Strona główna

Dzieci są darem od Boga i wzorem pokory dla dorosłych [Mt 18,1-4]

  • Ewangelia Mateusza 18,6 (podobnie Mk 9,42 i Łk 17,2):

„Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej, żeby kamień młyński zawieszono mu u szyi i utopiono go w głębi morza.” 

  • Mateusza 18,10: „Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych, albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie.”
  • Mateusza 19,14 (i paralele): „Zostawcie dzieci i nie zabraniajcie im przychodzić do Mnie, bo do takich należy królestwo niebieskie.” Jezus broni dzieci przed odrzuceniem i traktowaniem ich jako mniej ważnych. 

  • Dzieci są darem od Boga (Ps 127,3) i wzorem pokory dla dorosłych (Mt 18,1-4).

„Piękny widok” komentuje Europejka płonący w Wielki Piątek (dzień po rocznicy śmierci Jana Pawła II i o 15 popołudniu) Krzyż papieski, przeniesiony w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, na ulicę Rzymowskiego z Placu Zwycięstwa po serii antyreżimowych demonstracji i sbeckiej prowokacji z wsadzonymi do wnętrza Krzyża symbolu ulotkami. Wyrafinowana, delikatna i kulturalna kobieta , nie da się ukryć – nie ma przypadków są tylko znaki chciałoby się rzec. Symbol wykorzenienia i odpolaczenia tak ważny dla postępaków, szkoda słów. Szkoda ale trzeba i o tym moralnym chlewie (może lepiej gnojowisku) wspomnieć. Na marginesie zwróćmy uwagę na to, że Policja szybciutko, sprawnie i przy okazji stwierdza, że Krzyż „sam się podpalił”, znaczy się płonące w jego okolicy znicze dokonały tego „samopodpalenia”, inaczej być przecież nie mogło. 

Świat zwariował chciałoby się rzec - w Kłodzku miłośnicy zwierzątek i dzieciaczków (dziwnym trafem też mocno związani ze strukturami energicznie zwalczającymi i piętnującymi „nacjonalizm” i „chrześcijańsko średniowieczny ciemnogród”) urządzali sobie hulanki i swawole takie, że nieboszczyk Epstein, by się nie powstydził. Jeśli czytamy komentarze wiodących mediów to wydawać, by się mogło , że to wszystko w imię miłości do „braci mniejszych”. Miłość, miłością a i tak generalnie to wszystko wina „faszystów i Katoli”, bo gdyby nie księża „pedofile” i „złodzieje” nikomu by coś takiego do głowy nie przyszło. Dali przecież dziesiątki przykładów, a że robiono z tych zabaw i igraszek filmiki, które efektywnie monetyzowano (w różnych częściach świata) to przecież nie dziwota, postęp jest, a jak jest to trza zeń korzystać i jeszcze przy okazji trochę grosiwa przytulić. To wypłacane z Naszych kieszeni to widać zbyt mało, trzeba więcej. Kilometrówki i ryczałty mieszkaniowe już nie wystarczają, frajerów trzeba golić ! 

A teraz cicho sza „Tylko nie mów nikomu”, to tak żebyście wszyscy wiedzieli o czym milczeć , a o czym krzyczeć i co piętnować bezlitośnie. A jak nie zrozumiecie co i jak, to w mordę możecie dostać tak jak dziennikarz Republiki co to chciał się za dużo dowiedzieć od pani marszałek (vice). Pytanie było niby proste, jak to jest, że pani skazana za te obrzydlistwa (w pierwszej instancji) ściśle współpracowała z „lokalną” baronową będącą równocześnie wspomnianą wyżej vce marszałek Sejmu (nie tylko zresztą z nią czego dowodzą liczne sweet fotki). Tej z kolei nie wolno ruszyć bo … no bo „towariszcz marszał” (będzie o nim jeszcze) „skazał nie nada”. Nie ma więc i nie będzie dyskusji o możliwych związkach wspomnianej baronowej z kłodzko - europejskimi Epsteinami. Nie będzie też jej dymisji, bo mówić o tym to „być niedobra rzecz”. Gdyby to był jakiś ksiądz to, oczywiście byłaby zupełnie inna sprawa. Przy okazji zastanawia przyczyna, dla której aż tylu (bo to chyba udokumentowane dobre dziesięć przypadków tego moralnego gnojowiska i syfu – jeśli się mylę to przepraszam) dewiantów zgromadziło się w okolicy europejskich i demokratycznych struktur? Potrafi ktoś odpowiedzieć ? No dobra słyszę ciszę, nie będziemy się więc nad tym zatrzymywać, bo i po co ?  Czasami wyć się chce z bezradności, bo z kim i o czym tu rozmawiać, kogo przekonywać i do czego skoro jest tak pięknie, demokratycznie i dostatnio, a wszyscy którzy o cokolwiek pytają to sypiący „piach w tryby” poplecznicy bandziora z adresem przy „Krasnoj Płoszczadi” (albo i gdzie indziej, kto go tam ostatecznie wie). 

Teraz jeszcze sekundka o Wołodii, co to zaprzysiągł ostatnio paru sędziów w obecności ważnej sejmowej ściany i nieobecnego (ale obecnego, albo odwrotnie) Prezydenta RP, którego wspomniany Wołodia z kacapskimi koneksjami i bez dostępu do informacji niejawnych (tajnych i ściśle) oskarża o koneksje z pułkownikiem KGB, a przy okazji „Unser Mann in Warschau” obwinia Prezydenta o „sabotaż”. Gdzieś tam przy okazji tego cyrku i kpiny z Państwa „towariszcz marszał” wspomniał o tym, że „…brunatne łapy…” (to chyba było w kontekście protestów opozycji wobec robienia sobie jaj z prawa) nie będą miały wpływu na prawną rzeczywistość, a Trybunał Konstytucyjny wyszedł z „…mroku pisoskiej nocy” i trzeba dbać o prestiż tego „urządu” (kolejny po „inteligientach” potworek językowy tego erudyty, mistrza mowy ojczystej i człowieka wysokiej kultury osobistej). Gość mający za sobą cały nierozliczony do dziś spadek i będący bezpośrednim spadkobiercą tych co to mają „czerwone łapy”, nie tylko metaforycznie, ale bezpośrednio ubabrane polską krwią, których do dziś nie rozliczono z popełnionych zbrodni (!!!) skrzeczy coś w stylu późnego Gomułki z pianą w kącikach ust (jestem tak stary, że „to” pamiętam)  o „…brunatnych łapach…”. Obrzydlistwo, nie mniejsze niż wspomniane wyżej panie plujące na krzyż i uciekające od odpowiedzialności za zbrodnię pedofilii oraz nieopanowaną miłość do zwierzątek. I co, i nic „końce w wodę” ! 

Przy okazji trudności finansowych Państwa Polskiego warto wspomnieć, że w roku ogłoszonym „rokiem diagnostyki” ścięto limity badań diagnostycznych, skazując przy tym dziesiątki osób (i starszych i młodszych) na śmierć. Warto więc przy okazji przypomnieć jeden ze 100 konkretów (na 100 dni) – „zniesiemy limity…” wykrzykiwało ze sceny przed rozentuzjazmowanymi Europejczykami dwóch pajaców. Europejczycy uwierzyli i wierzą do dzisiaj. A ci dwaj nabuzowani półinteligenci obiecali i faktycznie znieśli limity. To dokładnie tak jak ze wspominanym przeze mnie kiedyś paliwem „…a teraz …może być nawet po 7 PLN…” – jest jeszcze lepiej dziś tankowałem diesla po 7.65 i co „łyso Nam” ? Tak samo jest z limitami diagnostyki wszelakiej (w tym tej banalnej) - cztery tygodnie temu (przychodnia na w centrum Warszawy – podstawowa diagnostyka od 7 do 10.00) o godzinie 8.30 nie dostałem się na najprostsze badanie krwi byłem 43 a „limit” wynosił 42 osoby. I znowu zapytam i co „łyso Nam” i od razu odpowiadam tak „łyso”, tak zresztą jak premierowi z nieudolnie maskowaną od dłuższego czasu łysiną ? A w tym czasie, gdy dziesiątki ludzi martwi się o własne i swoich bliskich zdrowie i (niestety) życie, senator, pan i władca, reprezentant narodu wpiernicza się bez kolejki do szpitala z własnym lekarzem bo synkowi paznokieć przerósł. Inny pan, nie mając śladu uprawnień do prowadzenia takiego pojazdu, porywa karetkę wraz z osprzętem, by dowieźć do szpitala bliską swojej parlamentarnej koleżanki. Oczywiście nie muszę dodawać z jakiej formacji oboje politycy się wywodzą. Nie muszę prawda !? A ty palancie płacący swoje składki na ZUS siedź na SORze i czekaj pięć , osiem albo i więcej godzin, może przyjmą !? „Taka Tuka Land”, czy może lepiej „…w Polsce Tuska czyli nigdzie…”. Chce się rzygać ? Ano się chce, to rzygajcie do woli będzie Wam lżej ! Znaleziono sztandar 68 Pułku Piechoty, na renowację Muzeum Ziemi Sochaczewskiej potrzebuje kilkaset tysięcy złotych, co robi Ministerstwo Kultury ? Pokazuje patriotom i pasjonatom polskiej historii przysłowiowego „wała”. Nie damy złamanego szeląga, komu potrzebna renowacja jakiejś tam „szmaty”. Polska historia, Polska, po co to komu ? Nie to co kabotyn uchodzący za poetę i lejący się w freak fightach po psyku z jakimiś podobnymi sobie kretynami. Ten dostanie kasę na poetycki bełkot o aborcji. Idziemy w dobrą stronę, tak trzymać i wybierać przyszłość. Jaką ? 

Po co o tym wszystkim piszę, przecież to niby oczywiste. No niby tak ale „niby” czyni wielką różnicę bo zmierzamy w kierunku niebytu państwowego i narodowego i jeśli będziemy milczeć to skończy się nie tylko anihilacją Polski ale wcześnie rozlewem krwi (obym był złym prorokiem). Na koniec proszę zwróćmy uwagę na jedną kwestię, twierdzi się, że były Marszałek Sejmu Hołownia przyjmując przysięgę od Karola Nawrockiego zapobiegł zamachowi stanu. Nic bardzie błędnego, „zamach stanu” w formie nieco zakamuflowanej trwa od 13 grudnia 2023 a postawa Hołowni (wykonał TYLKO obowiązki wynikające z KONSTYTUCJI RP !!!) nieco opóźniła jego wcielanie w życie. 

Recepty na niszczącą Polskę chorobę są znane , problem w tym, że broniąc demokracji zastosować ich nie można , a pytanie jak to się wszystko skończy nurtuje mnie od dawna.

Piotr ŁYSAKOWSKI, 

WARSZAWA, 16.04.2026R.

JPII przyjaciel dzieci

[zdjęcie - rysunek dzieci ze szkoly w Łańcucie]

 

 

       =======================================================================

   

Religia i etyka jako fundament wychowania. Mówi wybitny pedagog p. Andrzej Wołosewicz. Rozmowa specjalnie dla KSD !

 

Religia i etyka jako fundament wychowania. Rozmowa z Andrzejem Wołosewiczem

Czy szkoła może wychowywać bez odniesienia do wartości? O potrzebie edukacji moralnej, wrażliwości młodych ludzi oraz miejscu etyki i religii w systemie oświaty mówi Andrzej Wołosewicz – nauczyciel etyki i filozofii, autor podręczników.

„Nic nie jest tak potrzebne jak kształcenie ku wartościom”

Tomasz Sypniewski (Stowarzyszenie Katechetów Świeckich): Panie Andrzeju, chciałbym zapytać na początku o Pana doświadczenie. Czego wieloletnia praca nauczyciela etyki nauczyła Pana w podejściu do młodego człowieka i jego potrzeb?

Andrzej Wołosewicz:
Kiedy mówię o swoim doświadczeniu, to przede wszystkim mam na myśli bardzo konkretną praktykę – jako ojca, dziadka i nauczyciela. To właśnie bezpośredni kontakt z młodymi ludźmi jest dla mnie najważniejszym źródłem refleksji.

Oczywiście ważne są również moje doświadczenia zawodowe: praca nad podręcznikami do etyki czy materiałami dla maturzystów. Natomiast z perspektywy lat mogę powiedzieć jedno – coraz wyraźniej widzę, jak bardzo potrzebne jest kształcenie ku wartościom.

Mam doświadczenie pracy w szkole podstawowej, gdzie uczniowie uczestniczyli zarówno w lekcjach etyki, jak i religii. Było to możliwe organizacyjnie i funkcjonowało dobrze. Po ponad dwudziestu latach pracy jestem przekonany, że nic nie jest dziś tak potrzebne, jak właśnie wychowanie do wartości.

Niepokoi mnie natomiast to, że zamiast się na tym koncentrować, my – dorośli – często wikłamy się w spory, które odciągają nas od tego, co najważniejsze.

Etyka jako nauka praktyczna – od samego początku życia

Tomasz Sypniewski: Jak rozumie Pan miejsce etyki w edukacji szkolnej?

Andrzej Wołosewicz:
Odwołam się tutaj do klasycznego podziału Arystotelesa, który wyróżniał nauki teoretyczne, wytwórcze i praktyczne. Do tych ostatnich zaliczał etykę – jako dziedzinę zajmującą się zasadami właściwego postępowania w życiu prywatnym i społecznym.

To bardzo ważne rozróżnienie. Etyka nie jest tylko teorią – dotyczy naszego codziennego życia, naszych relacji, naszego zachowania wobec innych ludzi.

Zawsze mówię uczniom i rodzicom: etyka to przedmiot inny niż wszystkie. Nie chodzi w nim o to, ile wiemy, ale o to, jak żyjemy i jak się zachowujemy wobec drugiego człowieka.

I w tym kontekście pojawia się zasadnicze pytanie: od kiedy powinniśmy uczyć etyki?

Moim zdaniem – od samego początku. Człowiek od pierwszych chwil życia funkcjonuje w relacjach. Nawet relacja matki do nienarodzonego dziecka ma już wymiar moralny.

Dlatego mówię czasem obrazowo, że żyjemy w „zupie aksjologicznej” – nasze życie jest od początku zanurzone w świecie wartości. Nasze zachowania są oceniane, wpływają na innych, niosą konkretne skutki.

Z tego punktu widzenia pytanie, czy wychowywać do wartości, wydaje się wręcz niezrozumiałe.

Podstawa programowa bardzo jasno to ujmuje: chodzi o budowanie wrażliwości moralnej, empatii, szacunku dla godności człowieka oraz zdolności odróżniania dobra od zła. To jest sedno etyki.

„Młodzi są bardziej wrażliwi, niż nam się wydaje”

Tomasz Sypniewski: Jakie pytania moralne i egzystencjalne najczęściej pojawiają się dziś wśród młodzieży?

Andrzej Wołosewicz:
Po wielu latach pracy widzę pewną dwoistość. Z jednej strony młodzi ludzie wydają się bardziej zamknięci, trudniejsi w bezpośrednim odbiorze. Z drugiej strony – gdy nawiąże się z nimi kontakt – okazuje się, że są niezwykle wrażliwi.

Często nawet bardziej niż my, dorośli. My jesteśmy już w pewnym sensie „uodpornieni” przez życie, natomiast oni reagują bardzo intensywnie.

Lubię używać takiego porównania: my jesteśmy jak piłka lekarska, a oni jak piłeczka pingpongowa – znacznie bardziej podatni na zranienie.

Interesują ich także tematy trudne, graniczne – takie jak kara śmierci czy eutanazja. To pokazuje, że naprawdę chcą rozróżniać dobro i zło, chcą szukać odpowiedzi.

Wyzwaniem jest jednak to, aby te wielkie pytania przełożyć na codzienne życie. Bo w praktyce większość naszych wyborów dotyczy prostych sytuacji: czy okażę komuś szacunek, czy ustąpię miejsca, czy będę życzliwy.

„Młodzi nie są mniej wrażliwi – są bardziej zagubieni”

Tomasz Sypniewski: Czy dostrzega Pan zmiany w kolejnych pokoleniach uczniów?

Andrzej Wołosewicz:
Tak, i to bardzo wyraźne. Odwołam się do własnych doświadczeń – pracowałem kiedyś jako wychowawca w internacie szkoły budowlanej, sam też byłem wychowankiem internatu.

Młodzież sprzed lat miała – powiedziałbym – mocniejszy kręgosłup aksjologiczny. Dziś młodzi nie są mniej wrażliwi, ale są bardziej zagubieni.

Dużą rolę odgrywa tu środowisko, w którym funkcjonują – także to cyfrowe. Jeśli rodzice nie interesują się tym, czym żyje ich dziecko w tej przestrzeni, trudno mówić o pełnym wychowaniu.

Dlatego tak ważne jest, aby młodym ludziom „podać rękę” – pomóc im odnaleźć się w świecie wartości.

Wychowanie do wspólnoty zaczyna się w szkole

Tomasz Sypniewski: Jaką rolę odgrywa w tym procesie szkoła?

Andrzej Wołosewicz:
Szkoła jest miejscem, gdzie młody człowiek uczy się życia we wspólnocie. I tu pojawia się zasadnicze pytanie: na jakich wartościach ta wspólnota ma się opierać?

Te wartości są w gruncie rzeczy wspólne dla wszystkich – nie kradnij, nie zabijaj, nie kłam. To fundament.

Wychowanie do wartości nie jest więc dodatkiem do edukacji – jest jej istotą.

Etyka jako przedmiot formacyjny

Tomasz Sypniewski: Czy etyka powinna być przede wszystkim przedmiotem praktycznym?

Andrzej Wołosewicz:
Zdecydowanie tak. Etyka powinna być przedmiotem formacyjnym, a nie tylko historią filozofii.

Najważniejsze jest to, jak dotrzeć do młodego człowieka i pomóc mu rozwijać wrażliwość moralną. To proces podobny do wychowania w rodzinie – często pokazujemy, że pewnych rzeczy po prostu się nie robi.

Kiedy pytam ucznia przyłapanego na oszustwie, czy chciałby być oszukiwany, odpowiedź zawsze jest przecząca. To pokazuje, że fundament moralny w młodych ludziach istnieje – trzeba go rozwijać.

Obowiązkowa religia i etyka – uporządkowanie systemu

Tomasz Sypniewski: Poparł Pan projekt ustawy dotyczący obowiązkowej religii i etyki – określany przez jego autorów jako „TAK dla religii i etyki w szkole”. Dlaczego?

Andrzej Wołosewicz:
Poparłem ten projekt z prostego powodu – ponieważ uważam, że wychowanie do wartości jest konieczne.

Z mojego wieloletniego doświadczenia wynika, że ani religia, ani etyka nie stanowią zagrożenia dla uczniów. Pracowałem z wieloma nauczycielami – nie spotkałem się z sytuacją, w której ktoś byłby krzywdzony przez tego typu zajęcia.

Natomiast obecny system jest niespójny. Możliwość dowolnego rezygnowania z zajęć w trakcie roku zaburza proces wychowawczy.

Jeśli uznajemy, że wartości są ważne, to powinniśmy zapewnić im stabilne miejsce w systemie edukacji.

Podkreślę: jeszcze nikt nikogo nie skrzywdził, ucząc go dobra.

„Nie pytanie czy, ale jak”

Tomasz Sypniewski: Co należałoby zmienić, aby nauczanie etyki i religii lepiej służyło uczniom?

Andrzej Wołosewicz:
Najważniejsze pytanie brzmi nie „czy”, ale „jak”.

Zgadzam się, że uczniowie są przeciążeni. Dlatego trzeba odchudzić programy nauczania – ale nie kosztem wychowania do wartości.

Można racjonalnie uporządkować treści w innych przedmiotach, aby zrobić przestrzeń dla tego, co naprawdę ważne.

„Chcemy mieć wokół siebie ludzi lepszych”

Tomasz Sypniewski: Czego życzyłby Pan polskiej szkole?

Andrzej Wołosewicz:
Życzyłbym, abyśmy potrafili spokojnie i odpowiedzialnie uczyć młodych ludzi wartości – niezależnie od nazwy przedmiotu.

Nie chodzi tu o spór ideologiczny, ale o dobro wspólne.

Czy chcemy żyć w społeczeństwie ludzi uczciwych, wrażliwych, odpowiedzialnych? Jeśli tak, to musimy ich tego uczyć.

To jest nasza wspólna odpowiedzialność.

Nota o rozmówcy

Andrzej Wołosewicz (ur. 1958) – filozof, poeta, krytyk literacki, nauczyciel i wychowawca. Od 2005 r. członek Związku Literatów Polskich. Współautor podręczników do etyki w szkole podstawowej. Nauczyciel etyki i filozofii w IX Liceum Ogólnokształcącym im. Klementyny Hoffmanowej w Warszawie. Autor tomików poezji. Wieloletni doradca metodyczny w zakresie filozofii i etyki w Warszawskim Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń. W zawodzie nauczyciela od 40 lat.

 KSD dziękuje Stowarzyszeniu Katechetów Świeckich za przeprowadzenie i udostępnienie tak ważnej dzisiaj rozmowy !

fot. Tomasz Sypniewski

Warszawa, 15.04.2026T.Sypniewski fot.1

 

 

                 ++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++ 

WIELKANOCNIE Z MEKSYKU 2026 - ALLELUJA !

ALLELUJA ! Z MEKSYKU Katolickie Słowo Dziennikarki !

red. MIRELA WARSZ 

Stare powiedzenie mówi: „Wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma”. A może jednak czasem dobrze jest wychylić nos i zobaczyć na własne oczy jak naprawdę wygląda rzeczywistość? Niedawno miałam przyjemność zrealizować jedno z największych marzeń - odwiedzić i poznać Meksyk, o którym krążą różne opowieści, mity i legendy, zwłaszcza w kwestiach wiary. 

Dotychczas świat meksykański znany był mi głównie z telenowel latynoskich,które są moją pasją od ponad 27 lat. To wtedy zaczęła się moja podróż, gdzieś między odcinkami „Esmeraldy”, kiedy jako dziecko zakochałam się w świecie telenowel. Od tamtej pory chciałam osobiście poznać Matkę Bożą z Guadalupe, którą Meksykanie tak kochają i czczą. Wiedziałam o tym, ale gdy zobaczyłam na własne oczy jak bardzo wiara jest dla Meksykan ważna i to nie jakaś przerysowana, ale realnie w czasie Mszy, gdzie dookoła było wiele innych atrakcji do wyboru, a jednak w niedzielny wieczór kościół był pełen ludzi. W innym mieście, usłyszałam „Barkę” w języku hiszpańskim. Widziałam wiele pomników Jana Pawła II. Meksykanie mówią, że bardzo Go kochają. Widziałam ołtarzyki ze stacjami Drogi Krzyżowej przed każdym domem, na każdej ulicy, w całym miasteczku. Z kościoła wyruszyło kilka mniejszych procesji i każda udała się na daną ulicę, by ostatecznie złączyć się w jedną i dotrzeć do innego kościoła w tym miasteczku. 

Widziałam we wszystkich restauracjach, które odwiedziłam ołtarzyki i krzyże na ścianach. Pomyślałam nawet, że może kościoły zostały przerobione na tego typu miejsca? W Irlandii się z takimś czymś zetknęłam, czemu więc nie tu? Ależ nie! Mówili: Właściciele restauracji są bardzo wierzący! Nie było miejsc publicznych, gdzie nie było wizerunku Matki Bożej z Guadalupe. Nawet w supermarketach, na targach i przy wejściu do toalet [!]. Nikomu absolutnie to nie przeszkadza. Jasne, że praktyka wiary wynika z kultury i tradycji. Zdziwiło mnie, że nigdy nie słyszeli o Pięciu przykazaniach kościelnych, o poście w piątki i itp. To różnicę tradycji religijnych, wewnętrzne zasady Kościołów.

Mój wyjazd do Meksyku nie był stricte parafialną pielgrzymką. Jeździliśmy i zwiedziliśmy ten kraj i pod względem kulturowym, i archeloogicznym, i światopoglądowym, a ja dodatkowo jeszcze pod kątem moich pasji, religii i wiary. Oczywiście! Ktoś powie: a co z kultem śmierci, świętem zmarłych itp.? Animowany film Disneya „Coco” bardzo dobrze to odzwierciedla. Gdyby jednak porównać i odnieść to do naszych tradycji – i to jest to co nas łączy – ostatecznie można dojść do wniosku, że pamięć i modlitwa za zmarłych tak samo dla Meksykanów jak i dla nas jest ważna i potrzebna, a sama zaś śmierć jako przypomnienie, że nadejdzie, jest przejściem do miejsca, do którego każdy z nas zmierza. Warto skupiać się na tym co nas łączy, a nie na tym co nas dzieli. Po tej przygodzie jeszcze bardziej Meksyk stał się mi bliższy i zainspirował mnie do tego, aby tam wrócić. 

   Radość i duma z  wiary, okazywanie jej nie tylko od święta, ale na codzień, to jest to czego Meksykanom po prostu zazdroszczę.

/ZDJĘCIA: red Mirela Warsz@. /

/korepsondencja Wielkanocna z Meksyku, kwiecień 2026/MEKSYK 1MEKSYK 2MEKSYK 4MEKSYK 5MEKSYK 6 

 

__________________________________________________________________________________

 

Ps 101:7 – „Kto mówi kłamstwa, nie będzie mieszkał w moim domu”

Przysłów 6:16-19
„Sześć rzeczy ma Pan w nienawiści, a nawet siedem Mu obrzydłych: […] język kłamliwy, […] fałszywy świadek, który szerzy kłamstwa.”

Ef 4:25 – „Odrzuciwszy kłamstwo, niech każdy z was mówi prawdę bliźniemu swemu”

IMG 5019

Minister Żurek , ponad dwadzieścia nieruchomości o wartości około ośmiu dużych banieczek. Zazdrościcie „zakute łby” ? Nie każdy przecież tak pięknie chroni swoje dzieci i jeszcze potrafi w biznes, prawda ? Póki co nikt nie sprawdził w jaki sposób zgromadził taki majątek. Tu na marginesie przypomina mi się własna historia jaką przed laty. Podczas pobytu stypendialnego z Berlinie Zachodnim (tak, tak było coś takiego jak Berlin Zachodni) kupiłem sobie za 500 DM swój pierwszy samochód = używany kilkunastoletni VW „Garbus”. Pieniądze jak na niemieckie warunki były, w zasadzie, niewielkie na polskie zaś dość duże. Szybko po zakupie i zarejestrowaniu auta „zgłosił się” do mnie urząd skarbowy. Skąd pieniądze na samochód, jak zostały zarobione, itd., itp ? Sprawa została wyjaśniona i zamknięta. Piszę o tym dlatego, że podobnej aktywności nie dostrzegam (nie dostrzegłem) w odniesieniu do wspomnianego szefa polskiego wymiaru sprawiedliwości, a pieniądze jakie obaj wydaliśmy na swoje zachcianki są nieporównywalne, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę odstęp czasowy między tymi zdarzeniami i różnicę w zajmowanych stanowiskach. To tak na rozgrzewkę i przepraszam za „prywatę”, będzie jej jeszcze trochę. 

Teraz znowu trochę o motoryzacji. O tym co tę motoryzację napędza i polityce. „Teraz to benzyna może być k….a nawet po siedem złotych…” (sorki, cytaty w tekście są zgodne z rzeczywistością , proszę nie mieć mi tego za złe),  „…a gdyby pan był premierem to po ile byłaby benzyna, ja powiedziałem po 5.19…”, „…nie dopuszczę do tego, żeby ktokolwiek  zarobił na tej sytuacji krytycznej. My nie mamy wpływu na ceny paliw na świecie, z cała pewnością  inny Donald ma realny wpływ na to co się dzieje z paliwami…”, tyle cytatów z „króla Europy” o cenach paliw w sekwencji chronologicznej dostosowanej do aktualnych potrzeb intelektualnych elitarnego klubu i europejskiego elektoratu. Każdy kto potrafi docenić zdolności profetyczne tego „małego nic niemogącego Donalda” musi teraz powiedzieć, jest tak jak chciał. Geniusz po prostu ! Ba jest nawet dużo lepiej „diesel” prawie osiem złotych. Wreszcie mamy spełnioną z nadwyżką obietnicę przedwyborczą, udało się ! Cieszcie się frajerzy waleni w …, a w ogóle to za PiS/u było o wiele gorzej, kradli a ludzi nie było stać na cokolwiek. Nie ma tu jakiegokolwiek znaczenia, że wtedy baryłka ropy była sporo droższa. Nic to, że dolar był o wiele silniejszy niż dzisiaj, nic to że za granicą właśnie wybuchła wojna, a kraj był sparaliżowany przez C-19. Nic to że sprzedawane teraz paliwo kupowano po bardzo niskich cenach, a to drogie „wojenne” nadejdzie (!?) dopiero za kilka tygodni, wtedy dopiero będziemy się pławić w dobrobycie. To wszystko  nie ma i nie miało jakiegokolwiek znaczenia, bo teraz byczo jest – ratuj się kto może, a wy płaczcie i płaćcie na nieudaczników demolujących (w imię jakichś europejskich urojeń i czyichś zleceń) systematyczne Polskę. W końcu ktoś musi tę lukę budżetową wygenerowaną przez nieudolnych przecież poprzedników czymś zasypać. Gdyby finansami i sprawiedliwością w latach poprzednich zajmowali się fachowo tak fachowo jak dzisiaj Domański i Żurek (można też jeszcze wziąć tego co to kilkanaście mieszkań z państwowej czy samorządowej pensji sobie kupił - wybitny fachowiec przecież od mnożenia majątku) nie byłoby tych problemów. Na dodatek Ksiądz Olszewski, „Ojciec Dyrektor” z Torunia co to „Maybachem” jeździ i Ziobryści kradli na potęgę. Bezkarni „Katole” i reszta do paki, my uregulujemy finanse państwa że hohoho ! Wszyscy będziemy żyli w dobrobycie jakiego Polacy nigdy nie doświadczyli, prawda ? Będzie druga „zielona wyspa”, tylko już nie będzie gdzie jechać za pracą, bo nie będzie za co a i intratne stanowiska pracy przy zbiorze szparagów za Odrą będą zajęte przez wykwalifikowanych inżynierów i filozofów z Maghrebu. 

Proszę zwrócić uwagę na słowo „będziemy”, to klucz do narracji Tuska, „Sprawa jest skomplikowana, zajmę się tym w poniedziałek o 15.05 na konferencji prasowej”. Po czym, zgodnie z zaplanowaną i powtarzalną sekwencją zdarzeń, czekamy aż „sprawa” sama się „rozwiąże” (albo i nie) i pójdzie sobie „skorym szagom” w zapomnienie. W tzw. międzyczasie pan premier pojedzie na narty, będzie haratał w gałę ( „haratał” bo grać nie umie widziałem – piszę to jako były piłkarz mazowieckich klas niższych) albo zajmie się nakręcaniem „rolek” dla kretynów, a ci szybciorkiem zapomną o co tak naprawdę biega. I o to właśnie chodzi w tej grze, bo „cóż szkodzi obiecać”, prawda ? 

Teraz raz jeszcze krótko o „der SAFE” (czy może „die”, ewentualnie „das” – językoznawcy się jeszcze się nie wypowiedzieli). Właśnie, kilka dni temu, Pan Prezydent zawetował. Demokraci w amoku, wyją, wrzeszczą. Dostali czkawki i rozwolnienia (po niemiecku „Durchfall”, celowo nie używam słowa „sraczka”). I znowu jak poprzednio napiszę, nie ma obelgi, bluzgu, kłamstwa, które nie byłyby wyrzygane na głowę Państwa Polskiego. W chamstwie na wyprzódki ścigają się ci, którzy nie tak dawno sami pluli na polski mundur, polskiego żołnierza, kwestionowali sens budowy silnej armii, WOT i zapory na granicy Polski z Białorusią, obrażali rzeczniczkę Straży Granicznej. „Zdrajca”, „wetomat”, „zdrada stanu”. Odniesienia do „snusów”, „ustawek”, „ruskiej agentury”. „Idziemy po ciebie” bełkocze samorządowa idiotka, której się wydaje, że mówi w „imieniu Polaków”. Inna słaba na umyśle ale za to pełna europejskiej nienawiści i zła szuka „snajpera”. Wykreowany przez (chciałoby się wierzyć) nieudolnych gamoni przemysł pogardy prowadzący prostą drogą do dramatu w Smoleńsku chcą powtórzyć. Prokuratura i policja, niebywale aktywne w obronie tęczowych barw Owsiaka i innych „niepokornych” nie reagują. Po co bronić Prezydenta, a w ostatecznym efekcie Polski ? Ściek, kanalizowany medialnie, to mało powiedziane. Dziwne ale, gdy pojawiły się informacje o tym, że Tusk & friends (lepiej byłoby jednak „Freunden”) chcieli bronić Polski od Wisły na zachód nie było takiego wrzasku, no ale „…uj tam z tą Polską wschodnią…” (znowu cytat wzięty z rzeczywistości europejskiej) nie mylę się przecież ? Nie słychać było chamowatego Motyki, inteligentnego inaczej vce/premiera, czerwonego Wołodii co to „tiepier Marszałom jest” i różnych innych pseudoeuroepejskich półproduktów. Wtedy była cisza lub powiedzmy inaczej „tiszina” bo przecież właśnie „…uj tam…” i kogo, w końcu, obchodzi los mieszkańców Przemyśla, Lubaczowa czy może Suwałk i Gołdapi, nikt nikomu nie kazał mieszkać na wschodzie Polski. Na marginesie funkcjonowania w polskim życiu społecznym wyżej wymienionych przedstawicieli lewicy wypada zauważyć, że to niekwestionowany skutek „mazowieckiej grubej kreski”. Przedstawiciele i spadkobiercy nierozliczonych ze swych zbrodni komunistycznych morderców otrzymali wbrew logice i elementarnej uczciwości legitymację do zabierania głosu w „polskich sprawach” Teraz chcą czcić „ofiary wyklętych” i likwidować ulice nazwane ich imionami. O ofiarach komuny czerwone dziecięta nie pamiętają i nie chcą pamiętać. Wszystko to tworzy to stan potężnego zagrożenia dla suwerenności Polski i pokoju społecznego.  Wróćmy jednak na krótko do kwestii SAFE. Żebyśmy nie czuli się gorzej w interesującej Nas kwestii głos zabrali też „dyplomaci”. Ściśle mówiąc byli szefowie polskich ambasad. 11 marca tego roku „Konferencja Ambasadorów RP”, w której skład wchodzi trzydziestu jeden byłych dyplomatów stwierdziła jeszcze przed prezydenckim vetem, że „…SAFE nie jest więc w żadnym wypadku antyamerykański, wręcz przeciwnie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom Stanów Zjednoczonych przejęcia przez Europę większej odpowiedzialności za jej bezpieczeństwo. W świetle przytłaczających, racjonalnych argumentów na rzecz skorzystania przez Polskę z programu SAFE, wykonywany przez funkcjonariuszy PiS, Prezydenta RP i urzędników jego Kancelarii  taniec świętego Wita, mający wyrażać sprzeciw wobec przyjęcia tego programu jest niezrozumiały i wręcz przerażający. …Odmowa podpisania przez Prezydenta RP programu SAFE z jednoczesnym forsowaniem przygotowanego wespół z Prezesem NBP projektu finansowania programu z wykorzystaniem rezerw Banku Narodowego bez zagwarantowania konkretnych środków finansowych musi być uznane za  narażanie na szwank bezpieczeństwo Polski…. Podstawowym bowiem motywem jest niedopuszczenie do mocniejszego powiązania Polski z Unią Europejską i dążenie do osłabienia tempa reformy Unii w najważniejszym – wobec trwającej w Ukrainie wojny ….Podobnie rzecz się ma z wybrzydzaniem na zasadę warunkowości, która odnosi się do wypłaty środków z programu SAFE podobnie jak z każdych innych funduszy unijnych – wystarczy więc po prostu przestrzegać prawa, a zwłaszcza nie trwonić środków i nie kraść….”. Dlaczego zatrzymałem się dłużej przy „Ekscelencjach” ? Otóż z kilkoma (siedmioma) miałem „przyjemność” służbową. Z trzema studiowałem i kolegowałem (czas przeszły), a spora grupa tych ludzi to tajni współpracownicy MSW z czasów komuny (patrz wyżej uwagi na temat komunistów w polskim życiu społecznym). I znowu cofnijmy się w czasie, będę opowiadał o szczególnym przypadku charakteryzującym postawę, odwagę i morale omawianej wyżej grupy. Jest 2006 rysuje się potrzeba rozszerzenia bazy rządu Marcinkiewicza. Do gabinetu mają dołączyć Giertych i Andrzej Lepper wraz ze swoimi dzielnymi „bojcami”. Otrzymuję pytanie czy spotkam się z … (jednym z wymienionych wyżej trzech kolegów – byłych). Oczywiście tak, przychodzi gadamy dobre kilkadziesiąt minut, tematy przeróżne. Pod koniec rozmowy kolega melduje, że jeżeli wspomniany (i znienawidzony wtedy przez Europejczyków) mecenas wejdzie do rządu to on ważny urzędnik resortu spraw zagranicznych poda się natychmiast do dymisji z pełnionego stanowiska. Potem okazało się, że rzeczywiście „się podał”. Problem polegał na tym, że był w tym czasie zatrudniony w „gmachu” na trzech wysokich równoważnych etatach. Ot odwaga i niezłomność niebywała, taka bardzo europejska i kalkulująca zyski i straty podobna do tej Waldemara Żurka. Z pisma „Konferencji Ambasadorów…” widać, że wszyscy z nich są nadal tak samo pragmatyczni i dbający o swój prywatny interes. O tym co było potem ze mną nie będę pisał bo to nieistotne.

Teraz jeszcze króciutko o historii. Otóż po szczegółowych badaniach archiwów kurii krakowskiej legła w gruzach narracja o Janie Pawle II, który miał, według gazet redakcji tv i gazet „głównego ścieku” systemowo kryć kościelnych pedofilów. Nikt za kłamstwa i manipulacje nawet nie próbował przeprosić, a „dziennikarze” biorący udział w tym draństwie (chciałoby się użyć innego słowa) nawet przez sekundę nie pomyśleli, idę o zakład, że tak właśnie było, że mogą tak pięknie łgać właśnie dzięki temu, że Jan Paweł II był i był uosobieniem prawdy. Ważne było, by zniszczyć autorytet potrzebny Polsce i Polakom. A tu ni z tego ni z owego „zonk !”. Nic z telewizyjnej narracji o „Franciszkańskiej” się nie utrzymało. Zresztą i tak nikt kto ma odrobinę oleju w głowie nie mógł w „to” uwierzyć. Podobnie zresztą jak w lansowaną bezustannie w Niemczech tezę o czynnym „polskim współsprawstwie”, to temat na odrębny tekst, w Holocauście. Ostatnio miało to miejsce na początku marca tego roku. 

I kończąc już, by Państwa do końca nie zanudzić. Zwróćcie proszę uwagę na to, że wspólną nicią wiążącą tematy, które pozwoliłem sobie dziś Państwu przedstawić jest KŁAMSTWO podniesione do rangi prawdy. Zmiana rozumienia pojęć, białe jest czarne, a czarne jest białe. Metody żywce wzięte z totalitarnych podręczników propagandy Berlina i Moskwy w latach trzydziestych. Zastanówmy się razem czemu (i komu) ma to ciągłe mijanie się z prawdą ma służyć, czy Polska rządzona przez ludzi, którzy koło prawdy nie stali nawet przez sekundę ma szansę w tych warunkach geopolitycznych przetrwać ? I na końcu jak zapobiec tragedii ?   

Piotr Łysakowski

w drodze, 19.03.2025

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++ 

5 MARCA 1940 - ROZKAZ STALINA DLA MORDU POLSKICH OFICEROW I ZSYLEK ICH RODZIN

5 marca 1940 r. - rozkaz podpisany przez Stalina ! pamiętajmy !!!!

Dnia 5 marca 1940 roku zapadła jedna z najtragiczniejszych decyzji w XX wiecznej historii Polski.
 
Tego dnia Biuro Polityczne KC WKP(b) zdecydowało o rozstrzelaniu polskich jeńców wojennych przebywających w sowieckich obozach w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie oraz polskich więźniów przetrzymywanych przez NKWD na obszarze przedwojennych wschodnich województw Rzeczypospolitej. W wyniku tej decyzji zamordowano strzałem w tył głowy około 22 tys. obywateli polskich.
Polscy żołnierze trafili do sowieckiej niewoli po 17 września 1939 roku, kiedy w myśl porozumienia hitlerowskich Niemiec i ZSRR (pakt Ribbentrop – Mołotow) Armia Czerwona, wspierając Niemców wkroczyła do wschodnich województw Rzeczypospolitej.
Działanie wschodniego sąsiada było całkowitym zaskoczeniem dla cofających się pod naporem Wermachtu polskich oddziałów, które w przeważającym stopniu nie znały prawdziwych zamiarów Rosjan. W wielu przypadkach sądzono nawet, że oddziały Armii Czerwonej przekroczyły wschodnią granicę Rzeczpospolitej, aby walczyć z Niemcami. Wobec ogromnego chaosu informacyjnego bardzo często zdarzało się, że polscy żołnierze oddawali się w ręce czerwonoarmistów nie podejmując żadnej walki.
W konsekwencji w krótkim okresie do sowieckiej niewoli dostało się wielu polskich żołnierzy, w tym spora część oficerów najwyższego szczebla (w tym między innymi: 295 generałów, pułkowników i podpułkowników; 2080 majorów i kapitanów; 6049 poruczników, podporuczników i chorążych; 1039 oficerów i podoficerów policji, straży granicznej i żandarmerii). Następnie wbrew konwencjom międzynarodowym przekazano ich w ręce NKWD, które umieściło polskich jeńców w obozach w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie.
Od samego początku znaczna ilość polskich oficerów przebywających w niewoli stanowiła spory problem dla władz ZSRR, których Ławrientij Beria scharakteryzował, jako ludzi: zdeklarowanych i nie rokujących nadziei poprawy wrogów władzy sowieckiej. W związku z tym 2 marca 1940 roku szef NKWD Beria wystosował specjalną, ściśle tajną rezolucję do Politbiura, w której zalecał: zastosowanie wobec nich najwyższego wymiaru kary – rozstrzelanie.
Dnia 5 marca zapadła ostateczna decyzja w sprawie polskich jeńców, których w okresie od 3 kwietnia do 12 maja 1940 roku rozstrzelano w lesie katyńskim. Pod dokumentem zatwierdzającym zbrodnie, prócz Ławrientija Berii podpisali się: Józef Stalin, Kliment Woroszyłow, Wiaczesław Mołotow, Anastas Mikojan, Michaił Kalinin oraz Łazar Kaganowicz.
***

Czytaj więcej: 5 MARCA 1940 - ROZKAZ STALINA DLA MORDU POLSKICH OFICEROW I ZSYLEK ICH RODZIN

"Św. Kazimierz wzorem dla św. Jozafata Kuncewicza " - nowy tekst o św. Jozafacie autorstwa red. Renaty Kopeć

znaczek Litwa św Jozafat

“Bliskość świętych rodzi świętych”* 

Św. Kazimierz wzorem dla św. Jozafata Kuncewicza 

czyli

Jak się dorobić świętości ?

 

Wilno, miasto o niezwykłej historii i duchowym dziedzictwie od wieków pozostaje domem świętych. To tutaj żyli i modlili się: św. męczennicy wileńscy: Antoni, Jan, Eustachy, św. Kazimierz, św. Jozafat Kuncewicz, św. Andrzej Bobola, św. Faustyna Kowalska, bł. ks. Michał Sopoćko.

 

Trzeba oddać hołd miastu, które było ich domem, które do dziś pielęgnuje pamięć o swojej wielkiej duchowej tradycji. Szczególnym wyrazem tej pamięci jest coroczne święto patrona miasta – świętego królewicza Kazimierza Jagiellończyka. Dziękuję Wilnu za wierność swojemu patronowi, św. Kazimierzowi za to, że z dumą oddaje mu należną cześć.

 

Wyrazy wdzięczności kieruję również za godne uczczenie rocznicy męczeńskiej śmierci patrona Litwy i Polski, św. Jozafata Kuncewicza. Ogłoszenie roku 2023 rokiem św. Jozafata, wydanie pamiątkowego znaczka przez pocztę litewską oraz piękna wystawa zorganizowana przez Muzeum Dziedzictwa Sakralnego w Wilnie są świadectwem żywej pamięci i szacunku wobec dziedzictwa wiary.

 

Bliskość świętych rodzi świętych (1)

 

Świętość Kazimierza królewicza, Wielkiego Kanclerza Litwy, który zmarł w ramionach ojca - króla Kazimierza IV Jagiellończyka w Grodnie, w 1484 r. w wieku zaledwie 26 lat, na gruźlicę (2), zrodziła kolejnego: św. Jozafata.

Jozafat, wówczas czternastoletni Jan Kuńczyc przybył do Wilna z Włodzimierza Wołyńskiego, oddalonego od Wilna dzisiaj o ok 550 km. około 1595 r. Został wysłany przez rodziców na naukę kupiectwa do wileńskiego domu handlowego kupca Jacka Popowicza (3). Terminował u niego 10 lat. Tyle wynosił wówczas koszt za naukę zawodu wraz z utrzymaniem opłacanym pracą. W każdym razie Jan był w Wilnie, gdy doszło do wydarzenia niespotykanego.

18 sierpnia 1602 r. otwarto trumnę św. Kazimierza, od którego śmierci minęło 112 lat. Oczom świadków ukazało się nie zepsute ciało pomimo, że cegły grobowca były przegniłe. Znaleziono także leżący w trumnie u wezgłowia królewicza hymn “Omni die dic Marie" (każdego dnia chwal Maryję), własnoręcznie przepisany przez św. Kazimierza. Wówczas sądzono, że to on jest autorem tekstu (4).

Na pewno wiele się mówiło o tym na mieście, a co dopiero, wyobrazmy sobie, w handlu. W tym zawodzie spotyka się ludzi wszystkich stanów, a przez uszy pracowników przechodzą informacje z wielu różnych źródeł. Jak to się odbiło na młodzianie dotkniętym iskrą bożą już we wczesnych latach dziecięcych? 

 

Jan, przyszły Jozafat zapewne odwiedzał miejsce, które było nadal ziemskim domem jego ciała - katedrę w Wilnie. Zdumiewał się cudem nietkniętego rozkładem ciała św. Kazimierza. Zastanawiał się, jak w codziennym życiu osoba tak wysokiego stanu zrealizowała wezwanie z pisma świętego “Bądźcie świętymi bo i Ja Jestem Święty” (1 P 1, 14-16). Czy ktokolwiek wtedy mógł przypuszczać, że Bóg zatrzyma czas, aby nie dotknął zepsuciem również ciała Jozafata?

Jest niemal pewne, że Jan - Jozafat, poznając życie młodego królewicza, rozmyślając o nim, obrał go sobie za patrona i wzór. Do zakonu bazyliańskiego przy kościele św Trójcy wstąpił akurat w roku kanonizacji królewicza Kazimierza w 1604 r. (5). Było to wielkie wydarzenie, w kraju i za granicą, uświetnione na wiele sposobów, bowiem na ołtarze zostawał wyniesiony święty z panującej w Polsce dynastii, krewny króla Zygmunta III Wazy (6).

 

Jozafat wstępuje w ślady św. Kazimierza 

 

Zestawiając biografie Kazimierza i Jozafata  rzucają się w oczy wspólne dla obu charakterystyczne cechy ich świętości. Są to szukanie Boga przez modlitwę - często w nocy przed zamkniętymi drzwiami świątyni - oddanie się w opiekę Matce Bożej, asceza, miłosierdzie dla ubogich, pilność w nauce i wykonywaniu obowiązków, miłość do Kościoła i Ojczyzny: małej i dużej.

 

Źródła podają, że młody królewicz od lat wczesnych szukał bliskości z Bogiem poprzez modlitwę. Natomiast świadkowie w procesie beatyfikacyjnym zauważali, że Jan - Jozafat przebywając na nauce kupiectwa, każdą wolną chwilę wykorzystywał na modlitwę, czytania pisma świętego i traktatów religijnych. Ówcześni otwierając trumnę św Kazimierza, oprócz nietkniętego zepsuciem ciała znaleźli hymn wysławiający NMP oraz oddający się jej w opiekę.

Ten rys maryjny w życiu św Jozafata stał się bardzo ważny. Świadkowie w procesie beatyfikacyjnym opowiadali, że Jozafat, jako mnich często modlił się nocą, gdy kościoły były już zamknięte, przed wejściem do świątyni, na której był namalowany na zewnętrznych odrzwiach wizerunek NMP z Dzieciątkiem (7). Tak samo modlił się nocami św. Kazimierz, pragnąc być sam na sam z Bogiem (8). Św. Jozafat zapoczątkował także kult NMP w Żyrowicach, miejscu objawienia się słynnego obrazu Matki Bożej z Dzieciątkiem (9), dziś Częstochowie Białorusi. 

 

Za modlitwą poszła asceza. Czytając życiorys św Kazimierza dowiadujemy się, że nosił włosiennicę. I na Jozafacie odkryto włosiennicę, gdy zdarto z niego odzież podczas jego męczeńskiej śmierci, dokonując na nim linczu. Także umartwianie się i posty były ich udziałem. 

 

Uderzającym podobieństwem jest wybór życia całkowicie poświęconego Bogu. Św. Kazimierz zrezygnował z małżeństwa i pragnął żyć w czystości, choć w chwili śmierci miał już 26 lat – na ówczesne czasy był to wiek w pełni odpowiedni do zawarcia związku małżeńskiego. Odrzucił propozycję małżeństwa oraz złożył śluby czystości w 1471 r. przed cudownym obrazem Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie (10).

 

Tożsame wydarzenie odnajdujemy w życiu św. Jozafata.  Z czasem dostrzeżono wyjątkowość charakteru Jana - Jozafata podczas wykonywania “stażu“ w domu Popowicza. Zaproponowano mu małżeństwo z córką właściciela oraz przekazanie w jego ręce całego handlu. Oznaczało to dostatnią przyszłość, karierę i uznanie społeczne. To spełnienie marzeń wielu młodych ludzi oraz ich rodziców. On jednak udzielił zdecydowanej odpowiedzi odmownej. Po dziesięciu latach praktyki kupieckiej, postanowił całkowicie poświęcić się Bogu i wstąpił do zakonu jako mnich unicki (11).

 

Jozafat w zakonie 

 

Przyjął habit bazyliański z rąk metropolity unickiego Hipacego Pocieja, jednego z sygnatariuszy unii brzeskiej. Wielkie było zdziwienie znajomych, ponieważ zakon bazylianów był bardzo podupadły, ubogi i zaniedbany, praktycznie bez możliwości rozwoju (12). 

 

Poprzez gorliwość w pełnieniu służby bożej, szczerego umiłowania Boga, co pokazywało się w nim całym oraz charakter pełen pokoju i życzliwości, ten ostatni z ostatnich zakon wileński zaczął rosnąć w powołania. Za powołaniami pokazał się wzrost materialny. 

Taki opis jego sposobu bycia i podejścia do obowiązków znajdujemy w relacji Welamina Rutckiego: “To było u niego nadzwyczajne i godne podziwu: kiedy kto sposobny jest do jednego, to zwyczajnie nie jest do innych rzeczy, bo nie wszyscy wszystko możemy. A ten podziwu godny Mąż Boży sposobny był do wszystkiego. Jeśli wyglądało, że z usposobienia do czegoś jest niesposobny, łaską Bożą stawał się sposobny. Był człowiekiem myśli i modlitwy, miłośnikiem ksiąg, celi klasztornej i samotności, lecz nikt jak on nie umiał rozmawiać z ludźmi, jakby do tego właśnie się urodził i do tego był od Boga przeznaczony. Wszyscy przychodzili do niego i nikt nie odszedł bez pociechy. Katolicy i prawosławni, heretycy i wszyscy inni szanowali u niego tę iskrę Bożą. Mówca na kazalnicy, śpiewak w chórze, wszystko czynił z upodobaniem i miłością, czy to kazał, czy czytał, czy śpiewał. Doprawdy, nie spotkałem innego człowieka, w którym to wszystko byłoby razem zebrane” (13).

Cechą łączącą obu świętych jest skromność oraz specyficzne pokorne podejście do pełnionej funkcji. Św. Kazimierza chociaż był synem królewskim, używał splendoru królewskiego tylko w interesie korony, państwa jako instytucji, nie zaś dla siebie jako osoby. 

Tę skromność odnajdujemy również w życiu Jozafata pełniącego obowiązki biskupa, a potem arcybiskupa. Zawsze używał dla siebie bardzo skromnych środków, jeśli chodzi o odzież, żywność, podróż. Otaczający go dwór biskupi i zwierzchnicy, jak przyjaciel metropolita Welamin Rudzki krytykowali go za tę przesadną skromność. Lecz on się tłumaczył wówczas, że przecież występując jako kapłan i biskup używa jak najokazalszych środków (14). Obaj pełnili również czyny miłosierdzia wobec ubogich, wdów i sierot (15).

 

Gimnastyka umysłu i ducha

 

Uderza gorliwość w podejściu do nauki, która łączyła zarówno św. Kazimierza, jak i św. Jozafata. Obaj wykazywali niezwykłą wytrwałość, nie unikali wysiłku intelektualnego i korzystali ze wszystkich dostępnych sposobów kształcenia.

 

Ojciec, Kazimierz IV Jagiellończyk, zadbał, aby jego syn, również Kazimierz oraz pięciu jego braci mieli najlepszych nauczycieli. Wyznaczył do tego Jana Długosza i Kallimacha –  wymagających, ale pragnących przekazać młodym wszystko, co potrafili, wszystko, co było potrzebne, by ukształtować przyszłego króla wielkiego królestwa Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Nauka szła w parze z wychowaniem – kształtowano charakter, wyrabiano cnoty, męstwo, roztropność i zdolność udzielania dobrej rady (16).

 

Podobne zacięcie i determinację obserwujemy w życiu św. Jozafata Kuncewicza. Już jako dziecko, kończąc szkołę przycerkiewną we Włodzimierzu, znał na pamięć psałterz, zwany w języku cerkiewnym czasosłowem. Przez własne studia, rozmyślania i uważną lekturę Pisma Świętego doszedł do przekonania o prymacie władzy papieskiej, mimo że żył w świecie, który otwarcie agresywnie za sprawą reformacji Lutra, sprzeciwiał się władzy papieża. Między innymi za głoszenie nadrzędnej roli papieża, za uznanie go za głowę Kościoła i namiestnika Chrystusa na ziemi, poniósł męczeńską śmierć (17).

 

Kościół pozwalał Jozafatowi zachować ukochaną przez niego tradycję ruską. Jozafat cenił język cerkiewny, śpiewy, liturgię i obrządek wschodni. Ale pragnął on też jedności Kościoła i przezwyciężenia rozłamów. Jego biskupim zawołaniem były słowa modlitwy Chrystusowej z wieczernika “Ut unum sint” J 17:21-23. To właśnie z głębokiej miłości do swojej małej ojczyzny i tradycji wschodniej, nie wahał się udac po wiedzę do jezuitów. Mimo, że w jego środowisku byli postrzegani jako drapieżni papieżnicy. Jego nauczycielami byli wybitni przedstawiciele zakonu św. Ignacego Loyoli: Walenty Fabrycy i Grzegorz Gróżewski oraz specjalnie przysłany przez papieża dla edukacji kapłanów ruskich: Grek Piotr Arkadiusz (18).

 

Św. Jozafat odważnie sięgał po pomoc kościoła rzymskiego, pomimo zdecydowanej niechęci, jaką żywiło wobec niego jego własne środowisko. Dzięki temu stał się reformatorem zakonu bazyliańskiego i cerkwi unickiej, łącząc miłość do tradycji ruskiej z wizją jedności i odnowy Kościoła unickiego (19).

Patroni Polski i Litwy 

 

Zapomnieliśmy: my personalnie oraz jako naród, o tym, że św. Kazimierz to nie tylko odpust - kaziuki. To nie tylko piękne serca z piernika symbolizujące słodycz świętości. Św. Kazimierz to święty mężny i mocny, patron zakonu Kawalerów Maltańskich (20), soliter partie - obrońca ojczyzny (21), patron Polski i Litwy, patron unii brzeskiej (22). Święty, który został wysłany przez ojca po węgierską koronę i jako dwunastoletnie dziecko na progu młodości przeżył traumę wojny podczas nieudanej wyprawy zbrojnej (23). 

Święty, który przeżył zamach szykowany  na niego, na jego ojca i braci, za którym stała Moskwa. Święty, który dobrze rozumiał zagrożenie stamtąd płynące. Święty, przed narodzeniem którego o około 30 lat, doszła do skutku unia florencka. Unia ta zniosła schizmę między kościołem wschodnim i zachodnim lecz poprzez nieprzejednaną politykę Moskwy musiała zostać “Unią” na papierze.

,,Królewicz dobrze wiedział, jaką nienawiść ówczesna cerkiew prawosławna żywiła do katolicyzmu i do unii oraz z jaką zręcznością i perfidią okłamywała Rzym obietnicami pojednania, usypiając w ten sposób czujność katolickiego świata. Wyznanie zaś prawosławne książąt, poddanych litewskich, usiłowała wyzyskać dla celów politycznych i zaborczych. Toteż królewicz zdecydowanie był przeciwny zamiarom papieża obdarzenia cara Iwana III koroną 

królewską, by w ten sposób zachęcić go do przystąpienia do jedności kościelnej i w konsekwencji do ligi antytureckiej.

Do spisku, uknutego przez kniaziów: ruskich i litewskich poddanych, przeciwko królowi Kazimierzowi Jagiellończykowi i jego synom w 1481 r., tak czy inaczej była zamieszana i Moskwa. Spisek został wykryty i winni przykładnie ukarani, jednak ten zbrodniczy zamysł jeszcze bardziej zniechęcił królewicza Kazimierza do schizmatyckiej Moskwy i prawosławnych Rusinów.'' tak pisze o tym ks. Florian Niewierko (24).

 

Św. Kazimierz i św. Jozafat jako mężowie stanu

 

W tym kontekście należy zrewidować twierdzenia o św. Jozafacie jako o nie wyrobionym polityku, parweniuszu, który swoją nadgorliwością doprowadził do własnej śmierci. Poddać w wątpliwość teorie o neoficie, który całkowicie oddał się swojej “nowej” konfesji, w nowo powstałym wyznaniu grekokatolickim (25).

Należy tu raczej przyjąć, że Jozafat, podobnie jak św Kazimierz, będąc biskupem i arcybiskupem a także uczestnikiem obrad sejmowych, znając najnowszą wówczas historię Polski, Litwy i Kościoła.  Publicznie demaskował hipokryzję cerkwi, czy raczej uwikłanie cerkwi prawosławnej w politykę carów. W konsekwentnym działaniu na rzecz Kościoła Unickiego, w listach i rozmowach odsłaniał rzeczywiste zamiary Moskwy. Odróżniał i ukazywał deklarowane zamiary carów od ukrytych, a rzeczywistych zamiarów Moskwy. Jak dobry pasterz umiał rozpoznać wilki pokryte owczą skórą, czyhające na dobro Kościoła i Ojczyzny (26).

 

Pamięć narodu

 

Odsłania się kolejna analogia, podobieństwo w losach kultu i obecność w pamięci narodowej. To właśnie tego niezwykłego Polaka i Litwina, świętego Jagiellona dotknęła  reglamentacja pamięci. Po zaborach pamięć o nim wydzielana była jakby na talony. Kult został wyciszony, jego biografie nie mogły się ukazywać, w szkołach mówić o nim, kościołowi zakazywano przypominać. 

Doskonale obrazuje ten fakt fragment artykułu prof. Janusza Kosteckiego, o tym jak miał być św Kazimierz zapomniany, a gdyby do końca nie został, to jak miał istnieć w świadomości Polaków.

“...cenzura czuwała, by tego typu treści nie pojawiły się w opisach jego życia oraz późniejszego oddziaływania. Zakwestionowała więc w Żywocie ś. Kazimierza królewicza polskiego, wyjętym z Kronik Polskich następujące fragmenty:

“Kościelną jedność i ludzkich dusz zbawienie jako miłował, po tem było znać, iż na cerkwie syzmatyckie takie prawo u ojca wyprawił: Aby nowych żadnych nie budowano a starych nie poprawiano, żeby wcale ustały, a tak za ich zgubą, aby ruskie odszczepieństwo ustało; a ludzie się do jedności Kościoła katolickiego, zbawienie swoje pozyskując, udawali; wiedząc, iż okrom jedności kościelnej, zbawienia nikt dostąpić nie może. Ten przywilej w kapitule Wileńskiej chowają. Jako jego wykonaniu kacerstwa przeszkodziły, w pamięci jest naszej….

Także w 1518 r. swoim Polakom i Litwie w małej liczbie wojska będącym, sławne zwycięztwo zjednał nad Moskwą pod Połockiem, gdzie w białym ubiorze był widziany ś. Kazimierz, przeprawę przez Dźwinę rzekę i bród wojsku ukazujący, temi słowy: Tędy za mną idźcie. Toż samo i drugiego roku wzywany do wojska uczynił, gdy także wielkie hufy Moskwy, poważną modlitwą swoją w ręce drobnego Litewskiego wojska podał i takie im serce uczynił, iż w 2,000 na 60,000 Moskali puścić się śmieli i z pomocy bożej wygrali. 

Wiele innych cudownych dobrodziejstw z przyczyny tego ś. wychodziło, które król ojciec i bracia jego, którzy na królestwo następowali, uważając a Panu Bogu za takiego pomocnika domu i królestwa swego dziękując, posyłali posłów swoich do papieża te cuda oznajmując a o kanonizacyą prosząc, aby pomiędzy śś. poczytany był. 

A tem więcej modlitwie jego za nas dufajmy, iż jest krew nasza, domownik nasz, królestwa tego syn i miłośnik ludu swego królom naszym i panom, przez które nas Pan Bóg rządzi, powinnym jest we krwi; wielkiego o nie starania przed Najwyższym, u którego w łasce jest nie zaniecha; i teraz w te wojny z Moskwą, z ludźmi od Kościoła ś. odszczepionemi, będzie ku pewnej pomocy, jako to już pierwej czynił, aby katolickiego królestwa nie psując, sami się do jedności wiary nawrócili i wespół z nami jednem sercem chwalili Boga w Trójcy jedynego, którego panowanie i królestwo trwa na wieki wieków Amen.” (27).

 

O wielkiej niechęci do św Kazimierza przez rosyjskie państwo zaborcze świadczy ustawienie pomnika carycy Katarzyny, na wprost kaplicy św. Kazimierza. Z tej przyczyny przeniesiono nawet odpust ku czci Kazimierza na plac na Łukiszkach. (28). A z kościoła pw. św. Kazimierza i klasztoru jezuitów, który do niego przylegał uczyniono koszary dla wojska carskiego.

Czyż nie podobnie ma się rzecz z pamięcią narodową o św. Jozafacie? Te samo zapomnienie, lecz ze strony Moskwy nieprzejednana niechęć, bardzo łagodnie mówiąc, jest w stosunku do św Jozafata po tysiąckroć zwielokrotniona. Czy dzisiaj w Polsce jest choćby znane jego imię? Konsekwentna i bezwzględna polityka Rosji wykorzeniła niezwykle żywy kult Jozafata ze świadomości Polaków.

 

Jozafat, tak jak św. Kazimierz jest patronem Polski i Litwy. Mało tego, jest poprzez świecę niepodległości patronem odzyskanej w 1918 r wolności. 

Czy Naród który który nie pamięta o swoich świętych nie jest skazany na porażkę? Jak może osiągnąć wielkość? 

”Z boleścią przyznać trzeba, że cześć św. Kazimierza, potężnego przyczyńcy Korony i Litwy, jeśli nie całkiem poszła w zapomnienie, to ostygła bardzo. Rodacy ledwo znają imię jego, bo sprawy wyrzucono z historii narodowej, nawet z dzieł przeznaczonych dla młodzieży szkolnej” (29). Tak pisze ks. A. Lipnicki o św. Kazimierzu pod koniec XIX w..

 

Jeśli naród przestaje pamiętać o swoich świętych, traci duchowy kompas. Traci punkt odniesienia. Święci są bowiem nie tylko bohaterami przeszłości, ale i nauczycielami przyszłości. Wzorami do naśladowania. Pokazują, że można być wiernym Bogu i odpowiedzialnym za ojczyznę, że można łączyć modlitwę z działaniem, ascezę z odwagą, miłość z prawdą.

 

Niezwykłym potwierdzeniem bliskości tych świętych jest ponowne otwarcie trumny św Kazimierza w 1838 r. Otwarcia dokonano we wspomnienie św. Jozafata w dniu 12 i 14 listopada (30). Pobrano wówczas relikwie dla nowych kościołów pod jego wezwaniem. 

Ciało św. Jozafata również Opatrzność Boża zachowała od zepsucia - dla kościoła, dla narodu, jako potwierdzenie świętości, dla nadprzyrodzonej misji, którą jeszcze ma do wykonania.

 

“Dorobić się świętości''

 

“Otwarcie mówiąc, chodzi jeszcze o coś więcej niż o samego św. Kazimierza. Ma się on stać dla nas pewnym znakiem, jak znak na drodze. Lecz jeśli znak na tej drodze wskazuje na przyszłość i ma się

stać dla nas drogowskazem, to trzeba również bardzo starannie spojrzeć na przeszłość, na tę drogę, którą przebył św. Kazimierz.

Nawet więcej: na tę drogę, na której ukształtowało się to środowisko, które - po ludzku rzecz biorąc - dało nam św. Kazimierza, wreszcie - na tę glebę, która przyjęła posiew świętości.” (31). Jest to cytat z przemówienia kard. Franciszka Macharskiego na otwarcie konferencji z okazji 500 rocznicy urodzin św Kazimierza która odbyła się w pałacu arcybiskupim w Krakowie 16 i 17 listopada 1982 r.

Ten znak świętości  - jak mówi ks. kardynał - nie jest pamiątką z  przeszłości, lecz wezwaniem do przyszłości. Aby jednak znak wskazywał kierunek, trzeba na niego patrzeć, trzeba go rozumieć, wiedzieć dlaczego został postawiony w tym właśnie miejscu przez Boga i trzeba za nim iść.

 

Jeszcze jednego wyrażenia użył wtedy kard. Franciszek Macharski w odniesieniu do św Kazimierza: „dorobić się świętości” (32). W słowie tym pobrzmiewa wyrzeczenie, trud, praca duchowa i fizyczna. Tak, jak dorabiamy się majątku, domu czy wykształcenia – z wysiłkiem, wyrzeczeniem, konsekwencją – tak mamy dorabiać się świętości w czasach, w których zostaliśmy postawieni. Dorabiać się świętości w określonych obowiązkach stanu, w konkretnym czasie, pośród konkretnych ludzi, we współpracy z Bogiem.

 

Podobnie uczynił św. Jozafat, stając się pierwszym męczennikiem kościoła unickiego, kościoła włączającego do Kościoła Powszechnego Rzymskiego wielką tradycję chrześcijaństwa Wschodu. Jego życie i śmierć nie były efektem politycznej naiwności ani nadgorliwości, lecz świadomym wyborem.

 

 Pamięć o św. Kazimierzu i św. Jozafacie nie jest kwestią kościółkowej pobożności. Powinna być pamięcią narodową. Powinna pomagać narodowi w “dorabianiu się świętości” jako wspólnocie. Powinna stać się dla nas sprawą tożsamości. Powinna też być pamięcią osobistą, indywidualną. Ta pamięć o świętych bądź zapomnienie o nich określa nas samych.  Pokazuje kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Czytajmy i rozważajmy biografie naszych świętych patronów! Niech nabożeństwo do nich podtrzymuje nas w pracy nad własnym “dorabianiem się świętości”. 

red. Renata Kopeć,

dla Katolickiego Słowa Dziennikarzy

pisane w drodze, 4 marca 2026r.

FOTO AUTORKI :

Na znaczku na szarfie, która okala postać św. Jozafata Kuncewicza widnieje napis w języku polskim ,, Jozafat Kuncewicz Arcybiskup Połocki, Władyka Witebski i Mścisławski dla jedności Cerkwi od niepolitycznych owiec okrutnie zabity 1623 roku" 

Przypisy:

1) Święci a przyszłość świata, Zdzisław J. Kijas OFMConv, 

Kraków 2021, s. 1–276. str. 32

(BIBLIOTEKA EKUMENII I DIALOGU, 45).

DOI: http://dx.doi.org/10.15633/9788374389402

2) https://pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_(%C5%9Bwi%C4%99ty)

3) Św. Jozafat Kuncewicz. Biskup i męczennik, ks. Jan Urban, Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1921 str. 30-31

4) https://pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_(%C5%9Bwi%C4%99ty)

5) Jozafat Kuncewicz, Tadeusz Żychiewicz, Wydawnictwo Calvarianum, Kalwaria Zebrzydowska 1986 str. 30-32

7) Święty Kazimierz - patron Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Szkic historyczno - ikonograficzny, Michał Rożek, Analecta Cracoviensa XVI 1984, str. 122-125

8) Św. Jozafat Kuncewicz. Biskup i męczennik, ks. Jan Urban, Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1921, str. 129

9) Św. Jozafat Kuncewicz. Biskup i męczennik, ks. Jan Urban, Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1921,

10) Etniczno-kulturowe powiązania polskich i litewskich zwyczajów obrzędowych kultu św. Kazimierza, Alfonsas Motuzas Vytautas Steponas Vaiciünas, Analecta Cracoviensa XXXVIII-XXXIX 2006-2007, str 507

11) Św. Jozafat Kuncewicz. Biskup i męczennik, ks. Jan Urban, Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1921, str. 34

12) Św. Jozafat Kuncewicz. Biskup i męczennik, ks. Jan Urban, Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1921, str 36

13) Jozafat Kuncewicz, Tadeusz Żychiewicz, Wydawnictwo Calvarianum, Kalwaria Zebrzydowska 1986, str. 79

14) Jozafat Kuncewicz, Tadeusz Żychiewicz, Wydawnictwo Calvarianum, Kalwaria Zebrzydowska 1986, str. 135

15) Jozafat Kuncewicz, Tadeusz Żychiewicz, Wydawnictwo Calvarianum, Kalwaria Zebrzydowska 1986 str. 132-133

16). Dzieje kultu św. Kazimierza w kraju i za granicą, ks. Florian Niewierko, str. 62-64 162

17) Missio s. Jozaphat in Ecclesia eiusque momentum, A.M.Welykyj OSBM, Miscellanea on Honorem s. Josaphat, Roma 1967, str XIV

18) Św. Jozafat Kuncewicz. Biskup i męczennik, ks. Jan Urban, Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1921, str. 33

19) Św. Jozafat Kuncewicz. Biskup i męczennik, ks. Jan Urban, Wydawnictwo Księży Jezuitów, Kraków 1921, str. 105-106

20) Św. Kazimierz królewicz – patron czy wzór postępowania dla rycerzy Zakonu Maltańskiego? Marta Kowalczyk, Acta Inter Cltularia, vol (1) 1 2025, FASS Warsaw

21) św. Kazimierz, patron Rzeczpospolitej Obojga Narodów, Michał Rożek, Analecta Cracoviensa XVI 1984, str. 119

22) Dzieje kultu św. Kazimierza w kraju i za granicą, ks. Florian Niewierko, str 107

Święty Kazimierz w Polsce i na Litwie w czasie niewoli narodowej, ks. Marian Banaszak, Analecta Cracoviensa XVI 1984, str. 20

23) Dzieje kultu św. Kazimierza w kraju i za granicą, ks. Florian Niewierko, str. 67

24) Dzieje kultu św. Kazimierza w kraju i za granicą, ks. Florian Niewierko, str 72

25) Święci a przyszłość świata, Zdzisław J. Kijas OFMConv, 

Kraków 2021, s. 1–276. str. 91-92

26) Jozafat Kuncewicz, Tadeusz Żychiewicz, Wydawnictwo Calvarianum, Kalwaria Zebrzydowska 1986 str. 176-184

27) Reglamentacja wiedzy o polskich świętych 

przez carską cenzurę zagraniczną w latach 1865–1904, Janusz Kostecki, Z Badań nad Książką i Księgozbiorami Historycznymi 2025, t. 19, z. 3, str. 529-530

https://doi.org/10.33077/uw.25448730.zbkh.2025.940

28) Święty Kazimierz w Polsce i na Litwie w czasie niewoli narodowej, ks. Marian Banaszak, Analecta Cracoviensa XVI 1984, str. 15-16

29) Życie, cuda i cześć św. Kazimierza, królewicza polskiego, Wielkiego Księcia Litewskiego, A. Lipnicki, Wilno 1907, 

30) Święty Kazimierz w Polsce i na Litwie w czasie niewoli narodowej, ks. Marian Banaszak, Analecta Cracoviensa XVI 1984, str. 13

31) Omówienie dyskusji z krakowskiego sympozjum o św Kazimierzu,Roman Zawadzki, Przemówienia J,Ek. ks. kard. Franciszka Macharskiego na rozpoczęcie i zakończenie sympozjum o św. Kazimierzu, Analecta Cracoviensis XVI 1984, str. 265

32) Omówienie dyskusji z krakowskiego sympozjum o św Kazimierzu, Analecta Cracoviensis XVI 1984, str. 266

*********************************************************************************************************************

 

"trzcina nadłamana...", czyli nt exposé p.ministra SZ Radosława S.

Nie ufaj Egiptowi  - „trzcina nadłamana” – Iz 36,6; Ez 29

Nie ufaj Asyrii - „laska, na której się opierasz” – 2 Krl 18

Pwt 7,1–4 – nie zawierać przymierzy, nie brać córek ich dla synów swoich

Na marginesie wygłoszonego w Sejmie RP expose Radosława Sikorskiego pozwalam sobie na kilka uwag - najpierw didaskalia.

Pan minister nie rozumie pojęcia „choreografia” nie odróżniając jej od „scenografii”, a trzeba brutalnie zauważyć, że różnica jest fundamentalna. Na dodatek znając perfekcyjnie język Szekspira nie wie , że w języku Mickiewicza mówi się „wreszcie”, a nie „wreście”. Pan minister nie umie czytać (chciałoby się napisać, ze zrozumieniem), a jeśli już czyta to robi to z musu jak bardzo źle wyuczony i jeszcze gorzej przygotowany (niech będzie) trzecioklasista. Okrasza przy tym swoje „występy” sztucznym i artykułowanym niekoniecznie, tam gdzie trzeba, jeśli w ogóle trzeba, rechotem z własnych bonmotów takich jak „…Krzyżacy Sienkiewicza…”, jakbyście Państwo nie wiedzieli kto „to” napisał. O „frajerstwie” przetłumaczonym rozszerzająco (i chyba celowo złośliwie) przez zachodnie agencje jako „sucker” nie wspominam, bo to proste chamstwo rujnujące polsko amerykańskie kontakty. Podobnie zresztą jak wdzięcznie artykułowane kiedyś „robienie łaski” i „murzyńskość”. 

Dziś w trakcie trwania wojny USA i Izraela z Iranem okazuje się jaką siłę przebicia i chęć do wytężonej pracy (oprócz tej prezentowanej na internetowych forach i podczas konferencji prasowych) ma kierowany przez pana ministra resort spraw zagranicznych, gdzie telefony w ambasadach i konsulatach są dostępne dla rodaków szukających pomocy przez cztery dni w tygodniu. Inaczej mówiąc (a mam w tej kwestii pewne i raczej fatalne doświadczenia) są to „głuche telefony”. Ci zaś którzy znaleźli się, nie zawsze ze swojej winy, w złym miejscu muszą poczekać na pomoc „…aż walki ustaną…” no bo przecież nie będziemy wysyłać samolotów, by „…latały między pociskami…”, a turystyczna swołocz gdyby się „tam” nie pchała nie miałaby kłopotów. Teraz „ruki po szwam” i czekać aż się skończy, potem będziecie mogli „se” wrócić „na łono” rzecze rzecznik Wewiór znany wcześniej z rzetelności jako przedstawiciel Grada Aleksandra (tego co to wybudował za nasze $ elektrownię atomową razem z panem Gawlikiem – przepraszam żartowałem). Logika wręcz druzgocąca, prawda ? Przypomnijmy tu rok 2020, 2021 i 2023 ewakuacja z Afganistanu, ta w czasie C19 i ataku Hezbollachu na Izrael. Jaki był wrzask, że w wojskowych Casach nie ma kibli, a kanapki nie były zbyt dobre. Teraz nie przyleciały Casy (nic zresztą, pókico, nie przyleciało) nie istnieje więc problem toalet i kanapek i mamy spokój, znaczy się oni mają spokój. Tak trzymać. 

Osiągnięcia jak na „absolwenta” Oxfordu słabiutkie. Artykułuję te uwagi jako ubogi intelektualnie (może być „zakuty łeb”, jeśli komuś to odpowiada) absolwent Uniwersytetu Warszawskiego.

Dobra ale zanim do meritum to zgrubna statystyka z zasłyszanego i wspomnianego wystąpienia Sikorskiego, który wymienił w nim:
UE 33 razy, Polskę 29, USA 21, Ukrainę 19, NATO 18, Rosję 15, Niemcy 9, Chiny 5 i jeszcze parę innych państw (Wielką Brytanię, Francję, Mołdawię, Litwę, Białoruś, Indie, Danię, chyba Turcję i Izrael …o Iranie i możliwym konflikcie chyba nic nie słyszałem, ale to może moja wina i czepialstwo, bo słabo słyszę, a i wojny w chwili wygłaszania tego ważnego przecież expose jeszcze nie było i nikt nie mógł się jej spodziewać – prawda ?).

Teraz o czym nie było w tym wiekopomnym wystąpieniu. O „Trójmorzu” usłyszeliśmy, że „pozostajemy otwarci” co oznacza tyle co nic, a wręz zgruzowanie projektu. O reparacjach czy odszkodowaniach od Niemiec (nawet o tej topniejącej grupie ofiar III Rzeszy niemieckiej, o których wspominał w Berlinie sam Donald Tusk, który jak to zwykle w takich razach bywa w chwili napięć i komplikacji nagle znika) też nic, to nie przeszło „w żadna rubryka” bo i po co ? Nasze ambicje, suwerenne plany na przyszłość, pomysły na budowanie silnej Polski i zakotwiczenie Jej w realnie bezpiecznym środowisku politycznym,  stosunek do dramatycznych zmian zachodzących na świecie i tym jaką postawę mamy wobec tych procesów zająć, konstruowanie sojuszy regionalnych wzmacniających pozycję Naszego Kraju, kogo to interesuje – bo przecież na pewno nikogo ? Ba takie pomysły wzięta nie wiadomo skąd mogą Nam wręcz zaszkodzić, „nie nada” więc tracić czasu na głupoty – są kwestie o wiele ważniejsze. Jakie ? To się jeszcze okaże, nie interesujcie się, bo to nie Wasza sprawa.    

Co więc z powyższego i niepełnego katalogu „braków” wynika ? Jeśli przyjmiemy za częściową odpowiedź na powyższe pytanie przytoczoną statystykę to możemy stwierdzić co następuje – Polska w wydaniu pana Sikorskiego & przyjaciół (bo przecież minister spraw zagranicznych jest wykonawcą woli premiera rządu RP) powinna, w zasadzie, całkowicie zdać się na współpracę z Unią Europejską. Ta zapewni nam dobrobyt, dostęp do wszystkich możliwych dóbr, bezpieczeństwo militarne i polityczne, a także ochronę Naszej podmiotowości. Mimo deklaracji współpracy i lojalności trzeba olać jednoznacznie Amerykę, by nie być wspominanym „frajerem” (przepraszam za kolokwializmy), bo ta … no właśnie bo co i jak „ta Ameryka” chce Nam zabrać i jak chce Nam zaszkodzić ? Patrząc na te kwestie z perspektywy historycznej nie bardzo wiadomo „co i jak”, ale co tam szkodzi trochę nakłamać i wygadywać dyrdymały. „Thank You USA” można by rzec, a w Moskwie i Mińsku wypiją stakana „Stolicznej”, a może nawet dwa stakany. Wszystkie kłopoty jakie zaistniały w stosunkach między Brukselą a Waszyngtonem to wina przeklętych Jankesów tak więc Amerykę musi zastąpić Unia, na pewno da radę ogłaszając strategiczną suwerenność i kryjąc się pod „atomowym parasolem” Paryża, pod którym i My chcemy się znaleźć nie biorąc pod uwagę głównych wytycznych francuskiej doktryny obronnej. Nie ma tu też szczególnego znaczenia, że Europa jest słaba i niesprawna, a opowieści o wspólnej armii, która będzie Nas bronić (przed kim ?) to zwykłe brednie. Dlaczego ? Ano dlatego, że są w Europie „…rachunki krzywd…” - nie przepraszam już nie będę ! Spróbujmy inaczej - są w Europie kompletnie rozbieżne interesy (i taktyczne i strategiczne) inne ma Polska, Litwa, Estonia, Finlandia … inne Francja, Hiszpania, Portugalia … . Myślicie Państwo, że Hiszpanie i Francuzi będą umierać za „Gdańsk” i naparzać się z Iwanem o jakiś Przemyśl czy może jeszcze na dodatek Białystok ? Naprawdę tak myślicie ? Sikorski niby to wszystko rozumie ale w słowie „niby” kryje się istota problemu, bo z całego expose wynika nie mniej ni więcej, że jednak nie rozumie albo nie może zrozumieć, bo coś mu przeszkadza, możliwości „niezrozumienia” jest tu zresztą dużo więcej, nie będę jednak Państwa nimi zamęczał.   Sikorski w Afganistanie

Tak wiemy, że Rosja Nam grozi. Tak to prawda i trudno o tym dyskutować. Powstaje jednak pytanie na ile są wiarygodne takie opinie jeśli artykułuje ja człowiek, który popalał szlugi z Łagrowem (nie lubię żartów z nazwisk ale ten akurat jest – niestety – w pełni adekwatny) i otwierał mały ruch bezwizowy z okręgiem Królewieckim, o zapraszaniu Rosji do NATO i wspólnych z „Drogim Siergiejem” meetingach z polskimi dyplomatami nie będę już wspominał. Dziś Sikorski mówi, że za „wszelką cenę” musimy utrzymać niepodległość Ukrainy. Ma rację w 100 %, ma tylko kto zagwarantuje, że wzywane, przez Sikorskiego, do wzięcia odpowiedzialności za bezpieczeństwo Europy Niemcy nie wymyślą sobie za chwilę ponownego resetu z „CCCP bis”. Zagwarantuje ktoś, że tak się nie stanie ? Ukraina w Unii, proszę bardzo i to jak najszybciej ale dopiero po spełnieniu takich samych warunków jakie musiały spełnić pozostałe kraje wspólnoty inaczej ta wspólnota nie ma jakiegokolwiek sensu, bo faktycznie przestaje istnieć. Sikorski widzi to jednak inaczej. Miejsce Polski jest w Unii i tylko w Unii bo „…Bruksela realizuje nasze postulaty…” – śmiać się czy płakać, nie wiem ! Niemcy w Unii są potrzebne, Polska też, tego zresztą nikt rozsądny nie kwestionuje, więc nie bardzo wiadomo z kim pan minister toczy heurystyczne boje i kogo straszy Polską poza Unią i „uzbrojonymi po zęby Niemcami”, które są rządzone przez „skrajną prawicę ? Czyżby niebezpieczeństwo czyhało nie tylko ze wschodu ? Nie wiemy o czymś ? Jak ma się do tego apologia programu SAFE, który zmusza Nas do porzucenia, lub poważnego ograniczenia, atrakcyjnej i nieograniczanej ideologicznie oferty z Ameryki i Korei, na rzecz sprzętu produkowanego w Europie i który dostaniemy w przeciwieństwie do wspomnianego amerykańskiego i koreańskiego, kiedyś ?  Unia to wspólnota ! Jako Europejczycy zdobyliśmy w trakcie ostatnich Igrzysk w Mediolanie 164 medale, jest wspólnota, „…brawo panie Kacprze…”. Tak więc nasz głos (z 4 medalami – cóż za sukces niebywały wręcz) brzmi w tym europejskim chórze mocno i wyraźnie ! Rozumiecie, gdyby nie Unia, Kacper nie zdobyłby ani jednego krążka. Ani jednego !!! Szczerze mówią większych głupot na temat sportu dawno nie czytałem. Dziwne to bo przecież na angielskich uczelniach przywiązuje się do wychowania fizycznego i jego rozumienia właśnie sporą wagę. No ale co ja mogę wiedzieć, „zakuty łeb” jestem przecież, to zresztą już wiemy.     

I to by było na tyle Szanowni Państwo

 

Piotr Łysakowski

4 marca 2026 r. 

 fot. z FB [publiczne]

 

___________________________________________________________________________________

misyjne

facebook_page_plugin

Logowanie

Aktualności i publicystyka

Pożegnanie śp dr n.med. Moniki Wójcik - …

https://isnarakm.pl/transmisja-mszy-sw-pogrzebowej-sp-dr-moniki-wojcik-18-kwietnia-2026/     ++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

18-04-2026 Aktualności

Czytaj więcej

Dzieci są darem od Boga i wzorem pokory …

Ewangelia Mateusza 18,6 (podobnie Mk 9,42 i Łk 17,2): „Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej, żeby kamień młyński zawieszono...

16-04-2026 Aktualności

Czytaj więcej

Religia i etyka jako fundament wychowani…

  Religia i etyka jako fundament wychowania. Rozmowa z Andrzejem Wołosewiczem Czy szkoła może wychowywać bez odniesienia do wartości? O potrzebie edukacji moralnej, wrażliwości młodych ludzi oraz miejscu etyki i religii w...

15-04-2026 Aktualności

Czytaj więcej

WIELKANOCNIE Z MEKSYKU 2026 - ALLELUJA…

ALLELUJA ! Z MEKSYKU Katolickie Słowo Dziennikarki ! red. MIRELA WARSZ  Stare powiedzenie mówi: „Wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma”. A może jednak czasem dobrze jest wychylić nos i zobaczyć na...

09-04-2026 Aktualności

Czytaj więcej

Droga Krzyżowa na ul. Rakowieckiej w sto…

--------------------------------------------  

25-03-2026 Aktualności

Czytaj więcej

Ps 101:7 – „Kto mówi kłamstwa, nie będzi…

Przysłów 6:16-19 „Sześć rzeczy ma Pan w nienawiści, a nawet siedem Mu obrzydłych: fałszywy świadek, który szerzy kłamstwa.” Ef 4:25 – „Odrzuciwszy kłamstwo, niech każdy z was...

19-03-2026 Aktualności

Czytaj więcej

5 MARCA 1940 - ROZKAZ STALINA DLA MORDU …

5 marca 1940 r. - rozkaz podpisany przez Stalina ! pamiętajmy !!!! Посольство Республики Польша в Москве ·  Dnia 5 marca 1940 roku zapadła jedna z najtragiczniejszych decyzji w XX wiecznej historii Polski.   Tego...

05-03-2026 Aktualności

Czytaj więcej

"Św. Kazimierz wzorem dla św. Jozaf…

“Bliskość świętych rodzi świętych”*  Św. Kazimierz wzorem dla św. Jozafata Kuncewicza  czyli Jak się dorobić świętości ?   Wilno, miasto o niezwykłej historii i duchowym dziedzictwie od wieków pozostaje domem świętych. To tutaj żyli i...

05-03-2026 Aktualności

Czytaj więcej

"trzcina nadłamana...", czyli …

Nie ufaj Egiptowi  - „trzcina nadłamana” – Iz 36,6; Ez 29 Nie ufaj Asyrii - „laska, na której się opierasz” – 2 Krl 18 Pwt 7,1–4 – nie zawierać przymierzy, nie brać...

04-03-2026 Aktualności

Czytaj więcej

9-11.marca. 2026 - CARMELITANUM w Warsza…

  __________________________________________________________________________________  

03-03-2026 Aktualności

Czytaj więcej

"Wołodia". Czyli - czy Polska…

 „ Teraz dusza moja wylewa się we mnie, dni utrapienia mnie ogarnęły” (Hi 3,11 + Hi 30,16–17).  „Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą Ja cię umocnię, Ja cię...

23-02-2026 Aktualności

Czytaj więcej

Międzynarodowy Komitet Peregrynacji „Od…

Ewa H. Kowalewska Gdańsk, 25 stycznia 2026 r. Międzynarodowy Komitet Peregrynacji „Od Oceanu do Oceanu” Ikona Matki Bożej Częstochowskiej, wędrująca przez świat „Od Oceanu do Oceanu” w intencji ochrony cywilizacji życia i miłości...

26-01-2026 Aktualności

Czytaj więcej

"Krew męczenników zasiewem..."…

„Krew męczenników zasiewem….” – o Powstaniu Styczniowym, św. Jozafacie i wolności ofiary „Krew męczenników jest zasiewem” ? – to zdanie powraca w historii Kościoła i narodów z uporem, który bywa dla...

22-01-2026 Aktualności

Czytaj więcej

SĄSIEDZI PO NIEMIECKU czyli rok 2026

Pwt 20, Joz 6–12, 1 Sm 15 Walczysz z nimi, nie zawierasz sojuszu, nie litujesz się (często całkowite zniszczenie) Sojusz z wrogami Boga „Miłujcie waszych nieprzyjaciół” Prz 25:21-22; Rz 12:17-21 „Jeśli nieprzyjaciel twój jest głodny...

22-01-2026 Aktualności

Czytaj więcej