Strona główna
Św. Jozafat Kuncewicz - znak dla Polski. ŚWIECA NIEPODLEGŁOŚCI.
Święty Jozafat Kuncewicz – znak dla Polski
Zwycięstwo pod Chocimiem 11 listopada 1673 r. i duchowa świeca niepodległości
Dzieje Polski od zawsze splatają się z dziejami wiary. Nasza historia to nie tylko ciąg bitew, królów i traktatów, ale też dramatyczny zapis duchowych zmagań – o jedność, wolność i wierność prawdzie. W tej historii naszych dziejów szczególne miejsce zajmuje święty Jozafat Kuncewicz, męczennik jedności Kościoła, patron Polski i symbol ofiary, która staje się źródłem zwycięstwa.
Jozafat Kuncewicz, arcybiskup połocki, był jednym z najżarliwszych obrońców unii brzeskiej – dzieła, które miało połączyć wiarę katolicką i prawosławną w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Pragnął pojednania, nie wojny. A żył w czasach wybitnie wojennych: wojen szwedzkich, najazdów tatarskich, buntów kozackich, wojen z Rosją i nawet z Siedmiogrodem oraz ciężkich, wewnętrznych wykańczających Polskę sporów politycznych. Głosił ewangelię pokoju, ale zapłacił za to najwyższą cenę.
12 listopada 1623 roku, w Witebsku, został zamordowany przez rozwścieczony tłum. Umarł przebaczając oprawcom.
Trudno nie dostrzec w tym daty – 11 listopada, dnia, który z biegiem wieków stał się świętem niepodległej Polski. To niezwykłe nałożenie się wydarzeń – jakby Bóg sam wpisał w kalendarz znak, że wolność zawsze rodzi się z ofiary i miłości. Bo pierwszym wspomnieniem po dniu niepodległości jest święto Jozafata Kuncewicza, męczennika. Ten dzień powinniśmy rozumieć także jako zadanie dla naszej Ojczyzny, podążać drogą miłości do Kościoła i bliźnich. [1]
Za życia św. Jozafata, w 1621 roku, miała miejsce pierwsza bitwa pod Chocimiem – jedno z najważniejszych starć w historii Rzeczypospolitej. Wspólnymi siłami Polacy, Litwini i Kozacy zatrzymali potężną armię Imperium Osmańskiego.
Zwycięstwo to miało głęboki, duchowy wymiar – było postrzegane jako Lepanto Wschodu, znak, że chrześcijańska Europa jeszcze potrafi się zjednoczyć w obronie wiary. Papież Urban VIII uznał je za wydarzenie opatrznościowe i ustanowił specjalną liturgię dziękczynną. [2] W tle tego triumfu jest Jozafat, apostoł jedności, który w tym samym czasie niósł światło pokoju na wschodnie rubieże Rzeczypospolitej.
Pięćdziesiąt lat później, 11 listopada 1673 roku, dokładnie w wigilię męczeństwa św. Jozafata, hetman Jan Sobieski rozgromił Turków pod Chocimiem.
Dla współczesnych był to znak nie z tej ziemi – jakby sam męczennik z Witebska wstawił się za Ojczyzną, przynosząc jej nie tylko zwycięstwo oręża, lecz także duchowe odrodzenie.
Zwycięstwo to przepowiedział inny wielki, zapomniany dziś święty Stanisław Papczyński, założyciel pierwszego polskiego zgromadzenia zakonnego - Marianów, zwykły z pochodzenia chłop polski, spowiednik króla Jana Sobieskiego. Chocim stał się więc nie tylko triumfem wojskowym, ale także mistycznym potwierdzeniem, że święci naprawdę towarzyszą dziejom Polski. Tych dwóch świętych łaczy jeszcze jedna postać: Maryi Królowej Polski. Św. Jozafat był goracym czcicielem Matki Bożej, a św. Stanisław Papczyński, gorliwie zabiegał o ustanowienie święta ku czci Niepokalanego Poczęcia Maryi Panny. Symbolem tej łączności duchowej obu świętych jest Świeca Niepodległości, ozdobiona wizerunkiem Niepokalanego Poczęcia. To znak dla Polaków o poddaństwie w macierzyńską niewolę Maryi i kolejne nawiazanie do przejęcia się prośbami Naszej Królowej płynącymi z Fatimy.
Świeca, którą dziś nazywamy Świecą Niepodległości, została specjalnie wykonana na kanonizację św. Jozafata Kuncewicza w dniu 29 czerwca 1867r. Płonęła podczas mszy kanonizacyjnej, symbolizując jego obecność. Na świecy jest ukazana postać Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej. Wręczono ją papieżowi Piusowi IX podczas kanonizacji, a papież niespodzianie zwrócił ją Polakom ze słowami ,,Zapalcie ją w wolnej Polsce''[3].
I tak się stało. Kiedy w 1919 roku, po ponad wieku niewoli, do Polski wróciła świeca kuncewiczowa stała się niemal od razu symbolem modlitwy o trwałość odzyskanej wolności.
Pierwszy raz po odzyskaniu została zapalona przez nowo powołanego marszałka sejmu Wojciecha Trąbczyńskiego podczas mszy świętej 11 stycznia 1920 r w archikatedrze warszawskiej [4]. Dzisiaj znajduje się w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie na Wilanowie, jako relikwia zmartwychwstania Polski. I ponownie od 2018 r. jest zapalana ogniem z grobu nieznanego żołnierza w święto niepodległości przez Prezydenta Rzeczypospolitej. Nie przypadkiem ten gest odnosi się do 11 listopada. To jakby duchowy ciąg znaków: męczeństwo św. Jozafata – zwycięstwo Sobieskiego – odrodzenie Polski. Trzy epoki, ten sam duch: miłości i ofiary oraz światło, które rozprasza mrok.
Kolejnym znakiem jest zaprezentowany podczas kanonizacji św. Jozafata niezwykły obraz: święty uwalnia z kajdan polskiego jeńca. Podpis pod obrazem głosił: ,,Święty Jozafat, w stroju biskupim, staje obok szlachcica polskiego, żyjącego w nędznej niewoli i dotknięciem pastorału kruszy kajdany, a jeńcowi każe odejść wolno''[5]. Klęczący Polak symbolizował zniewolony naród, a Jozafat – jego duchowego wybawcę. W tej scenie wielu dostrzegało proroczy znak: męczennik jedności stawał się także orędownikiem wolności Polski. [6]
Podobna wizję otrzymała w XIX wieku Wanda Malczewska. Ujrzała Najświętszą Maryję Pannę oraz Pana Jezusa, przed nimi klęczącego św. Jozafata wstawiającego się za swoim narodem, a zwłaszcza za wyjątkowo okrutnie katowanymi przez rosyjskiego zaborcę unitami. Święty w odpowiedzi na prośby usłyszał z ust Jezusa obietnicę: „Jeszcze chwila. Trwajcie w wierze – a będziecie wolni. Oprawcy poniosą karę '' [7].
Od Witebska po Chocim, od Watykanu po Warszawę – historia św. Jozafata to historia Polski w pigułce. Męczennik św. Jozafat, którego krew przyniosła zwycięstwo jest patronem Polski. Przypomina, że prawdziwa niepodległość rodzi się z ofiary, a prawdziwa jedność – z miłości.
11 listopada to więc nie tylko data polityczna. To dzień, w którym św. Jozafat zapala w sercach Polaków tę samą świecę niepodległości, płonącą od XVII wieku – światło, którego nie zdołał zgasić mrok dziejów. Oby nie zgasiła tego ognia dzisiejsza obojętność czy wręcz nienawiść do Boga, Kościoła i Ojczyzny. Przywołujmy więc wezwanie w tym wyjątkowym dniu z litanii do św Jozafata:
,,,.......Patronie Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego, módl się za nami
Pochodnio gorejąca miłości Bożej, módl się za nami
Ozdobo słowiańskich narodów, módl się za nami
Promotorze zgody i miłości narodu swego, módl się za nami
Prosimy Cię, przyczyń się za nami, aby Bóg
Ojczyźnie naszej pokój i zgodę dać raczył........''
[1] centrumopatrznosci.pl ,,Kazanie biskupa Józefa Pelczara wygłoszone w katedrze warszwskiej podczas wprowadzenia świecy niepodległości"
[2] Muzeum Pałacu Króla Jana III Sobieskiego w Wilanowie; Andrzej Klubiński ,,Liturgiczna tradycja zwycięstwa pod Chocimiem"
[3] centrumopatrznosci.pl ,,Dzieje Świecy Niepodległości" 17 października 2025, tekst na podstawie referatu ks. Wojciecha Mleczko pt. ,, Księża Zmartwychwstańcy kustoszami Świecy Niepodległości" wygłoszony 12 listopada 2021
[4] Włodzimierz Osadczy, Andrzej Gieniusz ,,Unii i Polski ozdoba i chwała. Księża zmartwychwstańcy wobec kultu i kanonizacji św. Jozafata" Wydawca: von Borowiecky, 2020
[5] Alfons Guepin ,,Żywot ś. Jozafata Kuncewicza'' księgarnia Gubrynowicz i Smidt, Lwów 1885
[6] Pisma X. Hieronima Kajsiewicza ,,Kazania przygodne" ; w księgarni u Behra, Berlin 1870
Podpisy do zdjęć:
![]()
________________________________________________________________________________________















