Aktualności

O Matce Bożej - z wielką miłością pisze red. Waldemar, sympatyk KSD

 

 

Matka o dwóch wizerunkach

 

 

Piszę tak myśląc o wizerunku Matki Boskiej Ostrobramskiej i Matki Boskiej Częstochowskiej. Jakże one się różnią choć przedstawiają wyobrażenie tej samej Matki Bożej. Matka Boska Ostrobramska jest jasna, pełna cichej słodyczy, kojąca. Natomiast obraz Matki Boskiej Częstochowskiej jawi się ciemny, smutny, pełen powagi, a nawet surowy. Zawsze głęboko odczuwałem tę różnicę.

W życiu duchowym, dziecka i podrostka, głęboko wrył się wizerunek wileński. W moim przypadku nie jest to dziwne gdyż Mamusia była osobą głęboko wierzącą, rozmodloną i darzyła szczególnym szacunkiem Matkę Bożą Ostrobramską. Drogą naturalną przeszło to na syna.

Nasz mały, drewniany kościół, w Połonce, choć ciepły w wystroju, nie wywoływał 

specjalnych, wewnętrznych przeżyć. Co prawda pamiętam jazdę rowerami do kościoła, ja z Tatusiem na męskim, Mamusia na przepięknej damce (oba rowery marki Kamiński), msze w kościele, księdza Jasińskiego ale głównie kościelnego, który mnie fascynował swoim przyrządem do zapalani i gaszenia świec. Potem nawet jak małymi rączkami usiłowałem coś takiego zrobić ale nic z tego nie wychodziło.

W kościele, na mszy, zawsze było dużo ludzi. Sami Polacy choć pochodzenia polskiego, białoruskiego czy rosyjskiego. Wszyscy modlili się i śpiewali w tym sam samym języku, polskim, może z różnymi naleciałościami, śpiewnie. W kościele w ustawieniu ludzi było rozwarstwienie, tak jak wszędzie, w tamtych czasach i mniejszych miejscowościach.

Miejsce, które wypadało zająć zależało od swojej pozycji, „ważności” , „dostojeństwa”. Przykładowo dziedzic Pruszyński, z żoną, siedział tuż przy ołtarzu, w swojej ławeczce, wykupionej na stałe. Mamusia siedziała gdzieś w pierwszych ławkach. Tatuś jako młody,

silny i ambitny stał na przedzie. Często trzymał mnie na rękach ale też i stałem na podłodze.

Wtedy wydawało mi się, że stoję wśród olbrzymów i głównie widziałem sufit, który mnie fascynował. Był szalowany jasnymi, świerkowymi deskami upstrzonymi mnóstwem brązowych sęczków. Później widziałem to samo w góralskich kościołach co zawsze budziło wspomnienia z tamtych lat. Były też kazania z ambony. Gdzie dzisiaj można to zobaczyć?

A jak to inaczej wyglądało w Wilnie, z który połączył nas los. Tatuś , po ukończeniu technikum drogowego, wzorem swojego ojca, a mojego dziadka Józefa, podjął pracę na PKP specjalizując się w utrzymaniu nawierzchni torowej i urządzeń kolejowych. Kolejno awansując został Zawiadowcą Drogowym PKP, na odcinku spod Słonima pod Baranowicze,

na linii Warszawa Wilno. Dyrekcja Kolei, której podlegał, mieściła się w Wilnie. Nie było to od nas daleko, pewnie sto kilkadziesiąt kilometrów, jeździło się bezpośrednim pociągiem relacji Warszawa Wilno.

Jak wiadomo, w Wilnie była Ostra Brama z cudownym obrazem Matki Boskiej.

Wizyty Mamusi u Niej wiązały się z wyjazdami Tatusia do dyrekcji bądź z koniecznością specjalistycznych badań lekarskich w kolejowym szpitalu. Słyszałem wiele opowieści o Jej przeżyciach związanych z wizytą u stóp Matki Bożej, u grobu Matki i serca Syna – Marszałka Piłsudskiego, o Rossie. I chociaż urodziła się w Pińsku i mieszkała tam, nieomalże do pełnoletności, jej ukochanym miastem stało się Wilno i sanktuarium NMP

Ostrobramskiej.MB Jasnogorska 

A Wilno niespodziewanie weszło, niejako bocznymi drzwiami do historii rodziny. Jako jeszcze nienarodzony, wraz z Mamusią, znalazłem się pod opieką Kolejowego Szpitala w Wilnie. Stąd gorące modlitwy mojej Mamusi o nasze zdrowie, szczęśliwy poród, miały miejsce przed cudownym, jasnym wizerunkiem Matki Bożej.

Pojawiły się kłopoty z porodem. Mamusia była wtedy dość drobna, nie za szeroka w biodrach. Nie mogłem się urodzić. Z późniejszych opowieści dowiedziałem się, że wtedy w takiej sytuacji mąż decydował kogo ma lekarz ratować, matkę czy dziecko, bo „cesarka” jeszcze nie była znana. Z Tatusiem próbowano nawiązać kontakt telefoniczny ale coś nie wychodziło, a Mamusia męczyła się, pewnie i ja ale tego na szczęście nie pamiętam.

W tym momencie, chyba cudem znalazła się dawna koleżanka Mamusi. W jakiś sposób przekonała lekarzy, że ma pełnomocnictwo od Tatusia i zadecydowała, że mają ryzykując ratować Mamusię ale i mnie.

Złapali więc kleszczami, moją wystającą, małą główkę i targali dotąd aż mnie wyciągnęli całego i żywego. Dobrze, że na starość na razie nie wyłysiałem. Dzięki temu nie widać nieco zniekształconej czaszki ze śladami kleszczy. Mamusia też była dzielna.

Wyratowali mnie ludzie, przed rozkawałkowaniem, a Mamusię przed utrata dziecka i wieczną traumą. To jest mało prawdopodobne również aby mogło się to stać bez wymodlonej opieki Jasnej Pani z Ostrej Bramy.

A wojna? Ileż to razy, w pojedynkę, czy razem uniknęliśmy śmierci z rąk Rosjan po 1939 roku, Niemców i znów Rosjan, Sybiru, Kazachstanu, Oświęcimia, a może wywózki do

Niemiec na przymusowe roboty? Dzięki Ci o Pani.

Były też i nieszczęścia, które widocznie musiały nas dotknąć mimo tej, przemożnej opieki. Tuż przed wojną zmarła moja roczna siostrzyczka, Izunia. I mój szpital w Wilnie jej nie uratował, jej szczątki spoczywają na cmentarzu w Wilnie, na cmentarzu Rossa. Choć ją pamiętam urywkowo to jednak prze wiele, wiele lat, w moich myślach była mi bardzo bliska. Nie wiem dlaczego wydawało mi się, że byłaby wspaniała siostrą, przyjacielem i powiernikiem. Później urodził się braciszek, niestety martwy. Niestety, nie było wtedy dostępu do lekarzy, nie było badań, nie było leków.

Po drugiej wojnie światowej losy lub przeznaczenie rzuciło nas do Częstochowy, nieomal że w pobliże klasztoru Jasna Góra, pod opiekę Matki Boskiej Częstochowskiej. 

Był rok 1946. Kaplica Najświętszej Marii Panny stała się naszym miejscem dziękczynienia za przeżycie jednych i drugich okupantów.

Praktycznie, w kaplicy mogliśmy bywać tylko późną jesienią, zimą i wczesną wiosną. Przyjeżdżały tłumy ludzi aby podziękować za przeżycie wojny. Tłumy, tłumy, tłumy. Mimo to, przed szczytem zawsze można było wysłuchać mszy, pomodlić się. Często chodziłem z Tatusiem i dzielnie staliśmy obaj. Już byłem za duży by mógł wziąć mnie na ręce. Czas biegł. W czasie nauki w liceum im. Henryka Sienkiewicza sam zacząłem chodzić na mszę do Kaplicy Matki Boskiej. Starałem się znaleźć miejsce przy balustradzie krużganku po prawej stronie obrazu. Stamtąd był zawsze dobrze widoczny ołtarz. Bardzo

przeżywałem odsłonięcie i zasłonięcie Cudownego Obrazu, szczególne odczucia towarzysząca muzyka, te kotły, fanfary, aż ciarki przebiegające po plecach. To były bardzo głębokie przeżycia, czułem jak bym był w innym świecie. Teraz ten krużganek jest niedostępny dla wiernych.

Sam obraz oraz ołtarz, utrzymane w tak ciemnych barwach, bardzo smutna twarz Madonny, poza wielki szacunkiem i uwielbieniem, zawsze wprowadzał mnie i wprowadza w bardzo poważny nastrój, na pewno nie radosny. To jest tak inne uczucie niż w przypadku Matki Boskiej Ostrobramskiej. Dwa obrazy Najświętszej Matki, a tak różne i różne w odbiorze, niemniej budzące u mnie wielki szacunek.

Mamusia miała jeszcze inne przeżycia, związane z Janą Górą. Co pewien czas przyjeżdżał tu biskup Karol Wojtyła, potem Kardynał Karo Wojtyła, na koniec Jan Paweł II.

Był i też spowiadał. Nie wiem jak ona to robiła ale spowiadała się ciągle u niego. Nawet twierdziła, ze w pierwszym okresie był jej spowiednikiem. Uwielbiała Go, a ponieważ była bardzo religijna dawało jej to wiele.

Wracając do mnie to w tym czasie przeżywam wiele burz, wszystko co związane jest z religią i nie tylko, bardzo się komplikuje. Mijają lata i w wieku czterdziestu kilku lat zaczynam szczęśliwie „dobijać do brzegu, prostować ścieżkę życia”. W czasie”wojny” Jaruzelskiego zwalniam się z pracy w Centralnym Ośrodku Badawczo Projektowym Mostostal. Tam na koniec zdążyłem jeszcze założyć podstawową komórkę „Solidarności” nie wstępując do niej.

Ukrywam wykształcenie, uczę się, zdaję egzamin na kwalifikowanego rolnika, za pożyczone pieniądze kupuję małe upadające gospodarstwo rolne (około 1,6 ha), bez zabudowań. Próbuję działalności ogrodniczo rolniczej – bez sukcesu. Rząd rozwiązuje Zjednoczenia. Ze Zjednoczenia Mostostal proszą o przyjęcie do spółki dyrektor do spraw Produkcji Przemysłowej Andrzej Meliński i Naczelnik Wydziału Organizacji Produkcji

Stanisław Ostrowski, inżynierowie. Otwieramy Zakład, rozpoczynamy produkcję konstrukcji. Andrzej wycofuje się po roku. Nie wytrzymuje tempa pracy i wysiłku. Wśród zleceniodawców pojawia się Teatr Studio z Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Dyrektor Grzegorzewski, wspaniały człowiek, artysta, reżyser scenograf. Chce wystawić sztukę ”La Boheme” w sposób możliwie wspaniały. Sam w wielu sztukach do scenografii używa resztek ze skrzydeł samolotu Po-2. Jest to już zgrane, nie efektowne. Udaje mi się, przy wsparciu młodego Kierownika Technicznego, Zbyszka Kośki stworzyć bardzo atrakcyjną,

poruszającą się scenografię, która mocno podniosła walory wystawianej sztuki. Zyskałem bardzo duże uznanie Dyrektora, a sztuka była wspaniale wystawiona. I tak się zaczął romans z teatrami. 

Dlaczego to opowiedziałem? Otóż dalsza współpraca doskonale rozwijała się przy pełnym wzajemnym zaufaniu. Między innymi wykonaliśmy scenografię do „Wujaszka Wani”. Wtedy grał tam główną rolę młody Zbyszek Zamachowski. Nie powiem miło było, wszystkich łączył zapał, wzajemnie sobie radziliśmy co można zrobić lepiej czy jak zagrać.

W takiej sytuacji któregoś dnia Pan Grzegorzewski podchodzi do mnie i pyta czy dobrze pamięta, że urodziłem się w Wilnie, bo jeśli tak to z „Wujaszkiem Wanią” jadą tam autobusem, na tygodniowy festiwal i chętnie mnie zabiorą. Bardzo się ucieszyłem, Madzia wyraziła zgodę. Nawet z malutką Anią odprowadziły mnie do autobusu.

Podróż do Wilna przebiegła bardzo szybko i w miłej atmosferze. Między innymi oblewaliśmy kilkunasty, w końcu zdany egzamin na samochodowe prawo jazdy aktora, Pana Blumsztaina, bardzo miłego człowieka. Dojeżdżamy, podziwiam Wilno, piękny hotel, odpoczywamy, pijemy kawę. Rankiem w holu, rozmawiamy, a ja patrzę na dwu uroczych, kulturalnych starszych panów, trzymających się pod rękę w czasie przechadzki po holu

i zawzięcie dyskutujących o sztuce. To nasz reżyser p. Grzegorzewski i kompozytor z Krakowa p. Radwan. Oj dawno to było. Ja mam czas wolny, dopiero wieczorem chodzę na spektakle. Zwiedzam Wilno sam, chodzę po ulicach, zwiedzam kościoły, muzea, zamek.

Z zewnątrz wiele budynków jest jako tako odnowionych. Podwórza, od tyłu, pamiętają

chyba jeszcze polskie malowanie. Centrum jako tako, przedmieścia budzą smutek.

Przede wszystkim idę do Ostrej Bramy. Na ulicy, pod ścianami siedzą staruszki, handlują dewocjonaliami. Kupuję maleńki Matki Boskiej Ostrobramskiej – metaloplastyka, po poświęceniu towarzyszy mi do dzisiaj i to tyle lat. Stoję i widzę wysoko, nad łukiem bramy duże okno, a w głębi święty obraz. Myślę, że ten widok nic się nie zmienił od chwili gdy pierwszy raz zobaczyła go Mamusia. Na lewo wchodzę w bramę, w której rozpoczyna się ciąg szerokich, drewnianych schodów. Środkiem stopnie są bardzo wytarte, wgłębienia są co najmniej na połowę grubości trepa, które na pewno pamiętają czasy Mamusi. Iluż tu ludzi wchodziło. Co Ona myślała i czuła idąc tak jak ja.

Na górze malusieńka, bardzo ciasna kapliczka, na kilkanaście osób. Matka Boska Ostrobramska jest jeszcze piękniejsza niż sobie wyobrażałem. Podobnie obie figury. Wciskam się w najodleglejszy kąt. Długo stoję, to modlę się, to myślę o Mamusi. Chcę ją tu sobie wyobrazić. Czułem się ciepło, jak u siebie. Nastrój pogodny, byłem u swojej Matki, Matki Boskiej Ostrobramskiej. Potem poszedłem na poszukiwanie budynku szpitala.

Do grobu matki Piłsudskiego, na Rossę poszliśmy wszyscy, ze smutkiem obejrzeliśmy ślady na grobowcu, po kulach, nawet umarłym nie dano spokoju. Pomodliliśmy się, a ja poszedłem w głąb cmentarza. Wszystkie przedwojenne nagrobki były poprzewracane, a groby rozkopane przez poszukiwaczy złotych zębów i kosztowności. Na którymś rozkopanym grobie zapaliłem znicze, przywiezione z Polski i zmówiłem modlitwy za moją małą Izunię.

I znowu wracam do Matki Boskiej Częstochowskiej. Mijają lata. Jestem zaproszony na zjazd absolwentów Politechniki Częstochowskiej. Z naszego roku jest już nas tylko trzech, Rysiek Malentowicz, Leon Krata i ja. Na spotkaniu towarzyskim tylko my. Obaj popijają sobie, młodsi bawią się, tańczą a ja przyglądam się i wspominam. Nazajutrz jest niedziela. Podjeżdżam pod Jasną Górę, doczłapałem się do kaplicy, już trochę źle chodzę i stoję. Przepchałem się jakoś do krat, znalazłem skrawek miejsca przy ścianie po lewej stronie. Msza Święta już się rozpoczęła, a ja jestem spóźniony. Modlę się ale przez głowę przelatują mi myśli jak ja tu ustoję przez godzinę, do końca mszy. A tu msza się kończy, nogi sprawują się świetnie, nie czuje zmęczenia. No i zostaję na drugą mszę, bo przecież na pierwszą się spóźniłem. Pomodliłem się i drugą mszę „odstałem” bez żadnego trudu i zmęczenia. Nie wiem jak to się stało.

 red. Waldemar

 

Nieporęt 13 sierpnia 2017 r.

Wyklęta armia powraca - red. Marek Gizmajer, KSD

Wyklęta armia powraca

Ponieważ żyli prawem wilka 
historia o nich głucho milczy (Herbert)

             Jak przyznał Bierut, po 1945 roku komuniści w Polsce utrzymali się tylko dzięki sowieckim dywizjom. Walkę z nimi i z miejscowymi organami bezpieczeństwa podjęło ponad 200.000 Polaków, w tym ok. 20.000 z bronią w ręce. Był to więc zryw narodowy porównywalny liczbowo z Powstaniem Styczniowym, który ostatnio coraz częściej uzyskuje miano Powstania Antykomunistycznego. Wojskowe struktury regionalne działały do końca lat 40-tych. 1 marca 1951r.w więzieniumokotowskim w Warszawie zamordowano ostatni IV Zarząd Główny Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, w tym jego szefa płk Łukasza Cieplińskiego skazanego na 5-krotną karę śmierci po wyjątkowo brutalnym 3-letnim śledztwie pod bezpośrednim nadzorem NKWD. Pod koniec lat 50-tych rozbito ostatnie oddziały polowe. Ostatni żołnierz sierż. Józef Franczak „Lalek” poległ w walce w 1963 r. Po śmierci odcięto mu głowę. 

            Bilans Powstania Antykomunistycznego to ok. 10.000 poległych, 25.000 zamordowanych, 50.000 wywiezionych na wschód, 250.000 osadzonych w więzieniach, obozach i kopalniach. Przez ciężki obóz w Jaworznie przeszło ponad 10.000 chłopców w wieku 16-21 lat. Niektórzy dostali wyroki dłuższe od własnego wieku, prawie wszyscy wyszli okaleczeni fizycznie lub ze zrujnowanym zdrowiem. To była patriotyczna elita już zdziesiątkowana przez wojnę. Jak dziś wyglądałaby Polska, gdyby tych strat nie było? Kto dziś nadawałby ton Unii Europejskiej? 

            Przez lata zohydzano pamięć o Żołnierzach Wyklętych, nazywano ich bandytami i oskarżano o fikcyjne zbrodnie. Tych, którzy przeżyli, pozbawiano praw obywatelskich i majątków, wsadzano do cel z Niemcami albo przebierano w mundury Wehrmachtu, jak np. harcerzy Szarych Szeregów wywiezionych na Sybir.

Zabitych fotografowano bez mundurów, zakopywano po kryjomu w zbiorowych dołach, niekiedy w mundurach niemieckich. Zgodnie z sowiecką mentalnością nie wystarczyło ich zabić, trzeba było jeszcze wyszydzić po śmierci, najlepiej bezczeszcząc zwłoki. Mieli wyglądać jak pospolici przestępcy i kolaboranci III Rzeszy. Ten prosty propagandowy wizerunek pokutuje do dziś. 

Najdłużej więziony Franciszek Cieślak „Szatan” odzyskał wolność po ponad 21 latach, w 1972 roku. Ostatni skazańcy opuścili więzienia w połowie lat 70-tych, w rzekomo dostatniej i pro-zachodniej dekadzie towarzysza Gierka. Po wyjściu „na wolność” wielu utrudniano zdobycie wykształcenia i pracy, niektórych szykanowano do końca PRL. Do dziś nawet martwi nie zaznają spokoju, dewastowane są ich pomniki i miejsca pamięci. Wnuki stalinowców wciąż z nimi walczą. 

            W 2010 r. prezydent Lech Kaczyński ustanowił 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Instytut Pamięci Narodowej wciąż prowadzi prace poszukiwawcze i ekshumacje pomordowanych. Ich identyfikację umożliwia Polska Baza Genetyczna Ofiar Totalitaryzmów powstała przy Pomorskim Uniwersytetem Medycznym w Szczecinie. Odbywają się też ich pogrzeby, a co roku 1 marca na specjalnych uroczystościach w pałacu prezydenckim w Warszawie są przywracani pamięci. 

Miejsc poszukiwań jest w Polsce wiele. W 2014 roku na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku zidentyfikowano m.in. Danutę Siedzikównę „Inkę”, sanitariuszkę 5 Brygady Wileńskiej AK zamordowaną metodą katyńską w przeddzień jej 18 urodzin. Straciła oboje rodziców, nie prosiła o ułaskawienie, w grypsie do sióstr napisała „Powiedzcie babci, że zachowałam się jak trzeba”. Jej szczątki odnaleziono wraz z innymi w skrzyni bez wieka zakopanej ok. 40 cm przy cmentarnym chodniku. Mieli być zadeptani razem z pamięcią. W 2015 roku zidentyfikowano czaszkę sierż. Józefa Franczaka „Lalka”. Kilkadziesiąt lat byłaeksponatem dydaktycznym w Akademii Medycznej w Lublinie.

W Kwaterze Ł na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach odnaleziono szczątki ok. 300 osób, część pod późniejszymi grobami powiązanymi z reżimem komunistycznym. W czasie stanu wojennego teren ten wyrównano i przeznaczono na groby głównie wojskowych. Pierwsze ekshumacje pomordowanych w czasach stalinowskich miały tu miejsce w 2012 roku. Do dziś ustalono tożsamość kilkudziesięciu osób, w tym legendarnych dowódców Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, Hieronima Dekutowskiego „Zaporę” i ppłk Stanisława Kasznicę, ostatniego dowódcę Narodowych Sił Zbrojnych. W Kwaterze Ł prawdopodobnie spoczywają płk. Witold Pilecki i gen. August Fieldorf „Nil”. 

W 2013 roku powstał film dokumentujący ekshumacje w reżyserii Arkadiusza Gołębiewskiego oraz została założona Fundacja „Łączka” sprawująca opiekę nad Kwaterą, której prezesem został pisarz i publicysta Tadeusz M. Płużański, syn więźnia stalinowskiego i autor książek o tych czasach, m.in. „Bestie”, „Lista opraców”. W 2015 roku na terenie Kwatery odsłonięto Mauzoleum Wyklętych-Niezłomnychzaprojektowany przez rzeźbiarza Jana Kukę i architekta Michała Dąbka. W dniu odsłonięcia pochowano w nim szczątki pierwszych 35 zidentyfikowanych ofiar.

Do lipca 2017 roku na Łąćzce wydobyto wszystkie szczątki i zakończono ekshumacje. Identyfikacja znalezionych ponad tysiąca kości ok. trzystu osób wymaga dalszych prac. W 2018 roku Instytut Pamięci Narodowej prowadził prace ekshumacyjne i poszukiwawcze na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie i w pobliżu aresztu śledczego UB w Białymstoku. Mówi się, że każda wojna trwa dopóki jej ostatni żołnierz nie doczeka pogrzebu. Ta jeszcze trwa. Wyklęta armia powraca. 

Marek Gizmajer Danuta Siedzikówna ps. Inkasierż. Józef Franczak ps. Lalekmjr Zygmunt Szendzielarz ps. Łupaszkapłk. Łukasz Ciepliński

O Powstaniu Styczniowym - red. Marek Gizmajer, KSD

Powstanie Styczniowe wielu narodów

W Powstaniu Styczniowym 1863 roku walczyło ok. 250 tys. ludzi, w tym 2500 przedstawicieli dwudziestu narodów Europy. Mamy ok. 500 Węgrów, 380 Włochów, 360 Rosjan i Kozaków, w tym Dońskich, którymi dowodził huzar Podhulazin. Są też Anglicy i Szkoci ze statku „War Jackson”, Szwedzi, Francuzi, Austriacy, Niemcy i Łużyczanie z Saksonii. Wszyscy widzieli w Powstaniu nie tylko wolną Polskę, ale i Europę, a nawet serce Europy. Wtedy po raz pierwszy w poezji pojawiają się słowa „tu bije serce Europy” i „tu jest skrzyżowanie światów”. Wojnę Rosji z Rzeczpospolitą Powstańczą nazwano wojną światów, wojną cywilizacji. Świat barbarzyństwa, okrucieństwa, powszechnego dobijania rannych i wieszania jeńców walczył ze światem, który musiał w takich okolicznościach zachować honor, bo z honoru odradzał się naród. Wielu późniejszych wybitnych pisarzy, myślicieli i filozofów zaczynało dorosłe życie od doświadczenia Powstania Styczniowego uczestnicząc w nim lub czytając relacje z pola walki. Powstańcy zagraniczni pisali korespondencje we własnych językach, dzięki czemu np. w Szwecji czytano o wydarzeniach w Polsce po szwedzku, a nie w tłumaczeniach. Na Węgrzech do dziś przetrwała legenda Powstania, w tym pieśń „Płacze Polak”. Czesi i Słowacy do melodii Mazurka Dąbrowskiego napisali własne słowa hymnu „Jeszcze Słowianie nie zginęli”. 

Czytaj więcej: O Powstaniu Styczniowym - red. Marek Gizmajer, KSD

Zapraszamy na nowy spektakl grupy „Twierdza Pamięć”

 

Zapraszamy na nowy spektakl grupy „Twierdza Pamięć”

(zrealizowany dla uczczenie Dnia Żołnierzy Wyklętych)

 

…na dnie popiołu

gwiaździsty dyjament…

 T. Bieszczad

Scenariusz i realizacja: Urszula Paczyńska, Jarosław Paczyński, Tomasz Bieszczad

 

W scenariuszu wykorzystane zostały wiersze i proza następujących autorów:

Zbigniew Herbert, Tadeusz Borowski, Jan Lechoń, Cyprian Kamil Norwid, Czesław Miłosz,

Barbara Lipińska – Postawa i oryginalne teksty Żołnierzy Podziemia

oraz utwory własne: 

Tomasza Bieszczada i Jarosława Paczyńskiego (teksty) i Jarosława Paczyńskiego (muzyka):

„Gdzie są Wasze groby?”, „Ballada o Majorze”, „Modlitwa zza krat”, „Dzieci Wyklętych”,

„Twierdza Pamięć”, „Cześć i Chwała Bohaterom”, „Kosodrzewina”.

 

Wybór i układ slajdów: Grażyna i Tomasz Bieszczadowie

 

Spektakl prezentowany będzie:

27 lutego 2019 r. o godz. 20:00 w Warszawie, 

w budynku dawnego aresztu śledczego, ul. Rakowiecka 27.

Po spektaklu – zwiedzanie X Pawilonu 

(miejsca straceń Żołnierzy Podziemia antykomunistycznego).

Wstęp po potwierdzeniu rezerwacji wejściówek: 22 640 83 73

3 marca 2019 r. o godz. 18:00 w Łodzi, 

w Sali Stowarzyszenia Robotników Chrześcijańskich, ul. Tuwima 34.

Z gościnnym udziałem Mirosławy Marcheluk i Ryszarda Mroza.

Po spektaklu projekcja film „Wyklęty” (reżyseria: Konrad Łęcki)

Zaprasza Alicja Kaczorowska, wstęp wolny.

na fot.: Tomasz Bieszczad, OŁ KSD

trup z szafy - Rada Etyki Mediów! odpowiedź SDP na oświadczenie REM



Odpowiedź ZG SDP na oświadczenie "Rady Etyki Mediów" 


W związku z oświadczeniem "Rady Etyki Mediów"  z 11 lutego 2019 r.  na temat  cyt. zbadania na wniosek Związku Miast Polskich, czy „"działania podejmowane wobec Pawła Adamowicza przez spółkę Telewizja Polska SA oraz inne jednostki publicznej radiofonii i telewizji, jak również zatrudnionych w nim dziennikarzy, od dnia 1 stycznia 2016 roku do dnia zamachu na jego życie, mieściły się w granicach uczciwości, rzetelności oraz staranności, wymaganych i określonych w zasadach etyki zawodowej dziennikarza” Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich  informuje,  iż  Rada ta nie reprezentuje środowiska dziennikarskiego w Polsce, a głoszone przez nią „"stanowisko” jest prezentacją subiektywnych ocen wąskiej grupy osób związanych  z Stowarzyszeniem Dziennikarzy RP, utworzonym w 1982 r.  w miejsce zlikwidowanego dekretem o stanie wojennym SDP oraz współpracujących z SDRP organizacji. 

Konferencja Mediów Polskich reprezentująca w latach 90-tych najważniejsze i największe podmioty funkcjonujące na rynku mediów w Polsce,  która  w 1995 r. powołała do życia Radę Etyki Mediów,  została zlikwidowana w  2013 r.  Zdaniem większości z  podmiotów powołujących Radę, wyczerpała ona wówczas swoją formułę działania.  Postulat rozwiązania Rady zgłosił 29 sierpnia  2013 r. ówczesny prezes TVP Juliusz Braun.  Współtworzące Radę Etyki Mediów, Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy wystąpiło z Konferencji wcześniej, już 7 kwietnia 2011 r. w proteście przeciwko stałemu ignorowaniu głosu tego Stowarzyszenia w Radzie, a  w proteście przeciwko upolitycznieniu działań Rady Etyki Mediów  występowali z niej kolejni jej członkowie, m.in. red. Anna Pietraszek, red. Teresa Bochwic, red. Tomasz Bieszczad i red. Maciej Iłowiecki. Red. Maciej Iłowiecki  uzasadniał swoją decyzję o opuszczeniu Rady w październiku 2011 r. tym, że Rada Etyki Mediów  "nie chciała potępiać donosicielstwa, agresji, stronniczości dziennikarzy" oraz tym, iż „"usprawiedliwiała wszelkie ich zachowania”. 
Obecna „"Rada Etyki Mediów”  powołana jest  w 2015 r. przez stowarzyszenie  Konferencja Mediów Polskich utworzone z organizacji, które pozostały w Konferencji Mediów Polskich (w kształcie z 1995 r.)  po opuszczeniu  jej przez największe tworzące ją podmioty, m.in. Polskie Radio, TVP , KSD i SDP. Aktualna "Rada Etyki Mediów” w niczym nie przypomina  Rady, która była tworzona przez całe środowisko dziennikarskie. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, największa i najstarsza organizacja dziennikarska w Polsce  nie uczestniczy w pracach tej Rady, ani z nią nie współpracuje . 

W imieniu Zarządu Głównego SDP 

Krzysztof Skowroński
Prezes SDP
Jolanta Hajdasz
Wiceprezes SDPsdp logo
 
NOTA od KSD: - REM powołano w 1995 r., gdy na dynamicznie i bezładnie tworzącym się rynku mediów pojawiła się pilna potrzeba stworzenia Karty Etyki Mediów. Niestety, Karta pozostała tworem papierowym. Informacje o dziejach  REM kończą się na 2015r., publikacją nielicznego już składu VII kadencji, a głos REM pozostaje od lat niesłyszany. Aż nagle...

Boże Narodzenie 2018

Drogie Członkinie, Drodzy Członkowie KSD i Przyjaciele, 

wszelkich łask, pomyślności w posłudze dziennikarskiej, odnowienia nadziei za sprawą Bozego Dzieciątka - 

życzy 

Zarząd Główny KSDszopka

Relacja z otwarcia Izby Pamięci Polaków ratujących Żydów - Nowy Jork, 15.XII.2018r. - projekt KSD

Otwarcie Izby Pamięci Polaków ratujących Żydów podczas okupacji niemieckiej 1939-44

15 grudnia 2018 w Centrum Polsko-Słowiańskim w Nowym Jorku odbyła się inauguracja Izby Pamięci Polaków ratujących Żydów utworzonej przez Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy z Polski przy wsparciu finansowym Senatu RP. Podczas inauguracji miała miejsce premiera filmu dokumentalnego, w którym Senator prof. Jan Żaryn opowiedział o ratowaniu Żydów i o relacjach polsko-żydowskich na przestrzeni wieków aż do współczesności. Zaprezentowano też wystawę fotograficzno-informacyjną oraz poliptyk nowojorskiej malarki Uty Szczerby poświęcony Holokaustowi. Sala widowiskowa CPS była pełna, szczególnie cieszyła liczna grupa młodzieży z nauczycielami z polskich szkół na Brooklynie - im. Marii Konopnickiej i przy parafii św. Cyryla i Metodego.

Profesor Jan Żaryn i KSD przedstawili wiele istotnych informacji o Żydach, którzy na ziemiach polskich uzyskali prawa już w XIII wieku. Szczególny rozwój ich diaspory miał miejsce w okresie międzywojennym, w którym ok. 3,4 mln Żydów (10% społeczeństwa) wykazywało ożywioną aktywność gospodarczą, kulturalną i polityczną. Podczas II wojny Niemcy i Rosjanie realizowali zbrodnicze plany eksterminacji zarówno narodu żydowskiego, jak i polskiego. Niemcy utworzyli sieć obozów zagłady w całej Europie oraz getta dla Żydów w wielu polskich miastach. Zgodnie z niemieckim prawem, tylko w okupowanej Polsce za udzielanie Żydom pomocy groziła kara śmierci dla całej rodziny.

Po rozpoczęciu przez Niemców zagłady Getta Warszawskiego w 1943 roku katolicka pisarka Zofia Kossak-Szczucka wydała ulotkę „Protest!” inicjującą działalność Rady Pomocy Żydom „Żegota”, którą natychmiast wsparł Departament Spraw Wewnętrznych i Delegatura Rządu. Środowiska żydowskie podjęły współpracę z Polskim Państwem Podziemnym jako jedyną instytucją na świecie, na którą mogły liczyć. W świetle polskiego prawa tzw. szmalcownictwo podlegało karze śmierci wykonywanej przez Armię Krajową, która wspierała także Powstanie w Getcie, gdzie na terenie walk wywieszono flagę Izraelską i Polską. Polska dyplomacja w Szwajcarii wystawiała Żydom fałszywe paszporty umożliwiające ucieczkę. Irena Sendler, szefowa Wydziału Dziecięcego „Żegoty”, uratowała 2,5 tys. dzieci z Warszawskiego Getta. Rotmistrz Witold Pilecki jako pierwszy opisał sytuację w Auschwitz. Porucznik Jan Karski przekazał Aliantom obszerny raport o Holokauście, ale rządy USA i Wielkiej Brytanii nie zareagowały. 

Ogromną rolę w ratowaniu Żydów odegrał polski Kościół Rzymsko-Katolicki. W całym kraju Żydzi znaleźli schronienie w ok. 300 zakonach żeńskich i 70 męskich. Wielu proboszczów za zgodą przełożonych wydawało Żydom fałszywe świadectwa chrztu umożliwiające przeżycie pod polskim nazwiskiem. Ks. Marceli Godlewski z warszawskiego Kościoła Wszystkich Świętych, przed wojną sympatyk Endecji niechętnej Żydom, którego parafia mieściła się na granicy Getta, uratował 1-3 tys. Żydów. Siostra Matylda Getter ze Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstanek Rodziny Maryi uratowała 2,5 dzieci z Getta. Jak podkreśla prof. Jan Żaryn, nie są znane przypadki odmowy udzielenia pomocy Żydom przez polskich duchownych, którzy ryzykowali życiem za bliźniego w imię Chrystusa. 

Uratowanie jednego Żyda wymagało solidarnego zaangażowania wielu Polaków. Ocalona z Holokaustu Stella Silberstein zidentyfikowała po wojnie aż sześćdziesięciu pięciu, w tym proboszcza parafii na Podlasiu, który apelował o pomoc dla Żydów podczas kazania ma Mszy. Według badań prof. Żaryna, w całym kraju w ratowanie Żydów mogło być zaangażowanych nawet ok. miliona Polaków, którzy dziś stanowią najliczniejszą grupę uznanych przez izraelski Instytut Yad Vashem za Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. 

Uczestnicy nowojorskiej inauguracji w CPS otrzymali też ulotki informujące o fałszowaniu historii Holokaustu przez Niemców i ośrodki wrogie Polsce już od lat 50-tych za pomocą sformułowań „polskie obozy śmierci” czy „polskie formacje nazistowskie”. Jak podkreślił prof. Żaryn, w czasie wojny słowo „nazista” w ogóle nie było znane. To Niemcy jako państwo najechali na Polskę i wprowadzili w naszym kraju własne rasistowskie prawo z obozami zagłady, zaś naród niemiecki korzystał z pracy niewolniczej Polaków. 

W inauguracji uczestniczyli przedstawiciele Polonii i Amerykanie, w tym świadkowie historii, którzy przekazali Izbie Pamięci rodzinną dokumentację ratowania Żydów. Znany nowojorski architekt Henryk Tuler przekazał kopię świadectwa nadania w 1988 roku Medalu Sprawiedliwego WśródNarodów Świata jego matce Józefie Bizior-Horysławskiej. Z kolei pan Edward Pieniak z Brooklynu przedstawił historię uratowania w 1943 roku kilkunastoletniej Estery Borensztajn przez pięciu członków jego rodziny i księdza S. Kosmólskiego. 

Film i wystawa wzbudziły wiele gorących dyskusji. Jej temat jest wciąż bardzo istotny, nurtujący i nie zamknięty. Przez kilkadziesiąt lat Polacy zdławieni przez komunizm nie byli w stanie dobrze go rozpropagować, co aktywnie czyniły ośrodki antypolskie zlokalizowane niestety także w USA. Izba Pamięci nadrabia ten stracony czas i już na starcie spotkała się z ogromnym zainteresowaniem. Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy przyjęło zatem formułę organizowania podobnych „wystaw objazdowych” wszędzie tam, gdzie będą potrzebne. W tym roku wystawa odwiedziła Kongres Polonii Amerykańskiej w Chicago, w najbliższych tygodniach będzie dostępna w Centrum Polsko-Słowiańskim, potem pojedzie do New Hampshire i Connecticut, jest zaplanowana w Fundacji Kościuszkowskiej, Instytucie Piłsudskiego i siedzibie ONZ, a na co dzień znalazła serdeczną przystań w galerii Kuriera Plus, w której niebawem odbędzie się kolejna projekcja filmu prof. Żaryna.  Natomiast w Toruniu powstaje już kolejny film dokumentalny o księżach ratujących Żydów w reżyserii Bartosza Gawrona. 

Marek Gizmajer

Nowy Jork, USA, 15 grudnia 2018r.20181215 112725IMG 20181216 WA001920181215 11003520181215 11002520181215 125858

Polski Kościół wobec zagłady Żydów. Dla Kurier.Plus w USA. red. Marek Gizmajer, v-prezes ZG KSD

Polski Kościół wobec zagłady Żydów 

 

Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy z Polski przy wsparciu finansowym Senatu RP uruchamia w Nowym Jorku Izbę Pamięci Polaków ratujących Żydów w czasie okupacji. 15 grudnia w Centrum Polsko-Słowiańskim odbędzie się inauguracja z premierą filmu, w którym o Polakach i Żydach opowie Senator RP prof. Jan Żaryn. Dziś przedstawiamy jedno z zagadnień Izby Pamięci, pomoc udzielaną Żydom przez Polski Kościół. 

 

Podczas okupacji Kościół Rzymsko-Katolicki był szeroko zaangażowany w różne formy niesienia pomocy Żydom, takie jak zaopatrywanie w ubrania, żywność i lekarstwa, ale także ukrywanie (często całych rodzin), wydawanie fałszywych dokumentów oraz przerzucanie do krajów bezpiecznych. Władze kościelne podejmowały również oficjalne kroki mające na celu zakończenie Holokaustu. Arcybiskup Adam Stefan Sapieha wystąpił z apelem do generalnego gubernatora okupowanych ziem polskich Hansa Franka o zaprzestanie zsyłania Żydów do gett.

Żydzi byli ukrywani w Polsce w ponad 70 klasztorach męskich i ok. 300 zgromadzeniach żeńskich – klasztorach, sierocińcach, szpitalach. Tworzyło to sieć tysięcy osób związanych z Kościołem zaangażowanych w ratowanie Żydów. 

Niezwykle ważnym zadaniem było wystawianie Żydom fałszywych dokumentów stwierdzających chrześcijańskie pochodzenie. Nieocenioną rolę odegrali proboszczowie, którzy za pozwoleniem swoich przełożonych wystawiali świadectwa chrztu na fałszywe nazwiska, wpisywali je nawet do ksiąg parafialnych i w ten sposób umożliwiali wyrabianie oficjalnych niemieckich dowodów tożsamości – Kennkarte, dzięki którym uratowani Żydzi mogli żyć wśród polskiego społeczeństwa „udając Polaków”.  

W 1942 roku siostra Matylda Getter, naczelna matka przełożona prowincji warszawskiej Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, podjęła decyzję o przyjęciu przez jej zgromadzenie każdego dziecka z Getta Warszawskiego. Jej mottem było „ratuję człowieka, który prosi o pomoc”. Miała wtedy 70 lat. Uratowała kilkaset żydowskich dzieci ukrywając je w sierocińcach zgromadzenia i dostarczając im fałszywe metryki urodzenia, ale także prowadząc jadłodajnię i punkt sanitarny. Współpracowała w Warszawie z Ireną Sendler, szefową Departamentu Dziecięcego Rady Pomocy Żydom ŻEGOTA.  

Warszawski kościół Wszystkich Świętych, którego proboszczem był ks. Marceli Godlewski, przez pewien czas znajdował się w granicach Getta i był otwarty dla Janusza Korczaka i jego sierocińca. Ks. Godlewski, przed wojną sympatyk nieprzychylnej Żydom Endecji, uruchomił stołówkę, punkt charytatywny i dom parafialny, zaś rada parafialna składała się wyłącznie z Żydów z Getta. Gdy Niemcy postanowili odmówić księżom prawa do posługiwania na terenie Getta, ks. Godlewski opuścił jego granice, ale razem z „podopiecznymi” Żydami, których rozlokował we własnym domu w Aninie i dzięki siostrom zakonnym w innych miejscach. Łącznie uratował 1-3 tys. Żydów. 

Księża, siostry zakonne i hierarchowie Kościoła angażowali się w ratowanie Żydów pomimo ciągłej niemieckiej inwigilacji i regularnych rewizji domów zakonnych, szpitali i sierocińców. Kościół tak jak cały kraj borykał się z okupacyjną biedą – brakiem żywności, lekarstw, łóżek, ubrań. Niemniej, według prof. Jana Żaryna, Senatora RP i historyka specjalizującego się w tych zagadnieniach, nie są znane przypadki odmowy pomocy ratowania Żydów przez duchownych. Profesor podkreśla także motywację zakonnic i księży podejmujących bardzo trudne decyzje „W IMIĘ CHRYSTUSA”. Wielu z nich przypłaciło te decyzje życiem - zostało rozstrzelanych lub wywiezionych do obozów koncentracyjnych. 

Należy sobie uzmysłowić, że ocalenie jednego Żyda wymagało współdziałania od kilku do kilkudziesięciu osób. Szeroko znana jest osoba Stelli Silberstein, która po wojnie zidentyfikowała aż 65 takich osób, w tym zwłaszcza proboszcza parafi na Podlasiu, gdzie ukrywała się na „lewych papierach”. Jak ustalił w swoich badaniach prof. Jan Żaryn, w skali kraju w ratowanie Żydów było zaangażowanych nawet do miliona Polaków. Polska była jedynym krajem świata, w którym groziła za to kara śmierci całej rodziny. Polacy stanowią dziś najliczniejszą grupę uznanych przez współczesny Izrael za Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.

Inauguracja Izby Pamięci Polaków ratujących Żydów z premierą filmu prof. Jana Żaryna odbędzie się 15 grudnia (sobota) o godz. 11.00 w Centrum Polsko-Słowiańskim przy 177 Kent Street, Brooklyn, NY 11222. Wstęp wolny, film ma napisy w języku angielskim. 

MAREK GIZMAJER

 s. Matylda Getterks. Marceli Godlewskibp Adam Stefan SapiehaSkrytki w kościele Wszystkich Świętych

facebook_page_plugin

Logowanie

Aktualności i publicystyka

O Matce Bożej - z wielką miłością pisze …

    Matka o dwóch wizerunkach     Piszę tak myśląc o wizerunku Matki Boskiej Ostrobramskiej i Matki Boskiej Częstochowskiej. Jakże one się różnią choć przedstawiają wyobrażenie tej samej Matki Bożej. Matka Boska Ostrobramska jest...

22-03-2019 Aktualności

Czytaj więcej

Krzysztof Nagrodzki - Wiosenne wzmożenia…

Kolego, pytałem czy teraz, kiedy ten obrzydliwy PiS podwyższył Ci emeryturę - wbrew woli rewolucyjnych oddziałków ludzkości - odetniesz się od niej i przekażesz na jakiś postępowy cel? Przecie można...

21-03-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

Krzysztof Nagrodzki-Polityczni nie polit…

- Dziwny tytuł? - Już wyjaśniam: „Polityka” to „roztropne działanie dla dobra wspólnego. Wspólnego, a nie grupki kolesiów czy nawet największej niechby partii. I mając taką miarę na uwadze, przymierzmy...

17-03-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

KrzysztofNagrodzki-Oszołomieni postępem…

 - Skąd się biorą?... - Zwykła głupota? Hipnoza? Jurgielt? Nakazy prowadzących?… A może wirus? - Siany oczywiście przez wiadomego prezesa?... Zamiast konkretów programowych interesujących lud miast i wsi, lansowanie jakiegoś...

14-03-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

KrzysztofNagrodzki:Sex-zawroty głowy

A on dostał takiej manii, że chciał tylko od Stefanii–pisał ongiś Tadeusz Boy-Żeleński.                                   No i dobrze."Tylko od Stefanii"-znaczy normalny monogamista. Gorzej, kiedy mania zaczyna przysłaniać rozum i demolować wolę. Wtedy...

11-03-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

Wyklęta armia powraca - red. Marek Gizma…

Wyklęta armia powraca Ponieważ żyli prawem wilka historia o nich głucho milczy (Herbert)              Jak przyznał Bierut, po 1945 roku komuniści w Polsce utrzymali się tylko dzięki sowieckim dywizjom. Walkę z nimi i z...

08-03-2019 Aktualności

Czytaj więcej

KrzysztofNagrodzki-Omasty według potrzeb

/.../ skoro nie samym chlebem, no to trzeba do tego chlebka dokładać przeróżne konteksty…czy omasty… Nieważne, jakie. Dokładać trzeba! Żeby mieć siły do walki z wrogami. Z burzycielami postępu! A...

08-03-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

Krzysztof Nagrodzki – Z listów do przyja…

 „Piniędzy nie było i nie będzie” – to słynne objawienie wieszcza postępowej ekipy władającej poprzednio naszym krajem, przechodzi do swoistej klasyki…

05-03-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

KrzysztofNagrodzki-Słabomyślni ateiści

Zresztą nie tylko tzw. ateiści. Słabomyślność dotyka wielu, których opuszcza z różnych względów uczciwość rozeznawaniu rzeczywistości. Uczciwość bądź przyrodzone kłopoty umysłowe. A może jakieś inne koszmarne dyrektywy, kwity, bądź inne...

02-03-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

KrzysztofNagrodzki-Żołnierze różnych boj…

Obchodzimy kolejne wspomnienie ofiary dzielnych ludzi, którzy w rożnych okolicznościach i ciągu przyczynowo-skutkowym „swój życia los rzucili na stos”. Na ofiarny stos Ojczyzny. W różnych czasach te bojowanie miało –...

01-03-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

Krzysztof Nagrodzki-Eksperci na kacu

,,Piniędzy nie było i nie będzie” - twierdził pewien ekspert, a tu masz - nie tylko są, ale nawet mają dać wam (no i nam) trzynaste emerytury. Gospodarka rozwija się...

27-02-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

O Powstaniu Styczniowym - red. Marek Giz…

Powstanie Styczniowe wielu narodów W Powstaniu Styczniowym 1863 roku walczyło ok. 250 tys. ludzi, w tym 2500 przedstawicieli dwudziestu narodów Europy. Mamy ok. 500 Węgrów, 380 Włochów, 360 Rosjan i Kozaków...

26-02-2019 Aktualności

Czytaj więcej

Zapraszamy na nowy spektakl grupy „Twier…

  Zapraszamy na nowy spektakl grupy „Twierdza Pamięć” (zrealizowany dla uczczenie Dnia Żołnierzy Wyklętych)   …na dnie popiołu gwiaździsty dyjament…   Scenariusz i realizacja: Urszula Paczyńska, Jarosław Paczyński, Tomasz Bieszczad   W scenariuszu wykorzystane zostały wiersze i proza następujących...

24-02-2019 Aktualności

Czytaj więcej

KrzysztofNagrodzki–Taktyki strategii

 Homotryndy, pseudo antysemityzm wysysany jakoby z mlekiem matki – polskiej matki - to powtarzające się dywersje central niepokoju. Antypolskich, ale i szerzej antycywilizacyjnych i antyludzkich. Tak – antyludzkich, ponieważ każdy...

21-02-2019 Krzysztof Nagrodzki

Czytaj więcej

Nasz Patron

św. Franciszek Salezy
Nasz patron
św. Franciszek Salezy