chrztu nie jest czynnością, którą można po latach unieważnić przez administracyjne wykreślenie wpisu.
Droga powrotu
Jest w tym również pewien paradoks. Człowiek, który odchodzi od Kościoła, może kiedyś do niego powrócić. I właśnie wtedy okazuje się, że chrzest nie został „wymazany”. Nie trzeba go powtarzać, ponieważ sakrament pozostawił niezatarty znak.
To pokazuje, dlaczego księga chrztów ma dla Kościoła znaczenie inne niż zwykła baza danych. Dokumentuje wydarzenie, które w rozumieniu wiary ma charakter trwały.
Kościół nie jest urzędem
Debata wokół sprawy C-12/25 dotyka więc czegoś większego niż jeden wpis w belgijskiej księdze parafialnej. Pyta o granice prawa państwowego i o to, czy wspólnota religijna zachowuje prawo do własnego rozumienia sakramentów.
Czy świeckie państwo może powiedzieć Kościołowi, co ma oznaczać chrzest i jak ma być przechowywana pamięć o nim?
Odpowiedź TSUE będzie ważna nie tylko dla belgijskiej diecezji. Będzie również sprawdzianem tego, jak w Europie rozumiana jest autonomia Kościoła i wolność religijna.
Tomasz Sypniewski, katecheta, teolog liturgii, członek Stowarzyszenia Katechetów Świeckich












