Strona główna

Błagania za królów .... otwieramy Nowy Rok 2026 !

„Zalecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi: za królów i za wszystkich sprawujących władze, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością.” (1 Tm 2, 1-2)


„Starajcie się o dobro kraju, do którego was przesadziłem. Módlcie się do Pana za niego, bo od jego pomyślności zależy wasza pomyślność.” (Jr 29, 7)

Skończył się rok 2025.
Wchodzimy w nowy 2026, z jakim bagażem, z jakim nadziejami, możliwościami ?
Czy Polska może spodziewać się czegoś dobrego co zmieni sytuację wewnątrz i na zewnątrz kraju ?
Czy nasza suwerenność i niepodległość nie są zagrożone ?
Jakie są i jakie mogą być źródła tych zagrożeń ?
Czy rządzący dziś krajem robią wszystko dla Naszego i Polski dobra ?
To są pytania, pozornie oczywiste - wręcz retoryczne, które każdy myślący Polak powinien sobie dziś postawić. Odpowiedzi też wydawałyby się też banalne.
Tak wiec nikt rozsądny nie powinien w pierwszych dniach nowego roku, zawracać sobie nimi głowy.
Patrząc na osiągnięcia i skład rządu koalicji „13 grudnia” można mieć jednak daleko idące wątpliwości we wszystkich obszarach, o które pytamy, a odpowiedzi, gdyby udzielić ich uczciwie (nie wyobrażam sobie zreszta, by mogło być inaczej) mogą budzić przerażenie każdego myślącego racjonalnie mieszkańca Rzeczpospolitej.
Po kolei wiec:
Rząd i jego zaplecze - złożony z nieudaczników, fachowców od brania, pełnymi garściami, Naszych pieniędzy i nicnierobienia.
Kwalifikacje to nieumiejętność zabezpieczenia kraju (jego części) przed jakakolwiek klęska wynikająca z opadów czegokolwiek (można sobie wybrać deszcz, śnieg albo kacapskie drony) ostatnie dni przynoszą dramatyczne potwierdzenie tej tezy.
Na marginesie wspomnę tylko, ze gdy w okolicach końca listopada pozwoliłem sobie (po przejechaniu 150 kilometrów nieodśnieżoną S7 w kierunku Krakowa) na facebookową uwagę, że w przypadku większych opadów czeka Nas Armageddon usłyszałem, że jestem „ruską onucą i defetystą” albowiem rządzący premiero to najlepszy jaki mógł się Polsce trafić, a przecież za PiS/u… .
Nie minął miesiąc i będąc wspomnianą „onucą” przeżywam swój sukces i gorzka satysfakcję wynikające z umiejętności przewidywania i właściwej oceny fachowości rządzenia tych co to nie wiedzą kim był Chełmoński, kto jest twórcą słów do hymnu Polski i twierdzących , ze w 1939 roku „…Polska szukała sobie wrogów…”.
Dodajmy do tego jeszcze i to, że za obecna sytuacje na drogach obwiniono użytkowników dróg i nie wzięto pod uwagę prognoz, z których jasno wynikało jaka będzie za chwilę sytuacja. Kwalifikacje mają więc rządzący wyjątkowe co udowadniają zainteresowanej publiczności nad wyraz skutecznie w zasadzie codziennie, nie po raz pierwszy pokazując aktywne odśnieżanie zasypanych śniegiem dróg ilustrowane zdjęciami robionymi podczas rządów „faszystow” z PiS.
Tak potrafią tylko najwyższej klasy fachowcy.
O poszukiwaniu „przemytniczych” balonów z Białorusi, niekontrolowanym wjeździe i wyjeździe z Polski sabotażystów / bandytów, którzy wysadzili tory i innych tego typu numerach nie będę z litości wspominał.
Zapaść służby zdrowia, likwidacja „porodówek”, wysyłanie Pań na SOR/y gdzie będą rodzić z poranionymi menelami kilometry od swoich domów to szczególna dbałość o Kobiety. Przenoszenie terminów operacji, bo kasy brak, to już codzienność.
I tylko poseł wysyłający tych, którzy nie mogą się dostać do jednego szpitala onkologicznego, by poszukali sobie innego, pozostaje niezmiennie z siebie zadowolony. Wszyscy rozkładają ręce, nic nie da się zrobić „piniendzy ni ma i nie będzie…”. Oczywiście jak dla kogo „…ni ma i nie będzie…”. Dla swingersow i miłośników żeglugi jachtowej będą. Reszta włosów staje mi dęba na głowie.
Polityka zagraniczna w „rozkwicie”. „Kierownik” jest dopuszczany (od czasu do czasu), by odebrać ograniczoną informacje o stanie spraw. Czasami też wożą go w „wagonie drugiej klasy”, albo w brankardzie, opędzając się potem jak od uprzykrzonej muchy i pokazując miejsce w szeregu. Jest jednak heroiczny i pełen poświęcenia. Podczas wizyty w zaprzyjaźnionej stolicy stosuje rzadką, do tej pory, taktykę dyplomatyczna mającą wspomóc polskie starania odszkodowawcze (zrozumiałą tylko dla „inteligientnych” jak to trafnie ujął nowy Marszałek Sejmu towarzysz Czarzasty), taktykę szantażu emocjonalnego. Będziemy, więc sami płacić za szkody wyrządzone Nam przez Niemców w czasie ostatniej wojny. Niech się wstydzą, ale im dołożyliśmy !
Kanclerz, gospodarz, w sposób wyraźny wstrząśnięty tym oświadczeniem złożył zdecydowanym ruchem swoje notatki i zakończył konferencję. Potem długo płakał w swoim gabinecie. Mamy wreszcie sukces, chociaż, jako się rzekło „.piniendzy ni ma…”. Jest jeszcze kolejny „wytrysk” intelektualny wybitnego dyplomaty, dziennikarza a dziś zastępcy Sikorskiego dotyczący geopolityki. To, że odkrył iż Islandia leży w basenie Morza Bałtyckiego nikogo w gruncie rzeczy to nie zdziwiło, wybitna postać przecież, prawdziwy „Europejczyk” - a z wdzięcznego przejęzyczenia „San Escobar” śmiano się przez lata.
Wizyta Prezydenta Zełeńskiego w Polsce, która odbyła się dzięki i z inicjatywy Pana Prezydenta RP Karola Nawrockiego miast wytworzyć wspólny front jest wykorzystywana przeciwko polskiej głowie państwa. Wzmianka o „wdzięczności” jaką winni Nam Ukraińcy za pomoc w chwili, gdy nikt nie pomagał i nawet nie mial zamiaru nadstawiać głowy za Kijów, traktowana jest jako wstydliwa, a uzasadnione wykorzystanie w politycznej grze „Jasionki” całkowicie odrzucone przez środowiska rządowe, bo nie wypada. Pokażcie mi Państwo takich graczy, którzy przy stoliku pokerowym sami pozbawiają się atutów w grze. Znacie takich ? Bo ja nie znam !
Tymczasem we Lwowie odbywa się parada, przypominająca hitlerowskie „Fackelzugi”, z okazji urodzin Stefana Bandery, a mer tego miasta opowiada, że kto nie z Banderą ten wróg.
Polska polityka historyczna leży i kwiczy i to co wyżej, to tego skutki.
Obrażanie wybranego glosami większości Polaków Karola Nawrockiego na pełnej, „alfons”, „kibol”, „snusiarz”, „oszust wyborczy” wrzeszczą ci , którzy sami chcieli dokonać puczu konstytucyjnego nie dopuszczając do zaprzysiężenia Prezydenta i na codzień lamia bezczelnie obowiązujące prawo. Przypomina się kampania nienawiści wobec ŚP. Lecha Kaczyńskiego, która skończyła się smoleńskim dramatem.
Rozlega się klangor „Batyr” szuka wroga wszędzie, i o zgrozo także na zachodzie, a poza tym głupi i nieobyty. Ato, że polskiego premiera (a tym samym Polski) nikt nie traktuje poważnie jakoś się nie przebija w mediach głównego nurtu (alternatywnie „ścieku” w likwidacji).
Plany rozwojowe dla Polski leżą. Głośno krzycząc o „repolonizacji” polskiej gospodarki pozbawia się polskie firmy szans na udział w przetargach decydujących o przyszłości polskich kolei (i nie tylko zresztą). Spółki skarbu państwa ledwo przędą, najprawdopodobniej dąży się do obniżenia ich wartości po to, by za kilka miesięcy (tygodni ?) sprzedać je za bezcen, ktoś znowu się obłowi i na pewno nie będą to Polacy. Tu powtarza się historia z czasu poprzednich rządów Tuska (mialem to, niestety, okazję obserwować prawie 20 lat temu jako aktywny uczestnik - opiszę to kiedyś). „PCK i CPK, a także inne nazwy” bad za kilka lat (albo i nie będą), elektrownia atomów podobnie. Póki co latające sobie z Berlina i ogrzewajcie się przy braku elektryczności backupami , które można uruchomić także przy pomocy elektryczności (tak, elektryczności tej której nie będzie) jak to barwnie i ekstrawagancko ujął mister Motyk (też opłacany z Naszych podatków). Jak widać powodów do radości mamy, w nadchodzącym roku, aż nadto. Perspektywy rysują się wspaniale, ubiegłoroczny koszyk świąteczny był o 150 mln tańszy , ba wręcz jeszcze dopłacali. To już nie „zielona wyspa” to po prostu cały archipelag „zieloności’.
Wzmacnianie i obrona suwerenności Polski to oczywiście jej oczekiwana sekularyzacja. Dlatego wrzucenie do kosza krucyfiksu przez … no właśnie kto to bo waham się przed użyciem pojęcia „nauczycielka” jakoś nie przebiło się ode razu do mediów. Po co zreszta o tym wspominać, mamy się do siebie uśmiechać, a „księża na księżyc”.
Kończąc już - wyglada generalnie na to, że oczywisty plan anihilacji Polski jako niezależnego bytu państwowego póki co (choć go nie zaniechano) nieco zwolnił. W trakcie jego realizacji naszym rodzimym „Europejczykom” przytrafił się „niefart” w osobie obecnego Prezydenta Karola Nawrockiego twardego gościa otoczonego niezłą ekipą. W tym nadzieja dla Nas i dla Polski.


Piotr Łysakowski

Londyn, 6.stycznia.2026 r.

 images

STANOWISKO REKTORA UKSW, KS. RYSZARDA CZEKALSKIEGO

UKSW logo

[od KSD dla przypomnienia: krzywdy zadawane przez tzw. dziennikarzy odrzucają sens takiego uprawiania zawodu, choć powinien on być  POWOŁANIEM]

             STANOWISKO REKTORA UKSW, KS. RYSZARDA CZEKALSKIEGO

Szanowni Państwo, wobec rozpowszechniania i powielania nieprawdziwych, zniesławiających informacji pragnę przedstawić Państwu stanowisko, mając nadzieję, że wpłynie ono na rzetelne postrzeganie tematu, któremu w sposób całkowicie nieuprawniony nadano ton sensacji.

Z olbrzymim ubolewaniem i zażenowaniem odebrałem materiał telewizji TVN, który traktuję jako nieuprawniony, niezgodny z prawdą, nieetyczny i co najgorsze – nastawiony na bezrefleksyjne niszczenie człowieka. Tym bardziej, że motywacją – opartego o pomówienia i nieuprawnione insynuacje – medialnego ataku na mnie są względy materialne. Jest nim mieszkanie, o którym – podobnie jak o jego właścicielce – nagle przypomnieli sobie krewni. Krewni, którzy przez lata nie wykazywali najmniejszego zainteresowania rzekomo bliską im osobą. Takie współdziałanie dwóch zaangażowanych stron (osób ubiegających się o majątek i dziennikarza telewizji TVN) doprowadziły do powstania reportażu, w którym wiele jest niedomówień i chwytliwych emocji. Te ostatnie wywołano poprzez działania nieuczciwe, a co gorsza postępując w sposób niehumanitarny i urągający prawom człowieka. Bo jak inaczej określić najście osoby chorej w centrum opiekuńczo-leczniczym? Jak inaczej określić wykorzystanie jej złego stanu fizycznego i psychicznego? Tym bardziej jest to bulwersujące!

Wykorzystanie kłamstwa i podstępu by dostać się do placówki opiekuńczo-leczniczej by za wszelką cenę mieć materiał nie można uzasadniać interesem społecznym. Jest wiele metod zbierania materiału dziennikarskiego, które pozwalają dotrzeć do prawdy nie łamiąc przy tym prawa i nie czyniąc tego w sposób urągający drugiemu człowiekowi. Pod pozorem chęci ukazania prawdy (niestety tylko tej medialnej) zdeptano godność ludzką i posłużono się kłamstwem dla osiągnięcia celu jakim jest sensacyjność. Ta zaś przekłada się na oglądalność czy klikalność materiału.  

A prawda? Gdzie ona jest i ile znaczy? Cóż – tę potraktowano niezmiernie instrumentalnie, albo zupełnie pominięto.  Tak jak pominięto moje stanowisko i fakty w nim zawarte. Gdyby autor reportażu zechciał je przybliżyć jego materiał nie byłby wówczas tak emocjonujący i sensacyjny. Rzetelność i obiektywizm będące filarami dziennikarstwa legły w gruzach.

W materiale TVN nie odnajdziemy kluczowych informacji. Choćby o tym, że od prawie 30. lat pozostaję w bliskich, przyjacielskich relacjach z panią Emilią. Przez te kilkadziesiąt lat byłem z nią i jej najbliższym przyjacielem w dobrych i złych momentach ich życia. Razem z nimi dzieliłem radości i smutki, wspierałem i pomagałem w sytuacjach trudnych – kryzysowych. Także wtedy, gdy opuścili ją najbliżsi, gdy potrzebowała szczególnej opieki, którą otrzymała ode mnie i od członków mojej rodziny. Krewnych występujących w materiale telewizyjnym niestety z nami w tym trudnym czasie nie było.

Do pełnej, dożywotniej opieki nad panią Emilią – jestem zobowiązany przede wszystkim przez wzgląd na naszą długoletnią – wręcz rodzinną relację. W ostatnich latach było to najpierw wspieranie w codziennych obowiązkach osoby samodzielnej, mieszkającej w swoim mieszkaniu. Niestety wraz z wiekiem przyszła choroba a jej charakter sprawił, że niezbędna stała się całodobowa opieka medyczna połączona z naszym wsparciem. Dziś oprócz lekarzy i opiekunów opiekę sprawuję zarówno ja sam, jak i moja siostra. Z pełnym oddaniem i sercem dbamy o to, by z godnością i w jak najlepszych warunkach mogła znosić trud walki z chorobą. Oboje mamy nadzieję, że Emilia wróci jeszcze do swojego mieszkania. Ono czeka na nią.  

Wiele lat temu pani Emilia, będąc w pełni świadomą swoich czynów jasno wyraziła swoją wolę. Ta została w pełni zabezpieczona i przeze mnie zostanie do końca wykonana.  

Chcę by wybrzmiało to wyraźnie: nie jest i nigdy nie było mi potrzebne czyjekolwiek mieszkanie, czy czyjekolwiek dobra materialne. Przyszło mi wykonać wolę drugiego – bliskiego mi człowieka i tę wolę wykonam, bo do tego się zobowiązałem. A pomoc niesiona kiedyś zdrowej, pełnej radości, dystyngowanej – a dziś schorowanej, wymagającej nieustannej pomocy i niestety upokorzonej wspomnianym materiałem kobiecie jest moim obowiązkiem. Obowiązkiem prawdziwego przyjaciela.

Dziś przychodzi mi się zmagać z fałszywymi oskarżeniami chociażby o brak odpowiedzi na korespondencję od krewnych, która to nigdy do mnie nie dotarła, o działanie z chęci zysku czy też z insynuacjami relacji osobistych mających rzekomo łączyć mnie z panią Emilią. Są to pozbawione prawdy zarzuty i trudno tłumaczyć się z takowych.

Całe moje życie – to prywatne, to związane z posługą Kościołowi i to zawodowe – związane ze światem nauki i edukacji, oparte było i jest o wartości leżące u podstaw wiary katolickiej. Do nich zalicza się miłość, prawda, poświęcenie i poszanowanie drugiego człowieka. Z Panią Emilią byłem i będę nadal – niosąc jej pomoc, której tak bardzo potrzebuje.  

Informuję także, że wobec rozpowszechniania informacji nieprawdziwych, szkalujących i naruszających dobra osobiste: moje, Pani Emilii i Uniwersytetu – podjąłem zdecydowane kroki prawne.

Ks. Ryszard Czekalski

 
04 grudnia 2025

APEL DO DZIENNIKARZY WS MUZEUM "PAMIĘĆ I TOŻSAMOŚĆ" !

 

MEC. K. PRAWDA WS. MUZEUM „PAMIĘĆ I TOŻSAMOŚĆ”: APELUJĘ DO DZIENNIKARZY, KTÓRZY SZYKUJĄ JAKIEŚ MATERIAŁY NA TEN TEMAT, ABY WYSTĄPILI O DOSTĘP DO AKT SPRAWY CYWILNEJ I ZAPOZNALI SIĘ Z NASZYM STANOWISKIEM, PONIEWAŻ DOTYCHCZASOWO MAMY JEDEN WIELKI KRZYK O FAKTACH, KTÓRYCH NIE MA

W tej sprawie jest wielki krzyk medialny, a każda rozsądnie myśląca osoba zdaje sobie sprawę z tego, że najgłośniej krzyczy ten, który nie ma argumentów. Apeluję do dziennikarzy, którzy szykują jakieś materiały na ten temat, aby wystąpili o dostęp do akt sprawy cywilnej i zapoznali się z naszym stanowiskiem, ponieważ dotychczasowo mamy jeden wielki krzyk o faktach, których nie ma – mówił mec. Karol Prawda, adwokat, pełnomocnik Fundacji „Lux Veritatis”, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

 

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego złożyło pozew do Sądu Okręgowego w Warszawie, który dotyczy unieważnienia umów zawartych przez ministerstwo z Fundacją „Lux Veritatis” w związku z budową Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. Jana Pawła II w Toruniu. Resort domaga się też zwrotu 210 mln zł z odsetkami na rzecz Skarbu Państwa. [czytaj więcej]

– 7 listopada br. do Sądu Okręgowego w Warszawie wpłynął pozew o unieważnienie umowy na utworzenie Muzeum „Pamięć i Tożsamość” oraz o zapłatę. Ten pozew już znamy, ponieważ podobny pozew został złożony do Sądu Okręgowego w Warszawie w grudniu ubiegłego roku. Jednak został zwrócony ze względu na braki formalne i merytoryczne, dlatego tamta sprawa nie zaistniała. Natomiast schemat tego nowego postępowania jest taki sam, czyli powtórzenie tamtych argumentów, gdyż pozwanymi są dwa podmioty – nie tylko Fundacja Lux Veritatis, którą ja reprezentuję, ale także Muzeum „Pamięć Tożsamość”. Więc po stronie pozwanej występują dwa podmioty i żądania są identyczne. To znaczy Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego domaga się unieważnienia umowy na utworzenie muzeum oraz zapłaty zwrotu całości dotacji, jakie wydatkowane zostały na organizację muzeum. Gdyby te żądania miały się potwierdzić i miałyby zostać uwzględnione przez sąd, to doprowadziłaby do likwidacji, tj. do zaprzestania działalności tej jednostki kultury – tłumaczył mec. Karol Prawda.

Pełnomocnik Fundacji „Lux Veritatis” wskazał, że w tej sprawie jest wielki krzyk medialny, a każda rozsądnie myśląca osoba zdaje sobie sprawę z tego, że najgłośniej krzyczy ten, który nie ma argumentów.

– Kolejnego dnia po złożeniu wniosku o akta sprawy, Sąd Okręgowy w Warszawie zezwolił na dostęp i wydał akta sprawy. Co ważne, 17 listopada br., a zatem 10 dni po złożeniu pozwu do sądu, złożyliśmy własne pismo jako Fundacja „Lux Veritatis”. I w związku ze złożeniem tego pisma, które już jest w sądzie, apeluję do dziennikarzy, którzy szykują jakieś materiały na ten temat, aby wystąpili o dostęp do akt sprawy cywilnej i zapoznali się z naszym stanowiskiem, ponieważ dotychczasowo mamy jeden wielki krzyk o faktach, których nie ma – akcentował adwokat.

Mec. Karol Prawda zaznaczył, że w złożonym pozwie – zarówno tym z grudnia ub.r., jaki i obecnym – pojawia się hasło „zmowa”, która ma polegać na tym, że rzekomo poprzedni minister kultury wraz z przedstawicielami Fundacji „Lux Veritatis” podpisali w zmowie umowę, której celem było wyciągnięcie środków z dotacji do zabudowania swojego gruntu, a następnie prowadzenia działalności hotelowo-konferencyjnej.

– W odpowiedzi na wniosek o zabezpieczenie, podajemy przykład, że umowa podpisana na utworzenie Muzeum „Pamięć i Tożsamość”, którą się unieważnia, została oparta na wzorze instytucji, która powstała ponad dwa lata wcześniej. Co najważniejsze, zapisy kwestionowane w pozwie, istnieją właśnie w tej pierwszej umowie, czyli na przykład terminowość umowy. Zarzuca się też to, że, że Muzeum powstało na gruncie fundacji „Lux Veritatis”, co jest prawdą, ale na podobnym schemacie, funkcjonuje na przykład Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, który jest utworzone na gruncie innej fundacji. W obu tych przypadkach schematy są w zasadzie identyczne i nie naruszono prawa – tłumaczył pełnomocnik Fundacji „Lux Veritatis”.

Wezwanie do prokuratury dostał również o. Tadeusz Rydzyk CSsR, dyrektor Radia Maryja, który na przesłuchanie ma stawić się 8 grudnia w Rzeszowie. W specjalnym komunikacie do słuchaczy przekazał, że działania obecnej władzy mają doprowadzić do zamknięcia Muzeum „Pamięć i Tożsamość” w Toruniu. [czytaj więcej]

W związku z działaniami rządu Donalda Tuska o. Tadeusz Rydzyk CSsR zachęca do zapoznania się z raportem Zespołu Wspierania Radia Maryja o bezzasadności działań w sprawie zlikwidowania Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II. Zachęca też do obrony toruńskiego muzeum poprzez wysyłanie protestów do ministerstwa kultury. Jest ich już ponad pół miliona.

RAPORT ZESPOŁU WSPIERANIA RADIA MARYJA W SŁUŻBIE BOGU, KOŚCIOŁOWI, OJCZYŹNIE I NARODOWI POLSKIEMU O BEZZASADNOŚCI ZARZUTÓW W SPRAWIE MUZEUM „PAMIĘĆ I TOŻSAMOŚĆ” IM. ŚW. JANA PAWŁA II W TORUNIU

Całość audycji „Aktualności dnia” z udziałem mec. Karola Prawdy dostępna [tutaj].

radiomaryja.pl

Radio Maryja
 

107 lat od odzyskania niepodległości - co się z Polską dzieje ?!

Piotr ŁYSAKOWSKI  - DO BOJU POLSKO

Ps 122,6 „Proście o pokój dla Jerozolimy ! Niech będą w pokoju ci, którzy cię miłują !”

Ps 15, 2  „Ten, kto postępuje nienagannie i czyni sprawiedliwość, a w swoim sercu mówi prawdę”

107 lat od odzyskania niepodległości, na Placu Józefa Piłsudskiego i w czasie marszu organizowanego corocznie w Warszawie czcimy z całą Polską wysiłek i bohaterstwo naszych przodków. 

Okazujemy radość i dumę z posiadanej suwerenności. 

Uroczystości wypadły okazale, Prezydent, minister, jeden drugi (obaj, nie wiedzieć czemu, wygwizdani prze publiczność). 

Pokaz jedności Narodu i jego „elit’. 

Byłoby pięknie gdyby nie … .

Gdyby nie to, że Premier Rządu Rzeczpospolitej nie pojawił się na uroczystościach. 

Znaczy się pojawił się ale nie w Warszawie tylko we „Freie Stadt Danzig”. Tam „owinięty w  biało czerwoną” (sarkazm) deklarował wraz z Panią Dulkiewicz (i najprawdopodobniej z tym co to o „złym słowie Polaka…” kiedyś wspominał) miłość i dozgonne przywiązanie do Ojczyzny (znaczy się „Heimatu” – przepraszam dla ułatwienia nieco spolszczyłem) – kto chce niech wierzy, kto nie chce … . 

Równocześnie z tymi deklaracjami utrudniano (na tyle na ile można było) marsz, o którym wspominałem wyżej. A to nagle wyłączono, w celach bliżej niezdefiniowanych, z ruchu Dworzec Centralny, bo przecież trzeba było to zrobić właśnie 11.11., kiedy do miasta przybywają setki tysięcy ludzi – oczywiście nie można było tego przeprowadzić tydzień później (albo wcześniej) – tu tradycyjne ukłony dla władz miasta i jego zarządcy dla niepoznaki zwanego prezydentem, który wbrew deklaracjom na marszu się nie pojawił bo … . 

A to okazało się, że trzeba unieruchomić kilka stacji metra bo … . 

A to nagle wyłączono oświetlenie na trasie marszu bo … tu nawet nikt się nie trudził, by zgromadzonej patriotycznej gawiedzi wytłumaczyć przyczyny tej nieoczekiwanej trudności. 

A tu masz „babo placek” wbrew tym generowanym sztucznie komplikacjom frekwencja pobiła wszelkie rekordy.

 „Faszyści” przybyli do Warszawy w nieoczekiwanej zupełnie liczbie i nawet byli przyjaźnie nastawieni wobec otoczenia, nikt nikogo nie pobił, niczego nie spalił. 

Dramat kompletny. 

Narracja o planowanych zadymach, „antysemitach” czyhających na spotkanego na ulicy Żyda (zaczerpnięte z niemieckiej prasy) poszła „się paść”. 

Jedyne co burzyło tę nieoczekiwaną przez władze harmonię to, wcześniej zakazane „race”, niedopuszczalne bo „nieuśmiechnięte i nieeuropejskie”, „das war nicht gestattet” i koniec.

Skoro było jak było, to „Polizei”, przepraszam Policja, opublikowała konterfekty nieprzestrzegających zakazu osobników, sama łamiąc tym samym prawo. 

Powtórzę tu, z potworną goryczą, jeszcze raz uwagę z poprzedniego tekstu, ta władza czerpie głęboko z zasobów bandytów rządzących Polską w latach 1945 – 1989. Robiła to i robi wobec Kościoła, robiła to i robi wobec struktur i ruchów, których nie potrafi (bo nieudolna) do końca kontrolować. Bzdurne zakazy, prowokacje, agresja wobec zupełnie przypadkowych ludzi…i tak można wymieniać, a to wszystko dlatego, że „…Donald matole…” i utrata możliwości kontrolowania sporej grupy społecznej oraz jej emocji niezgodnych z planami i zamierzeniami uśmiechniętych Europejczyków. 

Jesteście Państwo ciekawi czy był ciąg dalszy zdarzeń 11.11. !? 

Odpowiem, był !

Kilka dni później podczas meczu Polska –Holandia zakazano patriotycznej oprawy, bo hasło „Do boju Polsko” okazało się … no jakie !? 

Tego nikt do końca nie wie, ale znowu „das war nich gestattet” ponieważ … ! 

Natychmiast przychodzi mi na myśl (jako byłemu piłkarzowi i kibicowi Legii), rozgrywane niedawno w Krakowie spotkanie Legii, właśnie, z Szachtarem Donieck (Szachtar był ze względu na wojnę gospodarzem na użyczonym gościnnie stadionie Wisły Kraków) kiedy to szef ochrony ukraińskiego klubu nie chciał zgodzić się na wspomnienie przez „Legionistów” rzezi na Wołyniu. 

I znowu dla odmiany podczas rozgrywanego Polsce meczu reprezentacji Ukrainy nikt (chodzi o, szeroko rozumiane, polskie władze) nie zakazywał Ukraińcom szczególnej „oprawy”, a „czarno czerwone” flagi nikomu nie przeszkadzały. 

Zaczynam zadawać sobie pytanie, gdzie My żyjemy ? 

Czy to, najmocniej przepraszam, „General Gouvernement”, „Priwislanskij Kraj” czy może „…w Polsce czyli nigdzie…” !? 

Kim są ludzie, którzy rządzą dzisiaj Polską, że przeszkadza im godło Orła Białego z neutralnym wobec konkurentów sportowych hasłem budującym polską dumę ? 

Kim są ludzie, którym trzeba tłumaczyć (w Polsce !!!) , że „Wołyń” był zupełnie niewyobrażalną zbrodnią ludobójstwa i że w Polsce MOŻEMY (ba mamy obowiązek) utrwalać pamięć o tej tragedii. 

A to, że kacapstwo napadło podstępnie na Ukrainę nie zwalnia naszych heroicznie walczących z Moskwą sąsiadów od odpowiedzialności za przeszłość.

I do kompletu, TVP (ta likwidowana od dłuższego czasu za Nasze ciężko zrobione pieniądze)  emituje jakieś filmidło gdzie w 1944 roku niemieccy żołnierze ratują przed zezwierzęconymi Polakami żydowskie dziecko (dzieci !?), pojawia się też i ksiądz z dzikim nienawistnym spojrzeniem Katolika, kto dopuszcza do emisji te brednie urągające prawdzie, wiedzy i inteligencji, nawet ameby (alternatywnie kija od szczotki) ? 

Nagłaśnia się książkę Rosolińskiego – Liebe i znowu wychodzimy na bandytów polujących w czasie NIEMIECKIEJ okupacji na Żydów.

Niemiecki Ambasador poucza, w wyjątkowo chamski sposób (to ewenement w dyplomacji), polskiego posła, że wspominanie o reparacjach dla Polski to wręcz kooperacja z Putinem i nie zająknął się, przy tym, ani słowem o skutkach niemieckiej okupacji Polski przez III Rzeszę. 

Idea „Domu Polskiego” w Niemczech (która zresztą tak czy siak jest pusta i z polskiego punktu widzenia, w proponowanym kształcie,  mocno dyskusyjna) oddala się w niebyt, a zrzucony przed Bundestagiem kamulec musi Nam „Polacken”, póki co wystarczyć bo to i tak dla „antysemitów” za dużo. 

Niemiecki dom aukcyjny ogłasza aukcję „pamiątek” jak to łaskawie nazywa Ekscelencja Ambasador Berger. „Bekanntmachung”, artefakty z gett, Katynia, … , a skąd one się wzięły tam za Odrą ? 

Polski rząd reaguje ze sporym opóźnieniem i gdyby nie dociekliwi dziennikarze „pamiątki” trafiłyby do szczęśliwych nabywców i cieszyły oczy i zmysły znawców historii na Renem i Łabą. 

Nikt nie pyta w kontekście powyższego naszych niemieckich przyjaciół (ja nie kpię pisząc o „przyjaciołach”, proszę mi wierzyć, bardzo mi zależy na dobrych stosunkach polsko - niemieckich) jak rozliczyli się ze swoją chlubną przeszłością z lat 1939 – 1945. 

Nikt nie pyta jak dbają o polską rację stanu Polacy pracujący w polsko – niemieckich instytucjach, o Polakach „Europejczykach” nie wspominając.    

I kończąc żeby zbytnio ewentualnego czytelnika nie zmęczyć, jeszcze raz zapytam, gdzie My żyjemy, co robi władza (także opłacana przez Nas), czy nadal jesteśmy gospodarzami na tych 312 tysiącach kilometrów kwadratowych między Bugiem a Odrą !?

I jeszcze generalna uwaga – piszę ten tekst w dniu kiedy na Marszałka Sejmu RP wybrano Włodzimierza Czarzastego – nie mogę się przy tej okazji oprzeć chęci odwołania się do uznawanej powszechnie za wybitny autorytet osoby – „Czuję się tak jakby ktoś na mnie s…..ł” ! 

Przepraszam ale nie mogłem inaczej, najmocniej przepraszam.

Piotr Łysakowski 

w Warszawie, 18.listopada.2025r.    

 ------------------------------------------------------------------------------------------------

             

12.XI LITURGICZNE WSPOMNIENIE ŚW. JOZAFATA - tłumaczenie na jęz.polski Encykliki Papieża Piusa XI z 12.XI.1923 r.

Pius XI
Kościół Boży jest godny podziwu.
12 listopada 1923 r.

wydanie: Acta Apostolicae Sedis
źródło: AAS 1923 s. 573
Papież Pius XI

ENCYKLIKA

KOŚCIÓŁ BOŻY

Do Czcigodnych Braci, Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów, Biskupów i innych Zwyczajnych Miejscowych, mających pokój i komunię ze Stolicą Apostolską: w święto Narodzenia 300. rocznicy św. Jozafata Męczennika, Arcybiskupa Polocenu, w RYTUALE WSCHODNIM.

Czcigodni Bracia, POZDROWIENIA I APOSTOLSKIE BŁOGOSŁAWIEŃSTWO

 

Kościół, tak ustanowiony przez godną podziwu radę Boga, aby w pełni czasu był jak ogromna rodzina, która obejmie cały rodzaj ludzki, wiemy, że jest bosko widoczny przez inne niezwykłe cechy, a także przez swoją ekumeniczną jedność. Albowiem Chrystus Pan nie tylko powierzył zadanie, które sam otrzymał od Ojca, samym Apostołom, mówiąc: Dana mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody (1); ale chciał także, aby kolegium Apostołów było najwyższe, podwójnie związane najściślejszą więzią, wewnętrznie zaś tą samą wiarą i miłością, która została rozlana w ich sercach... przez Ducha Świętego; (2) lecz zewnętrznie przez panowanie jednego nad wszystkimi, gdy przekazał przewodnictwo Apostołów Piotrowi, jako wiecznej zasadzie i widzialnemu fundamentowi jedności. Najpilniej polecił im tę jedność pod koniec swego śmiertelnego życia (3); o tę właśnie jedność prosił Ojca najgorętszymi modlitwami (4) i otrzymał ją, gdyż został wysłuchany ze względu na swą cześć (5).

Dlatego Kościół zrósł się i rozrósł w „jedno ciało”, żyjąc i ożywiając jednym Duchem: którego głową jest Chrystus, z którego całe ciało jest zwarte i połączone wszystkimi stawami (6); ale właśnie dlatego widzialną głową tegoż ciała jest ten, który działa w imieniu Chrystusa na ziemi – Biskup Rzymski. Do niego, jako następcy Piotra, nieustannie dociera głos Chrystusa: Na tej skale zbuduję Kościół mój (7), a on, zawsze sprawując ten zastępczy urząd, nadany Piotrowi, nie przestaje utwierdzać swoich braci, gdy zachodzi taka potrzeba, i karmić wszystkie jagnięta i owce trzody Pańskiej.

Jednakże człowiek nigdy nie zabiegał o nic tak wrogo, jak o jedność władzy Kościoła, z którą łączyłaby się „jedność Ducha w więzi pokoju” (8); i choć nie mógł w żaden sposób pokonać samego Kościoła, to jednak zdołał odciągnąć niemało jego dzieci, a nawet całe narody, od jego łona i uścisku. W tym celu wielki wpływ miały zarówno konflikty między narodami, jak i prawa obce religii i pobożności, czy też bardziej żarliwe dążenia do przepływu dóbr.

Lecz największym i najbardziej opłakanym ze wszystkich było odejście Bizantyjczyków od jedności ekumenicznej; choć sobory lyoński i florencki zdawały się zaradzić temu złu, to jednak wybuchło ono ponownie i trwa do dziś, z wielką stratą dusz. Z tego wynika, że ​​postępowali przewrotnie i zbłądzili z innymi, jak również ze wschodnimi Słowianami, chociaż ci pozostali dłużej niż inni w łonie Kościoła-matki. Jest bowiem oczywiste, że przywykli do pewnych racji z tą Stolicą Apostolską, nawet po schizmie Michała Cerulariusza, który to zwyczaj, przerwany najpierw przez najazdy Tatarów, a następnie Mongołów, powrócili później i zachowali, dopóki nie przeszkodził im upór możnych.

Również rzymscy papieże nie zaniedbali niczego w tej sprawie, co wynikało z ich własnych działań; niektórzy z nich poświęcili szczególne zainteresowanie i troskę zbawieniu Słowian wschodnich: jak Grzegorz VII, który, gdy książę kijowski, „Dymitr, król Rusów, i królowa jego żona”, orędowali za królestwem, gdy został poproszony w Rzymie przez ich syna, bardzo uprzejmie modlił się do Boga w listach o wszelkie dobra (9); jak Honoriusz III, który wysłał ambasadorów do Nowogrodu; co uczynił również Grzegorz IX, a także niedługo po Innocentym IV, który wysłał tam człowieka wielkiego i odważnego ducha, Jana z Plano Carpino, ozdobę rodziny franciszkańskiej. Owocem tej gorliwości Naszych poprzedników było dostrzeżenie w roku 1255 pojednania zgody i jedności, którego uroczystym aktem, w imieniu i autorytecie Papieża, opat Opizo, ten sam legat, nałożył Danielowi, synowi Romana, insygnia królewskie. Dlatego też, zgodnie z czcigodną tradycją i zwyczajem starożytnych Słowian Wschodnich, na Soborze Florenckim Izydor, metropolita kijowski i moskiewski, a zarazem Jego Eminencja Kardynał, również słowami swego ludu, oświadczył, że święcie i nienaruszalnie zachowa jedność katolicką w wierze Stolicy Apostolskiej.

Dlatego unia kijowska pozostała przywrócona przez szereg lat; przyczyny jej rozwiązania pogłębiły zamieszki, które miały miejsce w życiu publicznym na początku XVI wieku; niemniej jednak została ona szczęśliwie odnowiona w roku 1595, a rok później ogłoszona na zjeździe brzeskim przy udziale autorów i przedstawicieli metropolity kijowskiego oraz innych biskupów ruskich; Klemens VIII przyjął go z wielką miłością, a w wydanej konstytucji Wielki Pan wezwał wszystkich wiernych do dziękczynienia Bogu, „który zawsze myśli o pokoju i pragnie zbawienia wszystkich” i do poznania prawdy.

Lecz aby jedność i zgoda trwały wiecznie, Bóg najprzemyślniejszy uświęcił je jako znak świętości i męczeństwa. Jakże wielka chwała spotkała arcybiskupa połockiego, Jozafata, obrządku wschodniosłowiańskiego, którego słusznie uznajemy za chwalebnego, czcigodnego lub filar Słowian Wschodnich; bo prawie nikt inny nie miał bardziej znamienitego imienia ani lepiej nie zadbał o ich zbawienie niż ten ich Pasterz i Apostoł, zwłaszcza gdy przelał krew za jedność Kościoła Świętego. Ponieważ zbliża się trzysetna rocznica urodzin tego najznakomitszego męczeństwa, bardzo Nam miło odnowić pamięć o tak wielkim człowieku, aby Pan, błagany doskonalszymi modlitwami, mógł „obudzić ducha w swoim Kościele”, przez którego błogosławiony Jozafat, Męczennik i Papież, napełniony… radością, „oddał duszę za owce” (10); i ze wzmożoną gorliwością o krzewienie jedności wśród ludzi, niech dzieło, które on sam zalecał, będzie kontynuowane, aż się spełni to, co obiecał Chrystus i czego pragną wszyscy święci: i nastanie jedna owczarnia i jeden Pasterz (11).

Urodził się z rodziców, którzy wprawdzie byli rozdzieleni od jedności, ale po uświęceniu przyjął imię Jan i od najmłodszych lat pielęgnował pobożność; a ponieważ podążał za splendorem słowiańskiej liturgii, szukał prawdy ponad wszystko i chwały Bożej, i dlatego, bez żadnych ludzkich pobudek, oddał się jako dziecko wspólnocie jednego Kościoła ekumenicznego, czyli katolickiego; do której to wspólnoty uważał się za przeznaczonego po należytym przyjęciu na chrzcie. Co więcej, czując się poruszonym jakimś niebiańskim instynktem do przywrócenia świętej jedności w całym świecie, zrozumiał, że może się do tego najbardziej przyczynić, jeśli zachowa obrządek wschodniosłowiański i bazyliański instytut życia monastycznego w jedności Kościoła powszechnego. Dlatego w roku 1604, będąc włączonym do grona mnichów św. Bazylego i przyjąwszy imię Jan, oddał się całkowicie praktykowaniu wszelkich cnót, zwłaszcza pobożności i surowości. Z miłości do Krzyża, którą odczuwał już od najmłodszych lat, kontemplując Ukrzyżowanego Jezusa, nieustannie okazywał, że jest to coś zupełnie wyjątkowego.

Metropolita kijowski, Józef Welamin Rucki, który był archimandrytą tego samego klasztoru, zeznaje, że „w krótkim czasie awansował w życiu monastycznym do tego stopnia, że ​​mógł „być” nauczycielem innych”. Dlatego też, gdy został wyniesiony do godności kapłańskiej, sam Jozafat został mianowany archimandrytą i mianowany przewodniczącym klasztoru. Sprawując ten urząd, nie tylko starał się ocalić klasztor i świątynię, która się w nim znajdowała, i chronić je przed atakami wrogów, ale także, ponieważ były one niemal opuszczone przez wiernych, postanowił działać, aby lud chrześcijański mógł je ponownie celebrować. Tymczasem, troszcząc się przede wszystkim o jedność swoich obywateli ze Stolicą Piotrową, szukał wszędzie wszelkich dostępnych argumentów, aby ją promować i potwierdzać, zwłaszcza kartkując księgi liturgiczne, którymi zwykli posługiwać się wschodniacy i ci, którzy sprzeciwiali się nakazom świętych Ojców.

Po tak starannym przygotowaniu, podjął się zadania przywrócenia jedności z taką siłą, słodyczą i owocnością, że przeciwnicy nazwali go „drapieżcą dusz”. Zaiste, zadziwiające jest, jak wielu przyprowadził do jednej owczarni Jezusa Chrystusa, a pochodzili oni z każdej rangi i klasy: z ludu, kupców, rycerzy, prefektów i administratorów prowincji, jak słyszeliśmy od Sokolińskiego z Połocka, Tyszkiewicza z Nowogrodu i Mieleczki ze Smoleńska. Lecz on rozszerzył swój apostolat na znacznie szerszy obszar, z którego został mianowany biskupem Kościoła połockiego. Siła tego apostolatu musiała być niewiarygodna, skoro dawał przykład życia najczystszego, najuboższego, najbardziej wstrzemięźliwego i takiej hojności wobec potrzebujących, że zastawił swój omoforion, by ulżyć ich ubóstwu; Ponieważ trzymał się ściśle zasad religii i nie zajmował się żadnymi sprawami politycznymi, choć często i niemało namawiano go do zajmowania się sprawami i sporami cywilnymi; wreszcie, ponieważ był oddany najświętszemu biskupowi, który nie przestawał w słowach i pismach wpajać prawdy. Opublikował bowiem wiele rzeczy, które sam ułożył, szczególnie odpowiednich dla prostego ludu, jak na przykład o prymacie Piotra, o chrzcie św. Włodzimierza, jako obronę jedności katolickiej, katechizm według relacji błogosławionego Piotra Kanizjusza i inne tego rodzaju dzieła. Ponadto, ponieważ był bardzo pomocny zarówno w duchowieństwie, zachęcając ich do pilnego wypełniania obowiązków, stopniowo, rozbudzając żarliwość posługi kapłańskiej, sprawił, że lud, należycie pouczony w doktrynie chrześcijańskiej i karmiony właściwym głoszeniem słowa Bożego, przyzwyczaił się do uczestnictwa w sakramentach i świętej liturgii i odnowił się w coraz świętszej dyscyplinie życia. Tak daleko i szeroko, z rozprzestrzeniającym się Duchem Bożym, Jozafat wspaniale potwierdził dzieło jedności, któremu się poświęcił. Lecz potem, gdy umarł za tego samego męczennika, potwierdził je i uświęcił, i to z największą gotowością, z niezwykłą wielkodusznością. Zawsze miał męczeństwo w umyśle, często na ustach; pragnął męczeństwa dla siebie w słynnym kazaniu; wreszcie błagał o męczeństwo jako o szczególną łaskę Bożą; tak że na kilka dni przed śmiercią, ostrzeżony o zasadzkach, które na niego czekały, powiedział: „Panie, daj mi, abym mógł przelać krew za jedność i posłuszeństwo Stolicy Apostolskiej”. - Był gotowy do złożenia ślubów w niedzielę 12 listopada 1623 roku, kiedy to otoczony przez wrogów, którzy domagali się Apostoła jedności, stawił się im radośnie i uprzejmie, i modląc się w podobieństwie swego Mistrza Dominika, aby nie wyrządzili krzywdy jego domownikom, oddał się w ich ręce. A gdy został okrutnie ścięty ranami, nie przestał prosić Boga o przebaczenie dla swoich prześladowców aż do ostatniego tchnienia.

Korzyści płynące z tego znamienitego męczeństwa były wielkie: szczególnie dało ono wielkie wsparcie i siłę biskupom ruskim, którzy dwa miesiące później, wysyłając listy do Świętego Soboru Rozkrzewiania Wiary, oświadczyli, że „jesteśmy gotowi oddać życie i krew, jaką jeden z nas już przelał, za wiarę katolicką”. Ogromna liczba ludzi, w tym mordercy Męczennika, również stopniowo przyjęła łono jedynego Kościoła.

Krew świętego Jozafata, jak trzy wieki temu, tak i teraz szczególnie, jest rękojmią pokoju i pieczęcią jedności; teraz, mówimy, z tak wielkim bratobójczym rozlewem krwi, najnędzniejsze prowincje Słowian, dręczone najburzliwszymi ruchami, zostały skrwawione przez furię okrutnych wojen. Zdaje się bowiem, że słyszymy tę krew przemawiającą lepiej niż Abel (12) i apelującą do braci Słowian, jak niegdyś słowami Jezusa Chrystusa: Owce leżą bez pasterza. Żal mi mnóstwa. I zaprawdę, w jakże nędznym położeniu są uciskani! W jakże wielkich cierpieniach są zaangażowani! Ileż ojczyzn jest im wydzieranych! Ileż rzezi ciał! Ileż zniszczenia dusz! Zaiste, rozważając te czasy Słowian, znacznie gorsze od tych, które opłakiwaliśmy my, z trudem powstrzymujemy łzy z miłości do ojca.

My, aby ulżyć tak wielkiej masie nieszczęść, staraliśmy się dobrowolnie nieść pomoc cierpiącym, nie zważając na ludzkie względy i nie czyniąc żadnego rozróżnienia między potrzebującymi, udzielając jedynie natychmiastowej pomocy najbardziej potrzebującym. Nasze możliwości nie były jednak wystarczające, by sprostać tak wielkiej potrzebie. Nie mogliśmy też zapobiec narastaniu zniewag wobec prawdy i cnoty, z każdą pogardą wobec religii, co doprowadziło do tego, że w niektórych miejscach chrześcijan, a nawet kapłanów i prałatów miejsc świętych, skazywano na więzienie, a nawet śmierć.

Gdy rozważamy te nieszczęścia, niemałym pocieszeniem jest fakt, że uroczyste wspomnienie najsławniejszego słowiańskiego patriarchy stanowi dobrą okazję, by wyrazić ojcowską troskę, jaką żywimy wobec wszystkich Słowian wschodnich, i przedstawić im sumę wszelkich dóbr, która polega na ekumenicznej jedności Kościoła Świętego.

Do tej jedności, podczas gdy usilnie zachęcamy tych, którzy się nie zgadzają, pragniemy, aby wszyscy wierni Chrystusowi, z Jozafatem jako naszym autorem i nauczycielem, dążyli, aby każdy poświęcił się Nam według własnych zdolności, własnej pracy i nauki. Niech ponadto zrozumieją, że tę jedność należy promować nie tyle przez spory i inne zachęty, co przez przykłady świętego życia i obowiązków, ale przede wszystkim przez miłość do braci Słowian i innych ludów Wschodu, zgodnie ze słowami Apostoła: Mając tę ​​samą miłość, bądźcie jednomyślni, jednomyślni, myśląc o tym samym, nie z waśni lub próżnej chwały, lecz w pokorze uważając jeden drugiego za lepszego od siebie, nie patrząc każdy na swoje własne sprawy, ale na sprawy innych (13).

W tej sprawie, podobnie jak wschodni dysydenci, odrzuciwszy swoje dawne, przesądne poglądy, powinni starać się poznać prawdziwe życie Kościoła i nie przypisywać Kościołowi rzymskiemu błędów osób prywatnych, które on sam potępia i stara się naprawić, tak Latynosi powinni posiadać bogatszą i głębszą wiedzę o rzeczach i zwyczajach ludzi Wschodu, z których głębokiej wiedzy tak wielka skuteczność spłynęła do dzieła św. Jozafata.

Poruszeni tymi racjami, zadbaliśmy o to, aby poprzez nowe badania wspierać Papieski Instytut Wschodni, założony przez naszego umiłowanego poprzednika, Benedykta XV, w przekonaniu, że z prawdziwej wiedzy o rzeczach rozkwitnie sprawiedliwa ocena ludzi, a także szczera życzliwość, która w połączeniu z miłością Chrystusa będzie wielkim dobrodziejstwem dla jedności zakonnej, będącej darem Boga.

Bo prawdziwie, natchnieni tą miłością, wszyscy odczują to, czego Apostoł bosko naucza: Nie ma bowiem różnicy między Żydem a Grekiem; jeden bowiem Pan jest Panem wszystkich, bogaty dla wszystkich, którzy Go wzywają (14). Co więcej, co więcej, przez religijne posłuszeństwo temu samemu nakazowi Apostoła, odłożą i odłożą nie tylko uprzedzone opinie, ale także puste podejrzenia, wrogości, nienawiści, krótko mówiąc, wszystkie emocje umysłu przeciwne chrześcijańskiej miłości, przez którą narody są podzielone między sobą. Tak bowiem mówi ten sam Paweł: Nie okłamujcie się nawzajem, zwlekwszy z siebie starego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekwszy nowego, który się odnawia ku poznaniu według obrazu Tego, który go stworzył: gdzie nie ma już Greka ani Żyda... Barbarzyńcy ani Scyty, niewolnika ani wolnego, ale Chrystus jest wszystkim i we wszystkich (15).

Tak więc, poprzez to doskonałe pojednanie jednostek i narodów, zjednoczenie Kościoła dokona się jednocześnie, a wszyscy ci, którzy z jakiegokolwiek powodu zostali od niego odłączeni, powrócą do jego łona. To zjednoczenie nie zostanie udoskonalone przez radę ludzką, lecz przez dobroć jednego Boga, który nie ma względu na osoby i nie uczynił żadnej różnicy między nami a nimi (16). Stanie się tak, że wszyscy zjednoczeni ludzie, bez względu na rasę czy język, będą mogli korzystać z równych praw ze wszystkich świętych obrzędów, które Kościół rzymski, najświętiej czczony, zawsze zachowywał i zawsze postanowił zachować, ozdabiając się nimi jak drogocennymi szatami, niczym królowa… w złoconej szacie, otoczona rozmaitością (17).

Ponieważ to porozumienie wszystkich narodów w jedności ekumenicznej, jako dzieło przede wszystkim Boga, musi liczyć na Bożą pomoc i ochronę, trwajmy gorliwie na pobożnych modlitwach, idąc za przykładem i nauką samego św. Jozafata, który, opierając się przede wszystkim na sile modlitwy, zabiegał o jedność.

I z tym samym autorem i przewodnikiem oczyszczamy najczcigodniejszy Sakrament Eucharystii, rękojmię i główną przyczynę jedności, tę tajemnicę wiary, której miłość i gorliwe praktykowanie zachowali wszyscy Słowianie Wschodni nawet po odłączeniu się od Kościoła Rzymskiego, a sami uciekli przed bezbożnością cięższych herezji. Od czego wolno mieć nadzieję, że Matka Kościół modli się pobożnie i ufnie podczas sprawowania tych tajemnic, aby Bóg łaskawie udzielił darów jedności i pokoju, które mistycznie oznaczają składane dary (18); że Latynowie i Wschodni modlą się do jednych i drugich tymi samymi modlitwami podczas ofiary: pierwsi „wzywając Pana o jedność wszystkich”, drudzy błagając tego samego Chrystusa Pana, aby „ze względu na wiarę swojego Kościoła raczył go uspokoić i zjednoczyć według swojej woli”.

Inna więź pojednania ze Słowianami Wschodnimi zawiera się w ich szczególnej gorliwości do wielkiej Bogurodzicy Dziewicy i ich pobożności, oddzielającej ich od wielu heretyków i przybliżającej ich do nas. W czym, istotnie, choć Jozafat wielce się wyróżniał, polegał również bardzo na przekonywaniu do jedności: dlatego też, zgodnie ze zwyczajem mieszkańców Wschodu, zwykł czcić w szczególny sposób ikonę Bogurodzicy Dziewicy, którą najgorliwiej czczą mnisi bazyliańscy i w samym mieście, wraz ze świętymi Sergiuszem i Bakchem, a także wierni wszystkich obrządków, jako Królową Pasterstw. Dlatego też w tym imieniu wzywajmy szczególnie tę najłaskawszą Matkę, aby poprowadziła braci niewierzących na zbawienne pastwiska, gdzie Piotr, nigdy nie zawodząc w swoich następcach, zastępca wiecznego Pasterza, pasie i rządzi wszystkimi jagnięciami i owcami chrześcijańskiej trzody.

Wreszcie, niech wszyscy Celestiali będą orędownikami w tej doniosłej sprawie, zwłaszcza ci, którzy niegdyś kwitli wśród ludów Wschodu w opinii świętości i mądrości, a dziś kwitną z wielką czcią i uwielbieniem wśród ludów. Lecz przede wszystkim wzywajmy Jozafata jako naszego orędownika, który, jak najdzielniej bronił sprawy jedności za życia, tak teraz niech ją pielęgnuje przed Bogiem i najpotężniej ją chroni. – Którego zaiste błagamy tymi błagalnymi słowami Naszego poprzednika nieśmiertelnej pamięci, Piusa IX: „Niech twoja krew, którą przelałeś za Kościół Chrystusowy, będzie zadatkiem tej jedności z tą świętą Stolicą Apostolską, której zawsze pragnąłeś i o którą błagałeś Najwyższego Boga długimi i żarliwymi modlitwami dniem i nocą. Aby to się w końcu stało, pragniemy, abyś był nieustannym orędownikiem przed samym Bogiem i niebiańskim Dworem”.

Jako znak Bożej łaski i świadectwo Naszej życzliwości, z największą miłością udzielamy Wam, Czcigodni Bracia, Waszemu duchowieństwu i wiernym naszego apostolskiego błogosławieństwa.

Dano w Rzymie, u Świętego Piotra, dnia 12 listopada 1923 roku, w drugim roku Naszego Pontyfikatu

 

ENCYKLIKA

 

                                                 ************************************

 

 

12.XI - liturgiczne wspomnienie św. Józafata - ENCYKLIKA PAPIEŻA PIUSA XI

 

the holy see

ECCLESIAM DEI
DEL SOMMO PONTEFICE
PIO XI
AI VENERABILI FRATELLI PATRIARCHI, 
PRIMATI, ARCIVESCOVI, VESCOVI 
E AGLI ALTRI ORDINARI LOCALI 
CHE HANNO PACE E COMUNIONE 
CON LA SEDE APOSTOLICA, 
IN OCCASIONE DEL 
TRECENTESIMO ANNIVERSARIO DEL MARTIRIO DI
SAN GIOSAFAT, ARCIVESCOVO DI POLOTSK

Venerabili Fratelli, salute e Apostolica Benedizione.

La Chiesa di Dio, per ammirabile provvidenza, fu costituita in modo da riuscire nella pienezza dei tempi come un’immensa famiglia, che abbracci l’universalità del genere umano, e perciò, come sappiamo, fu resa divinamente manifesta, tra le altre sue note caratteristiche, per mezzo dell’unità ecumenica. Giacché Cristo Signor nostro non si appagò di affidare ai soli Apostoli la missione che Egli aveva ricevuta dal Padre, quando disse: « È data a me ogni potestà in cielo e in terra. Andate dunque e ammaestrate tutte le genti » [1], ma volle pure che il Collegio apostolico fosse perfettamente uno, con doppio e strettissimo vincolo: intrinseco l’uno, con la stessa fede e carità che « è diffusa nei cuori … dallo Spirito Santo » [2]; l’altro estrinseco col regime di uno solo sopra tutti, avendo a Pietro affidato il primato sugli altri Apostoli come a perpetuo principio e visibile fondamento di unità. Quest’unità, al chiudersi della sue vita mortale, Egli con somma premura raccomandò loro [3]; questa stessa, con ardentissime preci, domandò al Padre [4], e l’impetrò, « esaudito per la sua riverenza » [5].

Pertanto la Chiesa si formò e si accrebbe in « un corpo unico » animato e vigoroso di un medesimo spirito, del quale poi « è capo Cristo, da cui tutto il corpo è compaginato e connesso per via di tutte le giunture di comunicazione » [6]; e di esso per questa stessa ragione, è capo visibile colui che di Cristo tiene in terra le veci, il Pontefice Romano. In lui, come successore di Pietro, si avvera perpetuamente quella parola di Cristo: « Su questa pietra edificherò la mia Chiesa » [7]; ed egli, perpetuamente esercitando quell’ufficio che a Pietro fu affidato, non cessa mai di confermare, ove sia necessario, nella fede i suoi fratelli e di pascere tutti gli agnelli e le pecorelle del gregge del Signore. 

Orbene nessun’altra prerogativa mai « l’uomo nemico » avversò più ostilmente che l’unità di governo nella Chiesa, come quella cui va congiunta, « nel vincolo della pace » [8], l’unità dello spirito; e se il nemico non poté giammai prevalere contro la Chiesa stessa, ottenne nondimeno di strappare dal seno di lei non piccolo numero di figli, e perfino popoli interi. A sì gran danno non poco conferirono sia le lotte delle nazionalità fra di loro, sia le leggi contrarie alla religione e alla pietà, sia anche l’amore soverchio ai beni perituri della terra. 

Fra tutte la maggiore e la più lagrimevole fu la separazione dei Bizantini dalla Chiesa ecumenica. Sebbene fosse sembrato che i Concilii di Lione e di Firenze potessero porvi rimedio, tuttavia essa si rinnovò successivamente e perdura tuttora con immenso danno per le anime. Vediamo quindi come furono traviati e andarono, perduti, insieme con altri, gli Slavi orientali, benché questi fossero rimasti più a lungo degli altri nel seno della madre Chiesa. Si sa, infatti, che essi mantennero ancora qualche relazione con questa Sede Apostolica, anche dopo lo scisma di Michele Cerulario: e queste relazioni, interrotte dalle invasioni dei Tartari e dei Mongoli furono riprese successivamente e continuarono sin tanto che non ne furono impediti dalla caparbietà ribelle dei potenti. 

Ma in questa causa i Romani Pontefici nulla omisero di quanto spetta al loro ufficio; anzi alcuni di essi presero a cuore in modo speciale la salvezza degli Slavi orientali. Così Gregorio VII mandò con benignissima lettera [9] auguri d’ogni celeste benedizione al principe di Kiev, « a Demetrio, re dei Russi ed alla regina sua consorte » negli inizi del loro regno, su richiesta del loro figlio presente in Roma. Così Onorio III inviò suoi legati alla città di Novgorod; e lo stesso fece Gregorio IX e, non molto dopo, Innocenzo IV, il quale vi spedì come legato un uomo di animo grande e forte, Giovanni da Pian del Carpine, lustro della famiglia francescana. Il frutto di tanta sollecitudine dei Nostri Predecessori si vide nell’anno 1255, quando si ebbe il ristabilimento della concordia e dell’unità, ed a celebrarlo a nome del Pontefice, e per sua autorità, il legato di lui, l’abate Opizone, incoronò, con solenne pompa, Daniele, figlio di Romano. E così, secondo la veneranda tradizione e le usanze più antiche degli Slavi Orientali, si ottenne che al Concilio di Firenze, Isidoro, Metropolita di Kiev e di Mosca, Cardinale della Santa Romana Chiesa, anche a nome e nella lingua dei suoi connazionali, promise di conservare santa e inviolata l’unità cattolica nella fede della Sede Apostolica. 

Pertanto questa restaurazione dell’unità durò a Kiev per molti anni; ma vi si aggiunsero poi nuove ragioni di rottura coi rivolgimenti politici, maturatisi negli inizi del secolo XVI. Senonché fu di nuovo felicemente rinnovata nel 1595, e l’anno successivo, al Concilio di Brest, promulgata per opera del metropolita di Kiev e di altri Vescovi Ruteni. Clemente VIII li accolse con ogni affetto, e pubblicando la costituzione «Magnus Domini » invitò tutti i fedeli a rendere grazie a Dio, « il quale ha sempre pensieri di pace, e vuole che tutti gli uomini siano salvi e pervengano alla conoscenza della verità ». 

Ma perché tali unità e concordia si perpetuassero, Iddio, sommamente provvido, le volle consacrare, per così dire, col sigillo della santità e del martirio. Un così grande vanto è toccato a San Giosafat, Arcivescovo di Polotsk, di rito slavo orientale, che a buon diritto va riconosciuto come gloria e sostegno degli Slavi Orientali, poiché a fatica si troverà un altro che abbia dato al loro nome un lustro maggiore, o che meglio abbia provveduto alla loro salute, di questo loro Pastore ed Apostolo, specialmente per aver egli versato il proprio sangue per l’unità della santa Chiesa. Ricorrendo dunque il trecentesimo anniversario del suo gloriosissimo martirio, Ci è sommamente caro rinnovare la memoria di un così grande personaggio, affinché il Signore, invocato dalle suppliche più fervorose dei buoni, « susciti nella sua Chiesa quello spirito, di cui il beato Martire e Pontefice Giosafat era ripieno… tanto che diede la sua vita per le sue pecorelle »[10], così che, crescendo tra il popolo lo zelo nel promuovere l’unità, ne abbia incrementato l’opera che gli fu tanto a cuore, finché si avveri quella promessa di Cristo e insieme il desiderio di tutti i Santi, che « vi sia un solo ovile ed un solo Pastore » [11]. 

Egli nacque da genitori separati dall’unità, ma, religiosamente battezzato col nome di Giovanni, incominciò fin dall’età più tenera a coltivare la pietà; e mentre seguiva lo splendore della liturgia slava, cercava soprattutto la verità e la gloria di Dio: e per questo, non per impulso di ragioni umane, si rivolse, fanciulletto ancora, alla comunione della Chiesa ecumenica, cioè cattolica, a cui giudicava di essere già destinato per la stessa validità del suo battesimo. Anzi, sentendosi mosso da ispirazione divina a ristabilire dappertutto la santa unità, comprese che molto avrebbe giovato a ciò il ritenere nell’unione con la Chiesa cattolica il rito orientale slavo e l’istituto monastico Basiliano. Perciò, accolto nell’anno 1604 fra i monaci di San Basilio, e mutato il nome di Giovanni in quello di Giosafat, si consacrò interamente all’esercizio di tutte le virtù, specialmente della pietà e della penitenza, dimostrando sempre un singolare amore per la Croce: amore che fino dai primi anni egli aveva concepito dalla contemplazione di Gesù Crocifisso. 

Così il metropolita di Kiev, Giuseppe Velamin Rutsky, il quale era a capo di quello stesso monastero in qualità di archimandrita, testimonia che «egli in breve tempo fece tali progressi nella vita monastica da poter esser maestro agli altri ». Sicché, appena ordinato sacerdote, Giosafat si vide eletto a governare il monastero in qualità di archimandrita. Nell’esercizio di tale ufficio non solo si adoperò a mantenere e a difendere il monastero e l’attiguo tempio, assicurandoli contro gli assalti nemici, ma inoltre, avendoli trovati pressoché abbandonati dai fedeli, fece di tutto per farli nuovamente frequentare dal popolo cristiano. E in pari tempo, avendo anzitutto a cuore l’unione dei suoi concittadini con la cattedra di Pietro, cercava da ogni parte argomenti giovevoli a promuoverla e a consolidarla, principalmente studiando quei libri liturgici che gli Orientali, e i dissidenti stessi, sono soliti usare secondo le prescrizioni dei Santi Padri.

Premessa una così diligente preparazione, egli si accinse quindi a trattare, con forza e soavità insieme, la causa della restaurazione dell’unità, ottenendo frutti così copiosi da meritare dagli stessi avversari il titolo di « rapitore delle anime ». Ed è veramente mirabile il gran numero delle anime da lui condotte all’unico ovile di Gesù Cristo, da tutti gli ordini e da tutte le classi sociali, plebei, negozianti, cavalieri, e anche prefetti e governatori di province, come narrano del Sokolinski di Polotsk, del Tyszkievicz di Novogrodesc, del Mieleczko di Smolensk. Ma ad un campo ben più vasto ancora estese il suo apostolato, quando venne nominato vescovo a Polotsk: apostolato che doveva essere di una straordinaria efficacia, mentre egli offriva l’esempio di una vita di somma castità, povertà e frugalità ed insieme di tanta liberalità verso gli indigenti da giungere fino ad impegnare l’omophorion per sovvenire alla loro miseria. Nel frattempo si manteneva rigidamente nell’ambito della religione, non occupandosi minimamente di negozi politici, sebbene a lui non mancassero più d’una volta grandi sollecitazioni ad ingerirsi delle cure e delle lotte civili, mentre infine si sforzava, con lo zelo insigne d’un Vescovo santissimo, ad inculcare senza posa, con la parola e con gli scritti, la verità. Egli infatti pubblicò diversi scritti, da lui redatti in forma del tutto adatta all’indole del suo popolo, quali sul primato di San Pietro, sul battesimo di San Vladimiro, un’apologia dell’unità cattolica, un catechismo fatto sul metodo del beato Pietro Canisio, ed altri simili. Siccome poi insisteva molto nell’esortare alla diligenza del proprio ufficio l’uno e l’altro clero, ridestatosi nei sacerdoti lo zelo del loro ministero, riuscì ad ottenere che il popolo, debitamente ammaestrato nella dottrina cristiana e nutrito da un’appropriata predicazione della parola di Dio, si avvezzasse a frequentare i Sacramenti e le sacre funzioni e si desse ad un tenore di vita sempre più corretta. E così, ampiamente diffuso lo spirito di Dio, San Giosafat consolidò stupendamente l’opera dell’unità, a cui si era dedicato. Ma soprattutto allora egli la consolidò, e consacrò anzi, quando per essa incontrò il martirio, e l’incontrò col più vivo entusiasmo e con la magnanimità più mirabile. Al martirio sempre pensava, spesso ne parlava. Il martirio si augurò in una celebre predica. Il martirio ardentemente domandava a Dio quale singolare beneficio, tanto che, pochi giorni prima della morte, quando fu avvertito delle insidie che gli si macchinavano: « Signore — disse — concedimi di poter versare il sangue per l’unità e per l’obbedienza della Sede Apostolica ». Il suo desiderio fu appagato la domenica 12 novembre 1623 quando, circondato dai nemici che andavano in cerca dell’Apostolo dell’unità, egli si fece loro incontro sorridente e benigno, e pregatili, ad esempio del suo Maestro e Signore, che non toccassero i suoi familiari, si diede da sé nelle loro mani; e mentre veniva crudelissimamente ferito, non cessò sino all’estremo di invocare il perdono di Dio sopra i suoi uccisori. 

Grandi furono i vantaggi di un così famoso martirio, soprattutto tra i Vescovi Ruteni che ne trassero vivo esempio di fermezza e coraggio, come essi stessi attestarono, due mesi dopo, in una lettera spedita alla Sacra Congregazione di Propaganda: «Ci offriamo prontissimi a dare il sangue e la vita per la fede cattolica, come la diede già uno di noi ». Inoltre moltissimi, e fra questi gli uccisori stessi del Martire, fecero ritorno, subito dopo, al seno dell’unica Chiesa. 

Il sangue dunque di San Giosafat, come tre secoli fa, anche e specialmente ora riesce pegno di pace e suggello di unità: specialmente ora, diciamo, dopo che quelle sfortunate province slave, sconvolte da torbidi e da sommosse, sono state insanguinate da guerre furiose e spietate. E a Noi sembra di udire la voce di quel sangue, « che parla meglio di quello di Abele » [12], e di vedere quel martire rivolgersi ai fratelli Slavi ripetendo, come un tempo, con le parole di Gesù: « Le pecorelle giacciono senza pastore. Ho compassione di questa moltitudine ». E veramente, quanto miseranda è la loro condizione! Quanto terribili le loro angustie! Quanti esuli dalla patria! Quanta strage di corpi e quanta rovina di anime! Osservando le presenti calamità degli Slavi, certamente assai più gravi di quelle ch’ebbe a lamentare il nostro Santo, a stento Ci riesce, per il nostro affetto paterno, di frenare le lacrime. 

Ad alleviare sì grande cumulo di miserie, Noi, per parte Nostra, Ci affrettammo, è vero, a recare soccorsi ai bisognosi, senza alcuna mira umana, senza far altra distinzione che non fosse quella della più stringente necessità. Ma la Nostra possibilità non poté arrivare a tutto. Anzi, non potemmo impedire che si moltiplicassero le offese contro la verità e la virtù, col disprezzo di ogni sentimento religioso, con il carcere e con la persecuzione, in più luoghi anche sanguinosa, dei cristiani e degli stessi sacerdoti e vescovi. 

Nella considerazione di tanti mali, Ci conforta non poco la solenne commemorazione dell’insigne Pastore degli Slavi, perché Ci porge propizia l’occasione di manifestare i sentimenti paterni che Ci animano verso tutti gli Slavi Orientali e di mettere loro dinanzi, come la sintesi di tutti i beni, il ritorno all’unità ecumenica della santa Chiesa. 

Mentre invitiamo i dissidenti a tale unità, desideriamo ardentemente che tutti i fedeli, seguendo le orme e gli insegnamenti di San Giosafat, si studino, ciascuno secondo le proprie forze, a cooperare con Noi. Ed essi intendano bene che tale unità, meglio che con le discussioni e altri stimoli, è da promuovere con gli esempi e le opere di una vita santa, specialmente con la carità verso i fratelli Slavi e verso gli altri Orientali, secondo ciò che dice l’Apostolo, « avendo la stessa carità, una sola anima, uno stesso sentimento, senza nulla fare per ripicca o per vanagloria; ma per umiltà l’uno creda l’altro superiore a sé, badando ognuno non a ciò che torna bene per lui ma a quello che torna bene per gli altri » [13].

A questo fine, come è necessario che gli Orientali dissidenti, deponendo antichi pregiudizi, procurino di conoscere la vera vita della Chiesa, senza voler imputare alla Chiesa Romana le colpe dei privati, colpe che essa per la prima condanna e cerca di correggere; così i Latini cerchino di conoscere meglio e più profondamente la storia e i costumi degli Orientali; perché appunto da quest’intima conoscenza derivò sì grande efficacia all’apostolato di San Giosafat. 

Questo fu il motivo per cui cercammo di promuovere con rinnovato ardore l’Istituto Pontificio Orientale, fondato dal compianto Nostro Predecessore Benedetto XV, persuasi che dalla retta conoscenza dei fatti sorgerà il giusto apprezzamento degli uomini e parimenti quella schietta benevolenza, la quale, congiunta alla carità di Cristo, con l’aiuto di Dio, gioverà moltissimo all’unità religiosa. 

Animati da tale carità, tutti sperimenteranno quanto l’Apostolo divinamente ispirato insegna: «Non c’è distinzione fra Giudeo e Greco, perché egli è il Signore di tutti, ricco verso tutti coloro che l’invocano » [14]. E, ciò che più importa, ubbidendo scrupolosamente al medesimo Apostolo, non solo deporranno i pregiudizi, ma anche le vane diffidenze, i rancori e gli odii: in una parola, tutte quelle animosità così contrarie alla carità cristiana, che dividono tra di loro le nazioni. Avverte infatti lo stesso San Paolo: «Non mentitevi gli uni gli altri. Vi siete infatti spogliati dell’uomo vecchio con le sue azioni e avete rivestito il nuovo, che si rinnova, per una piena conoscenza, ad immagine del suo creatore. Qui non c’è più Gentile e Giudeo … Barbaro e Scita, servo e libero, ma Cristo è tutto in tutti » [15]. 

In tal modo, con la riconciliazione degli individui e dei popoli, si otterrà anche l’unione della Chiesa col ritorno al suo seno di tutti quelli che, per qualsivoglia motivo, se ne separarono. E il compimento di tale unione avverrà non già per l’impegno umano, ma per bontà, di quel solo Dio che « non fa preferenza di persone » [16], e che « non fece differenza alcuna tra noi e loro » [17]; e così, uniti tra essi, godranno degli stessi diritti tutti i popoli, di qualunque schiatta o lingua, e quali si siano i loro riti sacri; riti che la Chiesa Romana sempre venerò e ritenne religiosamente, decretandone anzi la conservazione ed ornandosene come di vesti preziose, quasi « regina in manto d’oro con varietà d’ornamenti » [18]. 

Ma siccome questo accordo di tutti i popoli nell’unità ecumenica è anzitutto opera di Dio, e perciò da doversi procurare con l’aiuto e l’assistenza divina, ricorriamo con ogni diligenza alla preghiera, seguendo in ciò gli insegnamenti e gli esempi di San Giosafat, il quale nel suo apostolato per l’unità confidava soprattutto nel valore dell’orazione. 

E sotto la guida e col patrocinio di lui, veneriamo con culto speciale il Sacramento dell’Eucaristia, pegno e causa principale dell’unità, quel mistero della fede per la quale quegli Slavi Orientali, che nella separazione dalla Chiesa Romana conservarono gelosamente l’amore e lo zelo, riuscirono ad evitare l’empietà delle peggiori eresie. Da qui è lecito sperare il frutto che la santa madre Chiesa domanda con pia fiducia nella celebrazione di questi augusti misteri, cioè che « Iddio conceda propizio i doni dell’unità e della pace, che misticamente vengono simboleggiati nelle oblazioni fatte all’Altare » [19]. E questa grazia unitamente implorano nel santo Sacrificio della Messa i Latini e gli Orientali: questi « pregando il Signore per l’unità di tutti », quelli col supplicare lo stesso Cristo Signor nostro che « riguardando alla fede della sua Chiesa, si degni di pacificarla e unificarla secondo la sua volontà ». 

Un altro vincolo di reintegrazione dell’unità con gli Slavi Orientali sta nella loro devozione singolare verso la gran Vergine Madre di Dio, in forza della quale molti si allontanano dall’eresia e si avvicinano maggiormente a noi. E in questa devozione, nella quale si segnalava assai, il nostro Santo altrettanto confidava moltissimo per favorire l’opera dell’unità: onde soleva con particolare venerazione onorare, all’usanza degli Orientali, una piccola icona della Vergine Madre di Dio, la quale dai Monaci Basiliani e dai fedeli di qualsiasi rito, anche in Roma nella chiesa dei santi Sergio e Bacco, è molto venerata con il titolo di « Regina dei pascoli ». Lei, dunque, invochiamo, quale benignissima Madre, con questo titolo specialmente, perché guidi i fratelli dissidenti ai pascoli della salute, dove Pietro, sempre vivente nei suoi successori, come Vicario dell’eterno Pastore, pasce e governa tutti gli agnelli e tutte le pecorelle del gregge di Cristo. 

Infine, ai Santi tutti del Cielo ricorriamo come a nostri intercessori per una grazia così grande, a quelli soprattutto che presso gli Orientali maggiormente fiorirono un tempo per fama di santità e di sapienza, e fioriscono tuttora per venerazione e culto dei popoli. Ma primo fra tutti invochiamo a patrono San Giosafat, perché, come fu in vita fortissimo propugnatore dell’unità, così ora presso Dio la promuova e vigorosamente la sostenga. E così Noi lo preghiamo le supplichevoli parole del Nostro antecessore di immortale memoria, Pio IX: « Dio voglia che quel tuo sangue, o San Giosafat, che tu versasti per la Chiesa di Cristo, sia pegno di quell’unione con questa Santa Sede Apostolica, a cui tu sempre anelasti, e che giorno e notte implorasti con fervida preghiera da Dio, somma Bontà e Potenza. E perché tanto si avveri alfine, vivamente desideriamo di averti intercessore assiduo presso Dio stesso e la Corte del Cielo ». 

Auspice dei divini favori e a testimonianza della Nostra benevolenza, impartiamo con ogni affetto Venerabili Fratelli, a voi, al clero e al popolo vostro l’Apostolica Benedizione. 

Dato a Roma, presso San Pietro il 12 novembre 1923, anno secondo del Nostro Pontificato

PIUS PP. XI

[1Matth., XXVIII, 18, 19. 

[2Rom., V, 5. 

[3Ioann., XVII, 11, 21, 22. 

[4Ibid

[5Hebr., V, 7. 

[6]Eph., IV, 4, 5, 15, 16. 

[7Matth., XVI, 18. 

[8Eph., IV, 3. 

[9] Ep., lib. 2, ep. 74, apud Migne, Patr. lat., t. 148, col. 425. 

[10] In officio S. Iosaphat. 

[11Ioann., X, 16. 

[12Hebr., XII, 24. 

[13Phil., II, 2-4.

[14Rom., X, 12. 

[15Coloss., III, 9-11. 

[16Act., X, 34. 

[17Ibid., XIV, 9. 

[18Psalm. XLIV, 10. 

[19] Secreta Missae in solemnitate Corporis Christi.

Copyright © Dicastero per la Comunicazione

the holy see

La SANTA SEDE

W KOLEJNYM TEKSCIE ZAMIESZCZAMY TLUMACZENIE NA JĘZYK POLSKI !

************************************************************************************************************************* 

Św. Jozafat Kuncewicz - znak dla Polski. ŚWIECA NIEPODLEGŁOŚCI.

Święty Jozafat Kuncewicz – znak dla Polski

Zwycięstwo pod Chocimiem 11 listopada 1673 r. i duchowa świeca niepodległości

 

  /  tekst red. Renaty Kopeć, specjalnie dla portalu Katolickie Słowo Dziennikarzy - III w cyklu /

Dzieje Polski od zawsze splatają się z dziejami wiary. Nasza historia to nie tylko ciąg bitew, królów i traktatów, ale też dramatyczny zapis duchowych zmagań – o jedność, wolność i wierność prawdzie. W tej historii naszych dziejów szczególne miejsce zajmuje święty Jozafat Kuncewicz, męczennik jedności Kościoła, patron Polski i symbol ofiary, która staje się źródłem zwycięstwa.

Jozafat Kuncewicz, arcybiskup połocki, był jednym z najżarliwszych obrońców unii brzeskiej – dzieła, które miało połączyć wiarę katolicką i prawosławną w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Pragnął pojednania, nie wojny. A żył w czasach wybitnie wojennych: wojen szwedzkich, najazdów tatarskich, buntów kozackich, wojen z Rosją i nawet z Siedmiogrodem oraz ciężkich, wewnętrznych wykańczających Polskę sporów politycznych. Głosił ewangelię pokoju, ale zapłacił za to najwyższą cenę.
12 listopada 1623 roku, w Witebsku, został zamordowany przez rozwścieczony tłum. Umarł przebaczając oprawcom.

Trudno nie dostrzec w tym daty – 11 listopada, dnia, który z biegiem wieków stał się świętem niepodległej Polski. To niezwykłe nałożenie się wydarzeń – jakby Bóg sam wpisał w kalendarz znak, że wolność zawsze rodzi się z ofiary i miłości. Bo pierwszym wspomnieniem po dniu niepodległości jest święto Jozafata Kuncewicza, męczennika. Ten dzień powinniśmy rozumieć także jako zadanie dla naszej Ojczyzny, podążać drogą miłości do Kościoła i bliźnich. [1]

Za życia św. Jozafata, w 1621 roku, miała miejsce pierwsza bitwa pod Chocimiem – jedno z najważniejszych starć w historii Rzeczypospolitej. Wspólnymi siłami Polacy, Litwini i Kozacy zatrzymali potężną armię Imperium Osmańskiego.
Zwycięstwo to miało głęboki, duchowy wymiar – było postrzegane jako Lepanto Wschodu, znak, że chrześcijańska Europa jeszcze potrafi się zjednoczyć w obronie wiary. Papież Urban VIII uznał je za wydarzenie opatrznościowe i ustanowił specjalną liturgię dziękczynną. [2] W tle tego triumfu jest Jozafat, apostoł jedności, który w tym samym czasie niósł światło pokoju na wschodnie rubieże Rzeczypospolitej.

Pięćdziesiąt lat później, 11 listopada 1673 roku, dokładnie w wigilię męczeństwa św. Jozafata, hetman Jan Sobieski rozgromił Turków pod Chocimiem.
Dla współczesnych był to znak nie z tej ziemi – jakby sam męczennik z Witebska wstawił się za Ojczyzną, przynosząc jej nie tylko zwycięstwo oręża, lecz także duchowe odrodzenie.
Zwycięstwo to przepowiedział inny wielki, zapomniany dziś święty Stanisław Papczyński, założyciel pierwszego polskiego zgromadzenia zakonnego - Marianów, zwykły z pochodzenia chłop polski, spowiednik króla Jana Sobieskiego. Chocim stał się więc nie tylko triumfem wojskowym, ale także mistycznym potwierdzeniem, że święci naprawdę towarzyszą dziejom Polski. Tych dwóch świętych łaczy jeszcze jedna postać: Maryi Królowej Polski. Św. Jozafat był goracym czcicielem Matki Bożej, a św. Stanisław Papczyński,  gorliwie zabiegał o ustanowienie święta ku czci Niepokalanego Poczęcia Maryi Panny. Symbolem tej łączności duchowej obu świętych jest Świeca Niepodległości, ozdobiona wizerunkiem Niepokalanego Poczęcia. To znak dla Polaków o poddaństwie w macierzyńską niewolę Maryi i kolejne nawiazanie do przejęcia się prośbami Naszej Królowej płynącymi z Fatimy.

 Świeca, którą dziś nazywamy Świecą Niepodległości,  została specjalnie wykonana na kanonizację św. Jozafata Kuncewicza w dniu 29 czerwca 1867r. Płonęła  podczas mszy kanonizacyjnej, symbolizując jego obecność. Na świecy  jest ukazana postać Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej.  Wręczono ją papieżowi  Piusowi IX podczas kanonizacji, a papież niespodzianie zwrócił ją Polakom ze słowami ,,Zapalcie ją w wolnej Polsce''[3]. 

I tak się stało. Kiedy w 1919 roku, po ponad wieku niewoli, do Polski wróciła świeca kuncewiczowa stała się niemal od razu symbolem modlitwy o trwałość odzyskanej wolności.
Pierwszy raz po odzyskaniu została zapalona przez nowo powołanego marszałka  sejmu Wojciecha Trąbczyńskiego podczas mszy świętej 11 stycznia 1920 r w archikatedrze warszawskiej [4]. Dzisiaj znajduje się w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie na Wilanowie, jako relikwia zmartwychwstania Polski. I ponownie od 2018 r. jest  zapalana ogniem z grobu nieznanego żołnierza w święto niepodległości przez Prezydenta Rzeczypospolitej. Nie przypadkiem ten gest odnosi się do 11 listopada. To jakby duchowy ciąg znaków: męczeństwo św. Jozafata – zwycięstwo Sobieskiego – odrodzenie Polski. Trzy epoki, ten sam duch: miłości i ofiary oraz światło, które rozprasza mrok.

Kolejnym znakiem jest zaprezentowany podczas kanonizacji św. Jozafata  niezwykły obraz: święty uwalnia z kajdan polskiego jeńca. Podpis pod obrazem głosił: ,,Święty Jozafat, w stroju biskupim, staje obok szlachcica polskiego, żyjącego w nędznej niewoli i dotknięciem pastorału kruszy kajdany, a jeńcowi każe odejść wolno''[5]. Klęczący Polak symbolizował zniewolony naród, a Jozafat – jego duchowego wybawcę. W tej scenie wielu dostrzegało proroczy znak: męczennik jedności stawał się także orędownikiem wolności Polski. [6]

Podobna wizję otrzymała w XIX wieku Wanda Malczewska. Ujrzała Najświętszą Maryję Pannę oraz Pana Jezusa, przed nimi klęczącego św. Jozafata wstawiającego się za swoim narodem, a zwłaszcza za wyjątkowo okrutnie katowanymi przez rosyjskiego zaborcę unitami. Święty w odpowiedzi na prośby usłyszał z ust Jezusa obietnicę: „Jeszcze chwila. Trwajcie w wierze – a będziecie wolni. Oprawcy poniosą karę '' [7].

Od Witebska po Chocim, od Watykanu po Warszawę – historia św. Jozafata to historia Polski w pigułce. Męczennik św. Jozafat, którego krew przyniosła zwycięstwo jest patronem Polski. Przypomina, że prawdziwa niepodległość rodzi się z ofiary, a prawdziwa jedność – z miłości.

 11 listopada to więc nie tylko data polityczna. To dzień, w którym św. Jozafat zapala w sercach Polaków tę samą świecę niepodległości, płonącą od XVII wieku – światło, którego nie zdołał zgasić mrok dziejów. Oby nie zgasiła tego ognia dzisiejsza obojętność czy wręcz nienawiść do Boga, Kościoła i Ojczyzny. Przywołujmy więc wezwanie w tym wyjątkowym dniu z litanii do św Jozafata:

,,,.......Patronie Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego, módl się za nami 

Pochodnio gorejąca miłości Bożej, módl się za nami

Ozdobo słowiańskich narodów, módl się za nami

Promotorze zgody i miłości narodu swego, módl się za nami

Prosimy Cię, przyczyń się za nami, aby Bóg 

Ojczyźnie naszej pokój i zgodę dać raczył........''

[1] centrumopatrznosci.pl ,,Kazanie biskupa Józefa Pelczara wygłoszone w katedrze warszwskiej podczas wprowadzenia świecy niepodległości"

[2] Muzeum Pałacu Króla Jana III Sobieskiego w Wilanowie; Andrzej Klubiński ,,Liturgiczna tradycja zwycięstwa pod Chocimiem"

[3] centrumopatrznosci.pl ,,Dzieje Świecy Niepodległości" 17 października 2025, tekst na podstawie referatu ks. Wojciecha Mleczko pt. ,, Księża Zmartwychwstańcy kustoszami Świecy Niepodległości" wygłoszony 12 listopada 2021

[4] Włodzimierz Osadczy, Andrzej Gieniusz ,,Unii i Polski ozdoba i chwała. Księża zmartwychwstańcy wobec kultu i kanonizacji św. Jozafata" Wydawca: von Borowiecky, 2020

[5] Alfons Guepin ,,Żywot ś. Jozafata Kuncewicza'' księgarnia Gubrynowicz i Smidt, Lwów 1885

[6] Pisma X. Hieronima Kajsiewicza ,,Kazania przygodne" ; w księgarni u Behra, Berlin 1870

[7] Wanda Malczewska ,,Przepowiednie, wizję, upomnienia dotyczące Kościoła i Polski''; opracował ks. Alojzy Majewski; wydawnictwo Maria Vincit, Wrocław 2024
[Renata Kopeć] 
 11. Listopada.2025 r., Warszawa
ilustracje: fot. Autorki - Renata Kopeć
-------------

Podpisy do zdjęć: 

Zdjęcie nr 1-  ikona św Jozafata Kuncewicza w parafii grekokatolickiej w Piasecznie podczas mszy odpustowej 12 listopada 
Zdjęcie nr 2 wnętrze kościoła parafii wojskowo-cywilnej pw. św. Jozafata Kuncewicza Ostrowi Mazowieckiej z relikwiami św. Jozafata Kuncewicza widocznymi na filarze obok tabernakulum w podświetlonej czerwonym światłem szafce
[FOT.RENATA KOPEĆ@]

b88c05c0 5117 4f2e b818 78832dccc1f9 1 all 8902SW JOZAFAT 3________________________________________________________________________________________

 

Inicjatywa polskich Biskupów zasługiwała na pokojowego Nobla ! "udzielamy wybaczenia i prosimy o nie"

Łk 6,37: "Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone."

Kol 3,13: "Przebaczając sobie nawzajem, jeśli kto ma powód do skargi przeciw drugiemu. Jak Pan wam przebaczył, tak i wy!"

 

Inicjatywa polskich Biskupów zasługiwała na pokojowego Nobla ! "udzielamy wybaczenia i prosimy o nie" 

Piotr Łysakowski

 

Lata temu podczas pracy w IPN natknąłem się na dokumenty związane ze sprawa „Orędzia polskich Biskupów…”.

Dziś w sytuacji narastających napięć polsko - niemieckich, absurdalnie agresywnej polityki prowadzonej przez aparat państwowy Rzeczpospolitej wobec Kościoła warto przypomnieć, z okazji zbliżającej się 60 rocznicy opublikowania tego godnego Nobla dokumentu, pewne aspekty związane z ta kwestią. 

Na marginesie powyższego kilka uwag ogólnych. 

Należy ze smutkiem zauważyć, że antykościelna kampania, która przetoczyła się niedawno przez media i ulice polskich miast w sposób wyraźny czerpiąc z doświadczeń departamentu IV komunistycznego MSW zdecydowanie przekroczyła wyczyny poprzedników. Widać nauki sbeków trafiły na podatny grunt. 

Kościół jest dziś jedną z ostatnich barier broniących Polskości i substancji narodowej, podobnie więc jak w latach 60/tych (i przez cały okres istnienia PRL) należy go atakować i niszczyć we wszystkich możliwych wymiarach, w tym także fizycznie, przy absolutnej bierności organów ścigania. Ślady tych ataków znajdziemy do dziś na fasadzie kościoła Świętego Aleksandra na Placu Trzech Krzyży w Warszawie. 

Używa się przy tym prawie dokładnie takich samych argumentów jak „za Gomułki” (abstrahujmy od „odpiłowywania”). 

Przykład pierwszy z brzegu to kwestia „aborcji” - „kobieta ma prawo decydować o swoim ciele”, „warunki mieszkaniowe nie pozwalają…”, „sytuacja materialna …” , lepiej więc mieć w domu „psiecko” niż dziecko, mniej kłopotu, a w razie trudności zawsze można oddać do schroniska i po sprawie, łatwiejsze i bezpieczniejsze niż „skrobanka”. 

Niżej znajdziecie Państwo przykłady sprzed lat. 

Dokumenty, o których piszę odkrywają w znacznym stopniu kuchnię komunistycznej manipulacji, stosowanej także i dzisiaj pod zmienioną nazwą „europejska”. 

Po stronie niemieckiej, pokazują także obawy i postawy wynikające ze zdarzeń roku 1965. 

Wydaje się, że dokumenty, o których pozwalam sobie skrótowo pisać niżej prowokują też do postawienia nowych pytań. 

Byłyby one następujące: jak media w PRL realizowały zalecenia władz wobec Kościoła Katolickiego „po Orędziu„. Fajnie byłoby spróbować opisać reakcje społeczne jakie miały miejsce w Polsce po inicjatywie polskich Biskupów, choć dziś to bardzo trudne. Powinniśmy jeszcze dziś  domagać się rozpoczęcia programu badawczego określającego jaka była ( i czy miała miejsce !? ) współpraca między polskimi a służbami specjalnymi NRD w akcji przeciwko polskiemu kościołowi w interesującym nas aspekcie i momencie historycznym, czy „STASI” próbowała w tej grze być niezależnym podmiotem ( tu, i nie tylko tu, są potrzebne badania archiwów w  zbiorach byłego „Instytutu Gaucka” ). Ważne byłoby też przypatrzeć się aktywności służb zachodnioniemieckich. W swoim czasie moją propozycję idąca w tym kierunku zbyto w IPN wzruszeniem ramion, czego do dziś nie jestem w stanie pojąć.

Interesująca jest też ( i do tej pory niezbadana ) rola jaką mogli komuniści wyznaczać, nieświadomym tego, innym Kościołom chrześcijańskim w Polsce w rozgrywce z Kościołem Katolickim, to bardzo ważne w kontekście dzisiejszych działań zohydzających instytucję Kościoła.

To wszystko są pytania, na które powinniśmy sobie spróbować odpowiedzieć, chcąc zrozumieć i poznać swoją najnowszą historię i fobie antykatolickie rządzących dziś w Polsce „Europejczyków”. Dziś warto tez przypatrzeć się aktywnością Polaków współpracujących z niemieckimi i polsko niemieckimi instytucjami (jest ich sporo) i ich możliwej postawie w odniesieniu do interesujących nas zdarzeń. Czy będą nieskomplikowaną tubą niemieckiej narracji (tak jak w przypadku opowieści Petera O. Loewa o „polskim antysemityzmie”, która ma być uwzględniona w narracji umieszczonej w nieistniejącym „Domu Polsko Niemieckim”) czy potrafią zdobyć się na elementarną uczciwość co może zagrozić ich pozycji i karierze !?

A teraz podróż w przeszłość. 

 

Zdarzyło się to dnia 18 listopada 1965 w trakcie Soboru Watykańskiego II 34 polskich biskupów,  podpisało „Orędzie”  do „biskupów niemieckich” ( byli wśród nich kardynał Stefan Wyszyński i Święty Jan Paweł II – wówczas Karol Wojtyła). 

Akcja Kościoła wywołała atak furii komunistycznej władzy. „Ktoś” ośmielił się podważyć jej monopol na reprezentowanie Polaków i to reprezentowanie w stosunkach z najbardziej (oprócz USA) znienawidzonym „obiektem” na zachodzie – z RFN i jego obywatelami jakimi byli niemieccy Biskupi. Na reakcje nie trzeba było czekać długo, rozpoczęła się wściekła antykościelna akcja, w trakcie której nie cofano się przed żadnymi metodami bazując przy tym na powojennych resentymentach Polaków wobec Niemców.„ [...] Rozpoczęty w dokumentach biskupich dialog w przedmiocie granicy polskiej na Odrze i Nysie nie przyniósł Polsce niczego dobrego. Biskupi niemieccy, ważąc słowa i nie zajmując bezpośrednio stanowiska w tej sprawie, w sposób pośredni i zdecydowany stanęli na gruncie rewizjonistycznym. […] biskupi polscy , nawet bez uprzedniej prośby [...] wybaczyli Niemcom wszystkie zbrodnie, jakich dopuściły się Niemcy [...] wobec Polski i narodu polskiego. […] Biskupi mówią […] w swym orędziu do biskupów niemieckich: „[...] > wyciągamy do Was nasze dłonie z ław kończącego się Soboru, udzielamy przebaczenia i prosimy o przebaczenie < [...] Żadne dokumenty […] nie mogą wymazać hitlerowskich zbrodni wojennych […]. Nie zostaną one ani zapomniane ani wybaczone. […] antykomunizmu zaćmił w ich umysłach poczucie patriotyzmu, zaćmił fakt, że walka z komunizmem uderza rykoszetem w granice Polski na Odrze, Nysie i Bałtyku, godzi faktycznie w niepodległy byt narodu polskiego. [...] Rząd PRL, organa władzy państwowej, nie prowadzą ani nie chcą prowadzić walki z kościołem, [...] część hierarchii kościelnej na czele z kardynałem Wyszyńskim wyszła z konstytucyjnych ram [...] władze państwowe muszą na to reagować, [...] Ta część hierarchii kościelnej, która gwałci ustawę zasadniczą [...] dopóki nie zajmie lojalnej postawy wobec państwa, wobec Polski Ludowej. [...] ”.

Fragmenty listu byłego premiera PRL Józefa Cyrankiewicza, który zapowiadał represje wobec episkopatu a tym samym łamanie Konstytucji PRL, cytowane wyżej, a odnoszące się do „Orędzia Biskupów Polskich do Niemieckich” charakteryzowały doskonale atmosferę jaka zapanowała w kręgach komunistycznej władzy po inicjatywie Episkopatu Polski z 1965 roku i reakcji Episkopatu Niemiec na tę inicjatywę ( 5.XII.1965 roku ). Rzecz charakterystyczna i chyba nieprzewidziana przez nikogo „Orędzie” stało się istotnym elementem gry politycznej odnoszącej się do państwowości NRD. W tej kwestii zwracano uwagę na suwerenność wspomnianej wyżej NRD i wiążące się z tym uznanie przez to państwo granicy na Odrze i Nysie. Z punktu widzenia polityki i istnienia NRD, jako niezależnego bytu państwowego, cała inicjatywa Biskupów ignorująca istnienie dwu państw niemieckich polskich była bez sensu bowiem między PRL a NRD żadne problemy i kwestie sporne nie istnieją: „[...] i nie trzeba żadnego więcej >pojednania< ni >wybaczenia< [...]”. 

Przy okazji dyskusji o „orędziu” i opisywaniu sytuacji w Niemczech Zachodnich w propagandzie PRL wykorzystywano mocno udział niemieckiego Kościoła Katolickiego w budowie i kształtowaniu postaw żołnierzy  „Bundeswehry” starając się opisywać ten proces jako pełną kontynuację tego co działo się wcześniej w Wehrmachcie: „W każdej jednostce [...] jest co najmniej dwóch kapłanów: jeden rzymsko – katolicki i jeden ewangelicki. Jeśli w hitlerowskich dywizjach na 10 – 12 tysięcy żołnierzy było dwóch kapelanów to w Bundeswehrze 1 duchowny przypada na 1500 żołnierzy [...] kapelani wojskowi [...] wychowują również żołnierzy w duchu tradycji krzyżackich i pruskich, a nawet hitlerowskich [...]”. 

Wraz z upływem czasu obserwując uważnie to co się działo na niemieckiej scenie politycznej i chcąc nie chcąc przyznawano przy tym, że inicjatywa , która wyszła od „ polskiego Kościoła” miała istotne znaczenie dla dialogu polsko – niemieckiego i kierowała dyskusję na temat powojennych granic naszego kraju na zupełnie nowe tory aktywizując w nią przy tym nie tylko środowiska katolickie. Próbowano też znaleźć w aktywności strony niemieckiej ślady doraźnej obrony Kardynała Stefana Wyszyńskiego, którego w różnych niemieckojęzycznych mediach wyraźnie odróżniano od Gomółki, przed atakami „władzy ludowej”. Z kolei Niemcy dostrzegając w „Orędziu” dokument polityczny nie uciekali od trudnych dla siebie problemów i pytań stawianych przez polskiego kardynała. Dotyczyły one efektów wojny, która wepchnęła Polskę „w objęcia komunizmu i ateizmu”, a także i tego, że to z ich winy granica polsko – niemiecka przebiega tak właśnie jak przebiegała w 1965 roku. Te sformułowania kładły całkowity kłam propagandzie komunistów o „wyprzedawaniu” przez kościół polskich interesów narodowych. 

Jeszcze przed podpisaniem przez Stefana Wyszyńskiego „Orędzia” bardzo uważnie obserwowano to co dzieje się w Rzymie gdzie przebywali polscy biskupi. Szczegółowo informowano na przykład o ilości i zawartości korespondencji jaką otrzymywali hierarchowie przebywający Soborze Watykańskim II. Jak sądzę, nie bez przyczyny w policyjnych dokumentach, które kiedyś  przeglądałem w IPN, znalazła się nie datowana notatka / instrukcja: „Aktualne problemy polityki kościoła i zadania organizacji partyjnych [...]” zawierająca, między innymi, wykładnię działań dla aparatu bezpieczeństwa PRL wobec kościoła właśnie. Opisywano w niej dobre i złe strony „współżycia” komunistycznego państwa z instytucjami katolickimi. Rzecz jasna tych złych stron było znacznie więcej niż dobrych, a cała wina, za pogarszanie się atmosfery leżała po stronie katolików i hierarchii kościelnej wzmagającej od dłuższego czasu: „ [...] ofensywę polityczną wymierzoną przeciw władzy ludowej, obliczoną na skłócenie ludzi wierzących i niewierzących [...] rozbicie jedności narodu zajętego twórczą, pokojową pracą [...] Aspiracje polityczne hierarchii kościelnej [...] stanowią przyczynę trudności w normalizacji stosunków między kościołem a państwem [...]”. Wyraźnym przykładem chęci dominowania nad władzą świecką i zdobywania zwolenników miała być pielgrzymka Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej po Polsce: „ [...] Dotychczasowy przebieg tej wędrówki ujawnia poza religijne cele jakie przy tej okazji usiłuje osiągnąć episkopat. Staje się ona bowiem >unowocześnioną< metodą nawracania wiarę przy pomocy środków antykomunistycznych [...]”. Według anonimowych autorów dokumentu do zwalczania komunistów i ich wpływów „używano” też ustawy dopuszczającej przerywanie ciąży. Zadziwiające ale argumenty, za tą ustawą, używane w roku 1965 niczym nie różnią od tych , które stosowane są w celu jej poparcia dzisiaj – warto zwrócić na to uwagę: „ […] kampania ta zaczęła się od napaści biskupów na ustawę o dopuszczalności przerywania ciąży i politykę świadomego macierzyństwa […] propagujemy planowanie rodziny […] by nie było tragedii matek obarczonych nadmierną liczbą dzieci, którym rodzice nie mogą zapewnić minimum utrzymania. Nie propagujemy wcale przerywania ciąży, przeciwnie uważamy, je za środek szkodliwy dla zdrowia kobiety, dopuszczalny tylko w ostateczności […]”. Równocześnie wskazywano na pozytywne przykłady współpracy innych wyznań z władzą konfrontując je od razu z pozycją i postawą kościoła w Polsce. W sumie odmawiano i Kościołowi i jego „książętom” prawa do zabierania głosu w jakichkolwiek sprawach związanych z życiem społecznym w Polsce: „ [...] Kto jak kto, ale właśnie hierarchia rzymsko – katolicka nie ma jakiegokolwiek prawa mówić o trosce o ludzi pracy i wysuwać oskarżeń wobec władzy ludowej [...]”.Sygnalizowano przy tym napisy jakie pojawiały się w miejscach publicznych w tym na świątyniach: „ [...] Rybnik – bud. Szkoły: > nie chcemy biskupów niemieckich <, Bielsko – budynek: > chcemy wyjaśnień dla czego zdradzili <, na frontonie budynku ZSP > przecz z episkopatem <, w Krakowie na kościele: > precz z arcybiskupem zdrajcą <, w Szczecinie – 19.XII. na drzwiach kościoła: > Precz < [...]”. Atakowano też Kościół w pseudonaukowych opracowaniach przeznaczonych dla aktywu PZPR i SB. Zwracano w nich uwagę na „historyczne” błędy zawarte w „Orędziu”. Głównym z nich było zwrócenie się do z przesłaniem głównie do Niemców a nie do Czechów (sic !) bo: „ [...] Przecież Dobrawka, na którą powołuje się >orędzie< była księżniczką czeską, skoro więc za jaj wpływem Mieszko przyjął chrzest […] to wypadało zaprosić przede wszystkim biskupów czeskich.”  Ten ton kontynuowano także w odniesieniu do i w przeciwieństwie do opisywanego w „Orędziu” podziału administracyjnego „Polski Piastowskiej”, a także działań politycznych pierwszych Piastów zbliżających nasz kraj do Zachodu, które w oczach autorów „Tez” dystansowały wręcz Polskę od Cesarstwa Ottona III i tym samym wzmacniających jej suwerenność w sferze politycznej, a także i kulturowej. „Orędzie” więc w swej istocie było i musiało być antypolskie i antypaństwowe: „ [...] to sformułowanie jest dla Polski, dla polityki piastowskiej, zwłaszcza polityki Mieszka I i Bolesława Chrobrego krzywdzące; […], swą suwerenność utwierdzała i nie była żadnym >członkiem Imperium Romanum Ottona III<, [...]. W długim akapicie >orędzia< [...] podkreśla się przesadnie i jednostronnie zasługi niemieckie dla kultury polskiej. Bez mała się twierdzi, że kultura polska jest powtórzeniem kultury niemieckiej. Historycy kultury polskiej wykazali, że tak nie jest [...].”  Biskupi zaś wzorem Stanisława ze Szczepanowa stali się (publikując orędzie) faktycznymi zdrajcami, skutkowało to uwagą: „ […] Uwaga praktyczna. Nie należy śpiewać > Gaude Mater Polonia< […] Pieśń bowiem sławi Stanisława ze Szczepanowa, który był klasycznym zdrajcą racji stanu […].”. W dalszym ciągu wywodów pojawiają się też argumenty z najnowszej historii naszego kraju. Ukazują one co najbardziej „bolało” ówczesne władze w „Orędziu”. Były to nie tylko inne, niż nakazywane przez komunistów opinie o kształtowaniu stosunków polsko – niemieckich, ale także podkreślanie suwerenności kościoła od władzy państwa, zupełnie odmienna od „oficjalnej” wizja końca i efektów wojny dla Polski i Polaków. W końcu zaś pojawienie się kościoła jako samodzielnego gracza na politycznej arenie. To zaś było dla komunistów trudne do zaakceptowania, każda więc metoda łącznie z kłamstwem i manipulacją ( tym szczególnie odmawianie patriotyzmu i uleganie wrogim Niemcom), by kościół dyskredytować była dobra. Odwoływano się przy tym do wypowiedzi Herberta Czaji wspominającego w sposób „[...] tendencyjny i jadowity [...]”  trudny los polskiego kościoła, gnębionego podobnie jak w ZSRR podatkami. Wierni chcący chodzić na msze i prowadzić prace formacyjne są narażeni na liczne trudności w pracy. Przy okazji Czaja poświęcał nieco miejsca „księżom patriotom” określając ich rolę jako małą. Odnotowywał też znaczny wpływ „ [...] Urzędu do spraw wyznań oraz tajnej policji na zagadnienia kościelne [...]”. Kościół jednak swoją postawą różną od „PAXU” i „[...] lewicowych prawowiernych katolików „Znak” [...]” powodował, że wielu wiernych stoi przy nim twardo przeciwstawiając się silnym prądom laickim. Polski katolicyzm poniósł w czasie wojny i okupacji ogromne straty a i Polacy zostali zdemoralizowani: „[...] na skutek warunków stworzonych przez Rosję [...]”. Opisując sytuację w Polsce i postawę kościoła zwracał też Czaja uwagę na elementy antysemityzmu: „[...] Nie mówię tego […] bynajmniej dla tego aby potworności Oświęcimia porównywać z polskim antysemityzmem, co usiłuje się w ostatnim czasie czynić z niektórych stron. Uważam podobne porównania za niemożliwe [...]”. Ważne to w aspekcie dzisiejszej dyskusji i oskarżania nas o współudział w Holokauście. Czaja wspominał też o tym, by władze RFN troszczyły się bardziej o Polaków w Niemczech ( jakże to aktualny, mimo upływu lat, postulat !!! ).Kościół usiłował się bronić: [...] Kardynał Wyszyński rozgoryczony zareagował obecnie ostro na ataki rządu, który twierdzi , że biskupi mieszają się w sprawy polityki zagranicznej [...] sekretarz polskiego episkopatu biskup Choromański zaatakował postępowanie rządu polskiego [...] Rząd domaga się od kościoła polskiego, aby podzielił jego nienawiść do Niemiec. Ale kościół nie mówi marksistowskim, komunistycznym językiem [...]”. Władza przewidywała formę obrony, nie znała jednak szczegółów planowanej kontrakcji. Z biegiem czasu jednak, w miarę napływu informacji pochodzących od agentury i obserwacji tego co działo się w kościołach definiowano to co kościół chciał robić. Na przełomie 1965 i 1966 roku przystąpiono do akcji wysyłania petycji i protestów do władz państwa w obronie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Inicjowano tydzień modlitw (na Jasnej Górze) w intencji obrony Kardynała. W tej samej intencji modlono się w kościołach i kaplicach wykorzystując te spotkania do: „ [...] zapoznawania wiernych z ideą > orędzia < ; propagowanie kościelnych uroczystości milenijnych [...] .”. Władza obserwowała to uważnie.. Efektem tego była, statystyka wypowiedzi biskupów w interesującej nas kwestii. Według podanego klucza Biskupi mieli wypowiadać się zgodnie z duchem i intencjami Kościoła 56, a przeciw „orędziu” 20 razy z czego 19 razy nieoficjalnie.  W komunikacie wydanym dnia 15 grudnia 1965 roku Biskupi informowali opinię publiczną i władze PRL o swoim stanowisku szczegółowo je wyjaśniając. Twierdzono, że wiele z elementów > orędzia < zostało przedstawione niezgodnie z prawdą i z pełnym niezrozumieniem spraw, które zostały w nim poruszone. Broniono się także w sposób aktywny przed oskarżeniami o wyprzedaż polskich interesów narodowych: „ […] List uwydatnia krzywdy wyrządzone Polsce w czasie drugiej wojny światowej i dążność do biologicznego wyniszczenia narodu polskiego […]”. Biskupi podczas mszy i spotkań z alumnami z seminariów duchownych charakteryzowali i opisywali przyczynę swojej „akcji”. Powtarzano argument o tym, że „orędzie” nie miało charakteru politycznego lecz moralny i chrześcijański bo taki jest duch panujący w Kościele Katolickim: „ […] orędzie na ma charakteru politycznego, biskupi nie  są politykami a wychowawcami w duchu moralności chrześcijańskiej […] „ mówił Arcybiskup Karol Wojtyła w grudniu 1965 roku w Krakowie. Podkreślano także bardzo mocno prawo Kościoła do wypowiadania się w kwestiach dotyczących polskiego życia narodowego i państwowego co wiązało się z wolnościami obywatelskimi i nieumiejętnością oraz brakiem chęci znalezienia porozumienia między władzami PRL a RFN. Wspominano o konieczności  chrześcijańskiego przebaczenia Niemcom i zastanowienia się nad błędami i wyrządzonym złem. Ważnym elementem tych wypowiedzi było podkreślanie polskiego patriotyzmu Biskupów i tego, że z biegiem czasu po złej propagandzie nie pozostanie śladu, a inicjatywa Episkopatu, nie tylko, będzie przynosiła dobre owoce ale także pokaże kto lepiej i mądrzej służył Polsce i Polakom. Podkreślano też inną formę „walki” Kościoła i jego hierarchów o prawa Polski do „Ziem Zachodnich” niż ta realizowana przez komunistów. Zwracano także uwagę na złą rolę, jaką w całej sprawie odgrywały PRL/owskie media, w tym szczególnie prasa manipulująca tekstem „orędzia”. Czy nam to coś przypomina – zapytam na koniec retorycznie !? I zanim udzielimy sobie odpowiedzi na powyższe pytanie – jeszcze raz – inicjatywa polskich Biskupów zasługiwała na pokojowego Nobla !!!

 

 

Piotr Łysakowski 

oredzie oryginal/Warszawa, 30.10..2025/

 

_______________________________________________________________________________________

 

OJCIEC ŚWIĘTY LEON XIV OGLOSIL ŚW. Johna Henry'ego Newmana Doktorem Kościoła - 1.XI.2025

PAPIEŻ LEON XIV OGŁOSIŁ ŚW. JOHNA NEWMANA DOKTOREM KOŚCIOŁA I WSPÓŁPATRONEM ŚWIATA EDUKACJI

Ojciec Święty przewodniczył w sobotę Mszy świętej dla uczestników Jubileuszu Świata Edukacji w Watykanie. Podczas Eucharystii papież Leon XIV ogłosił św. Johna Henry’ego Newmana Doktorem Kościoła. Stał się On jednocześnie wraz ze św. Tomaszem z Akwinu współpatronem wszystkich osób zaangażowanych w proces wychowawczy.

W homilii Ojciec Święty wskazał na obchodzoną dziś Uroczystość Wszystkich Świętych. Życzył, aby imponująca postać kulturowa i duchowa św. Johna Henry’ego Newmana była inspiracją dla nowych pokoleń, których serca pragną nieskończoności.

– Są gotowe dokonania poprzez poszukiwania i poznanie podroży, która – jak mawiali starożytni – prowadzi nas przez trudy do gwiazd. Życie świętych świadczy, że można żyć w pasjonujący sposób pośród złożoności chwili obecnej, nie zapominając o apostolskim wezwaniu „jawicie się jako źródła światła w świecie” – akcentował Ojciec Święty.

Papież Leon XIV przypomniał, że nowy Doktor Kościoła wniósł znaczący wkład w teorię i praktykę wychowania. Przywołał słowa Świętego, w których pisał, że Bóg stworzył Go, aby wypełnił dla Niego jakąś określoną służbę, powierzył jakąś pracę, której nie powierzył nikomu innemu oraz posłannictwo, o którym dowie się w życiu przyszłym.

– W tych słowach we wspaniały sposób wyrażona jest tajemnica godności każdej osoby ludzkiej, a także różnorodności darów rozdzielonych przez Boga. Życie rozjaśnia się nie tylko dlatego, że jesteśmy bogaci, piękni lub mamy władzę. Staje się jasne, gdy odkrywam w sobie, jestem wezwany przez Boga, mam powołanie, mam misje. Moje życie służy czemuś większemu niż ja sam – wskazał papież Leon XIV.

Ojciec Święty podkreślił, że w perspektywie chrześcijańskiej wychowanie pomaga wszystkim stać się świętymi. Powiedział też, że modli się, aby wychowanie katolickie pomogło każdemu odkryć własne powołanie do świętości.

RIRMOjciec Swiety 845x635

********************************************************************************************************************

 

Św. Jozafat, czyli soft power Kościoła w praktyce

 
II tekst o św. Jozafacie z cyklu autorskiego red. RENATY KOPEĆ   / na wyłączność Ksd, powielanie tylko za zgodą Autorki/
 
 
Św. Jozafat, czyli soft power Kościoła w praktyce "
 
Święty Jozafat to mistrz duchowego wpływu – prawdziwe soft power Kościoła. Miał odwagę bycia mostem między Kościołem obu obrządków: wschodu i zachodu. W świecie wojen i konfliktów pokazał, że wspólna modlitwa i przebaczenie potrafi więcej niż polityka – łączy ludzi, zmienia atmosferę, otwiera serca. W świecie rozbuchanych ambicji, w świecie buntu przeciw Kosciołowi Świętemu, czynił powrót do pierwotnej jedności Kościoła.
 
Św. Jozafat był chłopcem z Wołynia, kochajacym piękno, tradycję i obrządek swojego wschodniego chrześcijaństwa. W tym obrzadku się wychował i został mu wierny do śmierci. Kochał śpiew chórów wschodniego chrześcijaństwa, sam śpiew ten potem prowadził i reformował. Pragnał odnowić ducha Bożego w Cerkwi. Pragnął jedności Kościoła. A zwyczajnie? Uczył się kupiectwa, potem zamienił czeladniczy fartuch na bazylianski habit. Był obywatelem Wilna, miasta mieszanki etnicznej i wyznaniowej. Uniwersytet wileński miał już wówczas stuletnią tradycję. W Wilnie wydawano pisma i druki we wszystkich niemal językach Europy i dla wszystkich wyznań, bez reperkusji politycznych. 
Jozafat także był uczniem wileńskich, jezuickich nauczycieli z przełomu XVI i XVII. Czy może dlatego, że polscy Jezuici podjęli wezwanie Chrystusa do jedności Kościoła jako misję? Jeden z nich, ks. Piotra Skarga, napisał dzieło ,,O jedności Kościoła Bożego'', wydane w 1577 r. Może po przeczytaniu tej rozprawy, rozpaliła się w Jozafacie na nowo iskra miłości z serca Pana Jezusa?  
 Jozafat mial około 16 lat, gdy starania o połączenie kościoła rzymskiego i cerkwi zwieńczyła unia brzeska z 1596 roku — narodziny Kościoła unickiego. Było to pragnienie kapłanów i wiernych obrządku wschodniego — może przede wszystkim ich samych. ,,....Dość wszystkiego złego w Zakonie (tj. w wyznaniu) naszym stało się, jako zgwałcenie świętości, świętych tajne zamykanie, zapieczętowanie cerkwi świętych, zakazanie dzwonienia, a do tego jeszcze porąbanie krzyżów świętych, zabranie dzwonów do zamku. A do tego jakie jeszcze dzieją się zgorszenia w Cerkwi Bożej?....'' pisali oburzeni postępowaniem do władz duchownych wierni prawosławni.
To nie przypadek, że pragnienie jedności urzeczywistniło się tutaj, na terenie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W jednym państwie mieszkali obok siebie Polacy, obywatele dzisiejszej Białorusi, Ukrainy i Rosji, Litwini, Żydzi, Tatarzy, Ormianie, Niemcy, Wołosi. Obok  kościoła katolickiego stała żydowska bożnica, a w jej w sąsiedztwie zbór kalwiński i luterański, tatarski meczet i prawosławna cerkiew. Wszyscy mieli zagwarantowaną wolność wyznania i równość wobec prawa.
Ogłoszenie aktu unii brzeskiej - jedności kościoła w roznorodnosci obrządków,  niezwykły wzrost kościoła grekokatolickiego, zupełnie jak pierwszych gmin pierwotnego kościoła, zderzyły się ze stanowczym, agresywnym ,,Nie'' ludzi trzymających władzę.
Konflikt narastał, był nieunikniony jak w greckiej tragedii. Bowiem Rosja, w której pęczniały imperialne ambicje, zaczęła wykorzystywać religię politycznie. Mieniła się prawowitym, jedynym spadkobiercą Rzymu, do tego stopnia, że nazwała siebie samą Trzecim Rzymem. Prawosławie było nazwane prawdziwą religią, niezmąconą i czystą w swym obrządku, w odróżnieniu od wyznania łacinników. Kościół zachodni przedstawiano jako religię skażoną, wypaczoną i pozostającą w opozycji do nieskalanej tradycji Wschodu.
A kim był na tym tle mnich bazyliański, biskup Jozafat? Był przecież konwertytą z prawosławia. Przeciw niemu skierowano nienawiść, jako zdrajcy swojego obrządku. Poprzez swój dar wymowy i gorące, gorliwe działania apostolskie młodego kościoła nazywany  duszochwatem. Nadane raz przezwisko przylgnęło. W prawowiernym ludzie wywoływało iście demoniczne skojarzenia. Rozrzucano  ulotki z wizerunkiem biskupa-diabła wpychajacego dusze do piekla.
Natomiast Jozafat - biskup oczyszczał kościół unicki od nadużyć, usuwał niegodnych kapłanów z urzędów, nie zezwalał na praktyki obecne w wyznaniu prawosławnym, jak wielokrotne ożenki duchownych, dziedziczenie parafii, zależności władzy duchownej od władzy politycznej. Wymagał wiedzy teologicznej, troski o wiernych i świątynie. Świątynie odzyskiwał, walczył o należności dla świątyń i klasztorów. I głosił, głosił, głosił Ewangelię i zwykłą prawdę, że Kościół jest jeden, a jego zwierzchnik w Rzymie. W jego życiu wybrzmiała modlitwa Chrystusa o jedność. Jego zawołaniem i misją stały się słowa z modlitwy Chrystusowej ,,ut unum sint''.
Konflikt, politycznie sterowany, urósł między wyznawcami prawosławia, a  kościołem greckokatolickim, do rozmiarów rozsadzających państwo. Celowo, z premedytacją podsycano nienawistne nastroje przez ludzi siejących zło. Rosja, a za nią, o zgrozo, muzułmańska Turcja i inne państwa zaczęły rościć sobie prawa do występowania w obronie rzekomo zagrożonego prawosławia, i innych wyznań w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Prawda została zastąpiona wygodną narracją polityczną, a przecież to ówczesna Polska była państwem o niespotykanej nigdzie indziej wolności słowa, tolerancji religijnej i etnicznej.
Zagrożeni powstaniem ,,nowego'' kościoła, prawosławni liderzy, skompromitowani nadużyciami, lub ,,tylko'' pragnący zachować władzę, wzbudzali spory, siali nienawiść, plotki, nastawiali kogo mogli przeciw tej jedności, którą propagował Jozafat. A przecież akt unii brzeskiej nie był pierwszą próbą walki o jedność Kościoła. Dość wspomnieć o soborze  lyońskim i florenckim. 
Katolicy w tym sporze nie mogli się zdecydować po której stanąć stronie. Głównie wybierali niszczącą neutralność, jak Piłat, bo mieszanie się w spory, deklarowanie się po którejś ze stron uważano (och, jakże to wciąż uniwersalna postawa) za nie dyplomatyczne i mogące zaszkodzić. Charakterystyczne, że protestanci stawali po stronie prawosławia. 
Ten czyrak zła pękł 12 listopada 1623 r. Wzniecający niepokoje emisariusze, którzy pojawili się w Witebsku podczas wizyty Jozafata, podsycali nienawiść wśród mieszkańców, monitorowali sytuację, aż w końcu dali znak do linczu.
Była niedziela, kiedy napadnięto na pałac biskupi w Witebsku. Porwano arcybiskupa wracającego od ołtarza, zdarto szaty liturgiczne, uderzono w głowę toporem, rozłupujac czaszkę. Żył jeszcze, więc strzelono do niego dwukrotnie w głowę i w serce, kłuto lancami, opluwano, deptano po nim, ciągano na powrozie po mieście. Wówczas, na nagim ciele ukazała się włosiennica. Na chwilę tłum zamarł << To niemożliwe, tak zły człowiek nie nosiłby włosiennicy >>. Posłano po ludzi, którzy znali św Jozafata osobiście. Nastąpiło rozpoznanie zwłok << Tak, to On jest, to jest Jozafat, biskup unicki>>. Lecz motłoch się nie zatrzymał, ośmieszanie, lżenie, znęcanie się trwało i po śmierci. Zmasakrowane ciało obciążono wypełnioną kamieniami włosiennicą i wrzucono do rzeki Dźwiny. 
Nasuwają się na pamięć podobne wydarzenia, związane z męczęństwem ks. Jerzego Popiełuszki. Czy scenariusz i projekcja zdarzeń nie są wręcz tożsame? Oto kapłan nie rezygnujący z prawdy, nie mogacy nie głosić prawdy, będący podporą swojego ludu w trudnym czasie, odnowicielem wiary, znakiem nadziei, kochany i słuchany. I na Jozafata przygotowywano parę nieudanych zamachów. Dlaczego tak się dzieje - bo dobro i zło wyrażają się w tych samych -  pomimo upływu czasu, działaniach. 
Ale wróćmy do listopadowego Witebska z 1623 r. Wieczorem, po libacji ludzie opamiętali się. Cisza śmiertelna nastała w mieście, pozamykano się w domach. Zaczęło się rozpamiętywanie zbrodni, przyszło opamiętanie, niektórzy popełnili samobójstwo, inni uciekli, grzech zbierał żniwo. Rozpoczęto szukanie zwłok, w rzece, przerażająco zimnej, w zimowej scenerii, niebezpiecznej, w powszechnym strachu, że zaraz zamarznie i nie będzie można odnaleźć biskupa.
Ciało wydobyto z rzeki dopiero kilku dniach. W powszechnym płaczu i radości przeniesione zostało do kościoła św. Michała w Witebsku. Potem barką zabrano je do Połocka. Natychmiast po tej podróży rzeka pokryła się lodem.
Zabójstwo Jozafata odbiło się szerokim echem w opinii publicznej. ,,Król Jegomość z Warszawy może i słusznie rzecz ocenił: dur spadł na miasto, i jeśli kto głównie winien, to ci którzy go siali. A miasto, że dało się opętać.'' [Tadeusz Żychewicz: ,,Jozafat Kuncewicz'']
Mieszkańcom Polski ta tragedia otworzyła oczy na prawdę. I na własną zbrodnię.  Przywróciła wreszcie rozsądek w rozognionych walką o ,,Ja mam rację'' koteriach. Innym okiem spojrzeli na ideę jedności w Kościele Świętym. Rozpoczęła się masowa konwersja na wyznanie grekokatolickie. 
Pogrzeb Jozafata był manifestacją jedności i pragnieniem odnowy moralnej. Zebrali się na nim wszyscy przedstawiciele wyznań i urzędów Rzeczpospolitej. 
Czy to  zebranie nie jest podobne do pożegnania św. Jana Pawła II?  Na te obrzędy pogrzebowe także przyjechali przedstawiciele wszystkich wyznań świata. A lud zawołał wówczas ,,Santo Subito''. I na uroczystościach jozafatowych domagano się formalnego uznania jego świętości. Jozafat został ogłoszony błogosławionym 16 maja 1643 r. przez papieża Urbana VIII. Bardzo szybko, biorąc pod uwagę ówczesne formy transportu i przesyłu listów. Ta data beatyfikacji wskazuje na jeszcze jedną świętą postać kościoła - na Andrzeja Bobolę. Ten poski jezuita poniósł śmierć męczeńską dokładnie 14 lat po beatyfikacji św Jozafata, właśnie w 16 maja, w 1657 r. On również żył przeniknięty ideą jedności Kościoła. Służył, głosząc słowo Boże, bez różnicy chrześcijanom wschodnim i zachodnim. Jego także nazywano duszochwatem, dla niezliczonej ilości sakramentów, których udzielił. 
Bo my, katolicy żyjący na styku prawosławia, rozumiemy i cenimy wielkie tradycje wschodniego chrześcijaństwa. Uważamy kościół wschodni za siostrzany. Czczone w obrządku wschodnim, a obecne w naszych domach ikony, przybliżają mam Boga. Z jednakową gorliwością nazywamy Maryję Bogurodzicą. Uważamy, powtarzajac za św. Jozafatem, świętym kościoła rzymskiego i greckiego, budowniczym duchowego mostu między tradycją wschodnią i zachodnią, że cała ta separacja jest wytworem sztucznym i formalnym. Przecież Chrystus, ucząc nas modlitwy, nakazał zwracać się do Boga - Ojcze nasz.
 W całej historii Kościoła Chrystusowa dążność do Jednej Owczarni i Jednego Pasterza jest wciąż żywa. My, chrześcijanie uważamy to rozdzielenie za wielką ranę. 
,,Kościół musi oddychać obydwoma płucami!'' - woła papież Jan Paweł II w encyklice ,,Ut unum sint''. Mówi dalej ,,W pierwszym tysiącleciu historii chrześcijaństwa wyrażenie to odnosiło się nade wszystko do dwoistości: Bizancjum - Rzym; od Chrztu Rusi jego znaczenie się rozszerza: ewangelizacja zatacza szersze kręgi i obejmuje coraz rozleglejsze obszary, tak że ogarnia cały Kościół. Jeśli się zważy ponadto, że to zbawcze wydarzenie nad brzegami Dniepru nastąpiło w czasie, kiedy Kościół na Wschodzie i na Zachodzie pozostawał nie podzielony, można łatwo zrozumieć, że do pełnej komunii należy dążyć w perspektywie jedności, która nie usuwa uprawnionej różnorodności''. 
 Głos o jedność rozległ się  dobitnie w Rumunii 9 maja w 1999 r.. W kraju, który powtórzył akt unii brzeskiej, trzysta tysięcy wiernych zgromadzonych na pielgrzymce papieża Jana Pawła II i patriarchy Teoktysta w Bukareszcie skandowało słowa „unitate, unitate, unitate” (jedność).  W kraju, gdzie przeważa wyznanie prawosławne. To wspólne wołanie katolików, prawosławnych i grekokatolików jest dowodem na to jak bardzo, od wieków, pragną jedności zwykli chrześcijanie obu obrządków.
Św. Jozafat nie bał się oddać życia za jedność Kościoła, wierząc, że w Chrystusie możliwe jest pojednanie ponad wszelkimi podziałami. Dziś, kiedy pokój wydaje się tak odległy, gdy Kain zabija Abla, potrzebujemy wspólnej modlitwy o Ducha. To powinien być początek zmiany. Teraz, w czasie wojny i niszczycielskiej propagandy ponownie stajemy twarzą w twarz z nienawiścią i przemocą. Badajmy rzetelnie nasze serca, czy nie wzbiera w nich duch niechęci fermentujący w nienawiść. Właśnie wspólna i osobista modlitwa o odnowę serca własnego i serca nieprzyjaciół uprosi cud uzdrowienia człowieka. 
W encyklice Ut unum sint Jan Paweł II pisze jeszcze, że „miłość, która buduje komunię między osobami i wspólnotami, znajduje swoje pełniejsze wyrażenie w modlitwie powszechnej. Kiedy bracia i siostry, choć nie w pełnej jedności, gromadzą się razem by modlić — nie tylko proszą o łaskę jedności, ale stają się żywym wyznaniem więzi, która już ich łączy. To doświadczenie wspólnoty modlitwy może oczyszczać serca, otwierać na Boże dary i uzdrawiać rany z przeszłości''. 
Wspólna modlitwa wszystkich wiernych Kościoła jest mocniejsza od wojny, oczyszcza serca. To najsilniejszy i najprostszy soft power wiernych Kościoła, zdolny przemieniać świat.
,,Przychodzisz do nas Panie, mimo drzwi zamkniętych,
Jezu Zmartwychwstały, ze śladami męki.
Ty jesteś z nami, poślij do nas Ducha!
Panie nasz i Boże, uzdrów nasze życie!''
 
Autorzy pieśni „Przychodzisz Panie, mimo drzwi zamkniętych”
Muzyka - Leopold Twardowski
słowa: Elżbieta Drożniewicz
 
 
Cytaty pochodzą z:
encykliki Jana Pawła II ,,Ut unum sint''
książki Tadeusza Żychewicza ,,Jozafat Kuncewicz''
 
Bibliografia:
Ks. Zbigniew Sobolewski. (2023). ,,Św. Jozafat Kuncewicz: Miłość silniejsza niż śmierć''. Wydawnictwo Unitas.
Tadeusz Żychewicz. (1986). ,,Jozafat Kuncewicz''. Kalwaria Zebrzydowska: Wydawnictwo Calvarianum. 
ks. Jan Urban. (1921). ,,Św. Jozafat Kuncewicz, biskup i męczennik''. Kraków: Wydawnictwo Księży Jezuitów. 
Jan Paweł II (św.). (25 maja 1995). ,,Ut unum sint: Encyklika Ojca Świętego Jana Pawła II o działalności ekumenicznej''. Watykan: Libreria Editrice Vaticana. 
Marek Przeciszewski, (20 kwietnia 2014). „Jana Pawła II Europa dwóch płuc”. eKai
 
/RENATA KOPEĆ/
22.X.2025św Jozafat fundacja
 
*************************************************************************************************************************
 

KORYTARZ HURAGANÓW - czyli blisko do Narodowego Święta Niepodległości RP .

Rzymian 13:1-7: „Każdy niech będzie poddany władzom zwierzchnim. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały przez Boga ustanowione. [...] Oddajcie każdemu to, co mu się należy: komu podatek – podatek, komu cło – cło, komu cześć – cześć, komu szacunek – szacunek.” 

Piotra 2:13-17: „Bądźcie poddani każdej ludzkiej zwierzchności ze względu na Pana: czy to królowi jako najwyższemu, czy namiestnikom [...]. Szanujcie wszystkich, miłujcie braci, bójcie się Boga, czcijcie króla.”

    Piotr Łysakowski - "KORYTARZ HURAGANÓW, czyli blisko do Narodowego Święta Niepodległości RP "FLAGA RP

Niedługo będziemy obchodzić kolejna rocznice odzyskania przez Polskę niepodległości. 

Paradoksalnie, i można to powiedzieć ze spora doza pewności, nasza Ojczyzna od dawna nie była tak blisko utraty suwerenności i wyrwania z łacińskiej kolebki. 

Rządzący dziś Polska koalicjanci w sposób wyraźny zmierzają do rozmontowania struktur państwa. 

W czyim interesie to robią ? 

Na to pytanie nie da się odpowiedzieć z cala odpowiedzialnością. 

Sprobujmy jednak prześledzić niektóre „nitki” zdarzeń, może jakoś uda się uda znaleźć jak mniej lub bardziej prawdopodobna odpowiedź.

Finanse państwa po niecałych 2 latach rządów „światłych Europejczyków” w rozsypce. Ceny w sklepach rok do roku średnio o 10 do 20% wyższe, a Polacy nie maja „więcej w portfelach”. Mimo deklaracji władzy - jest wręcz przeciwnie. 

„Repolonizacja” biznesu i przemysłu polega na tym, że wybudowane za nasze pieniądze przedsiębiorstwa lub instalacje sprzedaje się (lub dzierżawi na długie terminy) obcemu kapitałowi. Budowa „PCK i CPK, a także innych nazw…” w „zamrażarce”, ergo najprawdopodobniej ich nie będzie, a jeśli będą to w kompletnie zdeformowanym, karykaturalnym kształcie.

W polska przestrzeń powietrzna wlatują kacapskie drony, 

nikt nie wie ile ich ostatecznie było (pan premier łaskawie stwierdził , że zorientujemy się, ostatecznie, jak je wszystkie znajdziemy) bo systemy antytronowe kupione i wyprodukowane w Polsce przez „faszoli” z PiS leżą gdzieś zgruzowane w jakiejś stodole, bo użycie za drogie. 

Zabójca polskiego żołnierza na polsko - białoruskiej granicy nadal bezkarny. Figluje pewno gdzieś z „hurysami” w nagrodę za zabicie niewiernego. Nasze służby „dwupłciowe”, deklarujące niedawno, że już , już, już go odpadły faktycznie miast bandziora szukać zajmują się ściganiem opozycji i pisaniem (za Nasze niemałe pieniadze) raportów z tylnej części ciała (exusess moi, a to i tak najłagodniejsze z możliwych określeń) wziętych. Tyle dobrego, że czapki z „Aurory” zostawili gdzieś w magazynach. Póki co, bo najpewniej czekają na lepsze czasy. 

Rolnictwo i lasy państwowe ledwo dysza, a w perspektywie nadchodzący MERCOSUR, który polskiego, konserwatywnego „Kułaka” dobije do końca, miał do tej pory za dobrze. 

Za rogiem czatują nielegalni z terenów subsaharyjskich.

Szkoła, już lepiej nie wspominać. Pani Nowacka i pozostałe przyjaciółki same powinny odbyć szereg dokształcających kursów czytania ze zrozumieniem i pedagogicznych (o lekcjach historii nie będę wspominał bo to dla nich zbyt trudne). 

Służba zdrowia - nie przyjmą was w jednym szpitalu, jedźcie i szukajcie sobie innego, i nie ma tu znaczenia czy będziecie rodzić, czy (co nie daj Bóg) macie jakaś przypadłość onkologiczna. 

Rozbijanie wspólnoty narodowej idzie jak najlepiej. 

Dbałość o świadomość historyczną, dobro i honor Narodu, o czym my rozmawiamy !? Razem z pozbawionymi narodowości „nazistami” mordowaliśmy (my Polacy) Żydów !

Tu przykład Ruchniewicza „z plecakiem pełnym pomysłów” na stosunki polsko niemieckie jest wymowny, a pierwszy, najważniejszy, pomysł (częściowo zrealizowany) to rozwalenie Instytutu Pileckiego, bo patron nie był taki „jak się powszechnie mówi” (czy jakoś tak), a naszym przyjaciołom zza Odry wypadałoby oddać to co im „ukradliśmy” w 1945 i później. 

O reparacjach lub odszkodowaniach „zapomnijta chłopacy” kochani to jest już temat passe, a zwrot naszych dóbr kultury, które za sprawa ich „dziadków i babek” znalazły się za Odra i Łaba właśnie przestał „przechodzić w jakakolwiek rubryka”. 

Polityka zagraniczna to powrót „fachowców” z MGiMO i Czerskiej, czczących Aleksandra I i bohatersko prezentujących na Radzie Bezpieczeństwa ONZ fejkowe zdjęcie dając przy tym samym pożywkę kacapskiej propagandzie. Teraz o Polsce można powiedzieć wszystko, dosłownie wszystko - jest więc kolejny niebywały wręcz sukces polskiej dyplomacji. 

Przy okazji staramy się za wszelka cenę obrazić i zniechęcić do siebie Jankesów faktycznie gwarantujących dzisiaj nasze bezpieczeństwo, co oczywiście leży właśnie w naszym interesie narodowym (tak jak „oni” go rozumieją). 

O „odpolitycznianym” wymiarze (nie)sprawiedliwości nie będę wspominał. 

Atakuje się w zupełnie niespotykany sposób Kościół, średniowieczny przeżytek, hamujący nasz marsz ku lepszej przyszłości w formie anihilacji polskiej państowości i uznania funkcjonowania w rzeczywistości nas otaczającej 57 (!?) płci.  

W mikroskali zwróćmy uwagę na Warszawę organizująca kolejny wspaniały konkurs chopinowski mogący być doskonała reklama Polski i naszej kultury. W okolicach filharmonii, gdzie odbywają się przesłuchania kandydatów, wyjątkowy syf, a pomnik samego artysty w Łazienkach otulony jakaś obrzydliwa folia - to potrafią tylko oni, nawet Monty Python, by nie dał rady - emanacja rządów „Europejczyków” w pigułce i na pełnej.

O czymś zapomniałem, o jakimś kolejny sukcesie !? 

Jeśli tak to przepraszam !

Mamy już katalog osiągnięć koalicji z grudnia 2023. 

Można więc, na tej podstawie, spróbować pokusić się o próbę stwierdzenia „komu to służy”. 

A i jeszcze - zupełnie przy okazji, przypomnijmy sobie położenie Polski, gdzie leży, jakich ma sąsiadów i co może z tego wynikać w tych trudnych czasach i nie tylko. 

„Korytarz huraganów”, w którym się znajdujemy, na kierunkach ‚wschód - zachód” i odwrotnie nakłada na nas szczególną konieczność obserwowania co się dzieje za miedza (wszystko w kontekście opisywanych wyżej osiągnięć „naszego” rzadu w rozwalaniu bytu państwowego Polski) ze specjalnym uwzględnieniem opinii o naszym kraju. 

Ostatnio rzeczywistość dostarczyła Nam sporo interesujących obserwacji. 

W węgierskim portalu „Partizan” Angela Merkel oskarżyła, kilka dni temu, kraje bałtyckie i Polskę o to, że są winne wybuchu wojny na Ukrainie, dziwnym trafem współgra to z „wałdajskim” (październik 2025) oskarżeniem Putina - Polska winna wybuchu II Wojny. 

Zadajmy teraz pytanie. Czy to się nie układa w jeden ciąg , najpierw August Hanning (były szef BND) oskarża Prezydenta RP o spisek w celu zniszczenia NS. Potem mamy akcje dotycząca jachtu Andromeda (wątek Polski), aresztowanie w Polsce Ukraińca oskarżonego (nie wiadomo czy zasadnie !?) o zniszczenie NS i de facto bezprawne działania niemieckich służb na terenie naszego kraju w związku z ta sprawa. Teraz Merkel z pozornie idiotycznymi oskarżeniami dezawuujacymi wręcz jej inteligencję i rozumienie rzeczywistości która miała zmieniać ! 

Dołączmy do tego kolejne instrukcje Bachmanna zamieszczane standardowo w „skrzynce kontaktowej” zwanej dla niepoznaki  „Berliner Zeitung”, który po wcześniejszych apelach o likwidację demokracji w Polsce nawołuje faktycznie do rozwalenia polskiego systemu bankowego (w czyim interesie „koteczku” zapytam Kisielem !?) czyli da facto pozbawienia Polski narzędzia chroniącego suwerenność. Połączmy to z wyżej zdefiniowanymi „sukcesami najlepszego rzadu” ostatniego trzydziestolecia i będziemy już prawie wszystko mieli jak na stole. 

„Plan Eurazja” (w połaczeniu z planem „Państwo Europa” kierowane przez Berlin) może być zrealizowany tylko na „trupie Polski”, która od zawsze była według Michiła Katkowa narodem „wbijajacym klin między Rosję a Europę”. Zgrajmy teraz to co mówi Merkel z opowieściami o „polskiej winie za…” (wszystko) Putina i dodajmy do tego opinie dziewiętnastowiecznego polakożercy (wspomniany wyżej Katkow) i mamy komplet tych, którzy chcą Polski bezsilnej albo anihilowanej. 

Wiemy więc faktycznie komu potrzebny rząd złożony z takich tuzów intelektu jak …(tu można wymienić większość ministrów i ich zastępców zatrudnionych w tym gabinecie „osobliwości”, a także posłów) i kierowany przez „premiera tysiąclecia”, który zasadniczo nic nie potrafi i „.nie może…”. 

Powstające pytanie jak, w takiej sytuacji, układać sobie stosunki z Niemcami bo moim zdaniem musimy to robić (o Rosji nie będę wspominał bo tu, póki co, nic się nie da „ułożyć”) po możliwej zmianie układu rządowego w Warszawie pozostawię na później. W formie wyprzedzającego komentarza dodam tylko opinię Jana Śliwy zamieszczona w ostatnim wydaniu „Wszystko co najważniejsze”, z która można się nie zgadzać ale trzeba brać pod uwagę: „…Niemcy to trudny partner. Dokładniej mówiąc – to sąsiad, który nie chce być partnerem. Trzeba go [do] tego przekonać. Dlatego trzeba rozmawiać. I się nie obrażać. … Trzeba rozmawiać z Niemcami >>takimi, jakie one są<<. Ale to nie oznacza uległości, tylko realizm. Trzeba wiedzieć, czego się chce…”. 

I kończąc trzeba zauważyć, że nie zawsze wiemy czego chcemy, ale o tym , jak się rzekło, będzie później.

/Piotr Łysakowski/

FOTO RED.

___________________________________________________________________________________

misyjne

facebook_page_plugin

Logowanie

Aktualności i publicystyka

Błagania za królów .... otwieramy Nowy R…

„Zalecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi: za królów i za wszystkich sprawujących władze, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z...

06-01-2026 Aktualności

Czytaj więcej

STANOWISKO REKTORA UKSW, KS. RYSZARDA CZ…

             STANOWISKO REKTORA UKSW, KS. RYSZARDA CZEKALSKIEGO Szanowni...

05-12-2025 Aktualności

Czytaj więcej

APEL DO DZIENNIKARZY WS MUZEUM "PAM…

  MEC. K. PRAWDA WS. MUZEUM „PAMIĘĆ I TOŻSAMOŚĆ”: APELUJĘ DO DZIENNIKARZY, KTÓRZY SZYKUJĄ JAKIEŚ MATERIAŁY NA TEN TEMAT, ABY WYSTĄPILI O DOSTĘP DO AKT SPRAWY CYWILNEJ I ZAPOZNALI SIĘ Z...

26-11-2025 Aktualności

Czytaj więcej

107 lat od odzyskania niepodległości -…

Piotr ŁYSAKOWSKI  -  Ps 122,6 „Proście o pokój dla Jerozolimy ! Niech będą w pokoju ci, którzy cię miłują !” Ps 15, 2  „Ten, kto postępuje nienagannie i czyni sprawiedliwość, a w...

19-11-2025 Aktualności

Czytaj więcej

12.XI LITURGICZNE WSPOMNIENIE ŚW. JOZAFA…

Pius XIKościół Boży jest godny podziwu.12 listopada 1923 r. wydanie: Acta Apostolicae Sedisźródło: AAS 1923 s. 573Papież Pius XI ENCYKLIKA KOŚCIÓŁ BOŻY Do Czcigodnych Braci, Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów, Biskupów i innych Zwyczajnych Miejscowych, mających...

11-11-2025 Aktualności

Czytaj więcej

12.XI - liturgiczne wspomnienie św. Józa…

  LETTERA ENCICLICA ECCLESIAM DEIDEL SOMMO PONTEFICEPIO XIAI VENERABILI FRATELLI PATRIARCHI, PRIMATI, ARCIVESCOVI, VESCOVI E AGLI ALTRI ORDINARI LOCALI CHE HANNO PACE E COMUNIONE CON LA SEDE APOSTOLICA, IN OCCASIONE DEL TRECENTESIMO ANNIVERSARIO DEL MARTIRIO DISAN GIOSAFAT, ARCIVESCOVO...

11-11-2025 Aktualności

Czytaj więcej

Św. Jozafat Kuncewicz - znak dla Polski…

Święty Jozafat Kuncewicz – znak dla Polski Zwycięstwo pod Chocimiem 11 listopada 1673 r. i duchowa świeca niepodległości     /  tekst red. Renaty Kopeć, specjalnie dla portalu Katolickie Słowo Dziennikarzy - III...

11-11-2025 Aktualności

Czytaj więcej

OJCIEC ŚWIĘTY LEON XIV OGLOSIL ŚW. Johna…

PAPIEŻ LEON XIV OGŁOSIŁ ŚW. JOHNA NEWMANA DOKTOREM KOŚCIOŁA I WSPÓŁPATRONEM ŚWIATA EDUKACJI 1 listopada 2025 18:40/w KościółRadio Maryja Ojciec Święty przewodniczył w sobotę Mszy świętej dla uczestników Jubileuszu Świata Edukacji w Watykanie. Podczas...

01-11-2025 Aktualności

Czytaj więcej

Inicjatywa polskich Biskupów zasługiwała…

Łk 6,37: "Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone." Kol 3,13: "Przebaczając sobie nawzajem, jeśli kto ma powód do skargi przeciw...

01-11-2025 Aktualności

Czytaj więcej

Św. Jozafat, czyli soft power Kościoła w…

  II tekst o św. Jozafacie z cyklu autorskiego red. RENATY KOPEĆ   / na wyłączność Ksd, powielanie tylko za zgodą Autorki/     Św. Jozafat, czyli soft power Kościoła w praktyce "   Święty Jozafat...

22-10-2025 Aktualności

Czytaj więcej

KORYTARZ HURAGANÓW - czyli blisko do Na…

Rzymian 13:1-7: „Każdy niech będzie poddany władzom zwierzchnim. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały przez Boga ustanowione. Oddajcie każdemu to...

17-10-2025 Aktualności

Czytaj więcej

13.X.2025 godz. 11,oo w Niepokalanowie …

W sanktuarium Matki Bożej oraz św Maksymiliana Kolbego w Bazylice Niepokalanej Wszechpośredniczki Łask w Niepokalanowie 13 października, w dzień fatimski w kolejną rocznicę ostatniego objawienia fatimskiego) o godz. 11 odbędzie...

07-10-2025 Aktualności

Czytaj więcej

rocznica + Ks Prałata Zdzisława Peszkows…

FUNDACJA GOLGOTA WSCHODU : Jak co roku w rocznicę śmierci ks. prałata Zdzisława Peszkowskiego - 8 października odbędzie się Msza święta w archikatedrze warszawskiej św. Jana na Starym Mieście o godz...

07-10-2025 Aktualności

Czytaj więcej

Duchowy zwiastun Fatimy - św. Józafat K…

Święty Józafat Kuncewicz – męczennik jedności, patron narodów, duchowy zwiastun Fatimy         dla portalu Katolickie Słowo Dziennikarzy :                      red...

03-10-2025 Aktualności

Czytaj więcej

List do Rzymian 13:1-7....a Prezydent R…

List do Rzymian 13:1-7 „Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez...

15-09-2025 Aktualności

Czytaj więcej